Kwestii wyboru bramkarza na finał Champions League towarzyszyło kilka okoliczności. Po pierwsze Courtois udowodnił, że pomimo tak długiej przerwy w grze jest w znakomitej kondycji. 32-latek nie miał zbyt wiele czasu na złapanie rytmu, ale i tak zdążył udowodnić, że znajduje się w wyśmienitej formie. W trzech meczach z jego udziałem zespół zanotował komplet zwycięstw, strzelając 12 goli i nie tracąc żadnego.
Z Kadyksem i Granadą Thibaut nie miał zbyt wiele pracy, ale kiedy już musiał interweniować, robił to dobrze. Szalę na stronę Courotis w znacznej mierze przechylił jednak mecz z Deportivo. Goście oddali na Bernabéu aż dziesięć celnych strzałów, a Belg poradził sobie z każdym z nich. Szczególne wrażenie robić mogła zwłaszcza parada po uderzeniu Hagiego, która w pewien sposób przypominała interwencję z finału Ligi Mistrzów po strzale Mané. Courtois popisał się interwencją najwyższej klasy. Jedną z tych, które mogą okazać się niezbędne w starciu z Borussią.
Samej debaty na temat tego, kto powinien stanąć między słupkami w finale, nie dało się uniknąć. Zwłaszcza że Łunin utrzymał Real przy życiu w konfrontacji z Lipskiem i w serii jedenastek z City. Trudno też mimo wszystko nie zauważyć przy tym, że Ukraińcowi przytrafiały się wyraźne błędy, które zadziałały na jego niekorzyść w kontekście występu w najważniejszym meczu sezonu. Chodzi przede wszystkim o pierwszą bramkę City w Madrycie, dwie pomyłki w Klasyku, czy trafienie Sané w Monachium.
Łunin miał jeszcze szansę na przeforsowanie swojej kandydatury w minioną niedzielę, ale szczęście nie było po jego stronie. Choć z Villarrealem trudno winić go za utratę którejś z bramek, to jednak fakty są takie, że piłkę z siatki musiał wyciągać aż cztery razy. W minionych czterech potyczkach z jego udziałem Królewscy stracili łącznie dziewięć goli. Można więc pokusić się o stwierdzenie, że również statystyki grają na korzyść Thibaut.
Komentarze (5)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się