W chudych czasach, a już na pewno w czasach dalekich od obfitości znanej z poprzednich lat, pomoc z każdej strony jest mile widziana. Brahim Díaz dołączył do artylerii Realu Madryt za sprawą swojego świetnego występu w meczu z Las Palmas. Ukoronował go golem, który utorował drogę do kolejnego – co prawda krótkotrwałego – ale tak czy siak triumfu drużyny Carlo Ancelottiego, która potrzebowała impulsu po przegranych derbach.
Obecność Brahima w wyjściowej jedenastce była w rzeczywistości wielką nowością zaserwowaną przez Carletto, który na ławce rezerwowych zostawił przeciążonego dużą liczbą minut i zmagającego się z pewnym dyskomfortem po przegranej batalii na Metropolitano Jude’a Bellinghama. Hiszpan również padł ofiarą pecha, ponieważ starcie z Atlético skończył ze zwichniętym prawym barkiem, co zmusiło go do zastosowania blokady farmakologicznej, która pozwoliła mu wystąpić w środowym spotkaniu.
Właśnie dlatego Ancelotti nie dał mu nawet pełnej godziny i zdjął go z boiska już w 57. minucie. 24-latek był groźny w grze między liniami, starciach jeden na jednego i wykazywał się łatwością w prowadzeniu piłki, choć podejmował pochopne decyzje w kilku akcjach pod polem karnym rywala. Włoch planuje ponownie skorzystać z jego usług w sobotę na Montilivi, najprawdopodobniej jednak w roli zmiennika, a nie zawodnika podstawowego składu. Brahim znów musiałby zacisnąć zęby i zagrać z bólem.
Andaluzyjczyk jest gotów dokonać tego poświęcenia, bo wierzy, że nadszedł jego moment. Po rozegraniu zaledwie 46 minut w pierwszych siedmiu potyczkach bieżącej kampanii, Brahim zgromadził 57 minut w rywalizacji z ekipą z Wysp Kanaryjskich, będąc bohaterem całej lawiny znakomitych okazji (okazji, nie bramek), jakie mieli Królewscy w pierwszej połowie. Oddali oni łącznie 18 strzałów, w tym 8 celnych. Przed przerwą tylko filigranowy rozgrywający był w stanie pokonać Álvaro Vallesa, bramkarza Las Palmas, który na Santiago Bernabéu zanotował jeden z najlepszych występów w swojej karierze.
Brahim szuka swojego miejsca w rotacji w ataku Los Blancos, do którego w środę powrócił Vinícius. Ten fakt znacząco ogranicza jego możliwości. Dodatkowo Bellingham z powrotem znajdzie się w jedenastce, gdy tylko przezwycięży zmęczenie i pozostałe skutki derbów Madrytu. Viní, Jude i Rodrygo, mimo jego widocznych gołym okiem i trwających od pierwszej kolejki problemów pod bramką przeciwnika, są trzema starterami Ancelottiego, a rotacja jest bardzo skromna.
Joselu i Brahim są pierwszymi i praktycznie jedynymi opcjami na odświeżenie ofensywy w oczekiwaniu na Ardę Gülera, który we wtorek doznał kolejnej kontuzji po powrocie do zdrowia po artroskopii kolana, którą przeszedł w połowie sierpnia. Innych rozwiązań w ataku Real nie ma. Teoretycznie coś może się zmienić w tym zakresie w zimowym oknie transferowym, ale – jak dobrze wiemy z przeszłości – Królewscy nie są skorzy do wykładania ogromnych pieniędzy na przełomowe wzmocnienia w styczniu. To wszystko rozbudza nadzieje Brahima, gotowego zrobić wszystko, by zacząć regularnie grać.
Komentarze (16)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się