REKLAMA
REKLAMA

„Na początku były chęci, a później były bramki”

Carlos Carpio, zastępca redaktora naczelnego dziennika MARCA, w najnowszym tekście dzieli się swoimi przemyśleniami na temat meczu Realu z Celtą. Przedstawiamy przemyślenia dziennikarza.
REKLAMA
REKLAMA
„Na początku były chęci, a później były bramki”
Gracze Realu Madryt podczas meczu z Celtą. (fot. Getty Images)

Na początku były chęci, a później były bramki. Trzy punkty więcej i jeden mecz mniej. Real wyszedł na boisko zmotywowany, aby wynagrodzić kibicom strach, którego doświadczyli w meczu z Lipskiem. Ancelotti zdecydował się na rotacje, a tacy gracze jak Brahim, Lucas, Modrić, Rodrygo czy Camavinga wnieśli dodatkową dawkę entuzjazmu, świeżości i znacznie więcej chęci do atakowania, tak jak Królewscy mają w zwyczaju na Santiago Bernabéu. Rezultat? Osiem rzutów rożnych Realu w ciągu pół godziny gry i osiem strzałów na bramkę Guaity po 34 minutach. Jakbyśmy oglądali zupełnie inny sport niż ten, którego doświadczyliśmy w środę. Trzeba jednak wspomnieć o rywalu, który był z innej półki. Ta ospała Celta Rafy Beníteza, która przeżywa swój setny rok z większym bólem niż chwałą, nie ma porównania z jadowitym Lipskiem. Jeśli jest coś, co łączy Galisyjczyków i Niemców, to jest to defensywna naiwność. Wiadomo jednak, że aby strzelić gola, trzeba najpierw wyjść z inicjatywą. 

REKLAMA
REKLAMA

Z inicjatywą wyszedł Vinícius. I to w dobrym stylu. Prawda jest taka, że niezależnie od prowokacji czy dyskusji, Brazylijczyk wsparł swoją drużynę czterema golami i jedną asystą w ostatnich trzech meczach. Pod nieobecność Bellinghama (co za niesprawiedliwość, aby karać go za narzekanie po nieuznaniu decydującego gola) i wobec kolejnego słabego występu Rodrygo, Vini, wraz z bardziej ofensywnym niż zwykle Camavingą, wziął na siebie odpowiedzialność w ataku. Paradoksy futbolu. Drużyna Ancelottiego strzeliła tylko jednego gola, gdy grała najlepiej. Z kolei gdy Celta miała już małą nadzieję, że wciąż może coś wyciągnąć przy 0:1 w 78. minucie, Królewscy zdobyli trzy bramki jedna po drugiej. Oczywiście pomogła w tym nieoceniona współpraca defensorów Celty. 

Güler trafił do siatki i prawie tego nie celebrował. Ma dużo jakości, ale wykonuje też pewne nieco niezrozumiałe gesty. Cóż, zaufajmy mądrości mistrza Ancelottiego, który odpowiednio go poprowadzi.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (6)

REKLAMA