Iker Bravo zjawił się na czas. Castilla obawiała się odniesienia słodko-gorzkiego zwycięstwa nad Barceloną Atlètic wynikiem 1:0, który nie wystarczał do awansu po porażce 2:4 w pierwszym meczu. W takich okolicznościach zawodnik wychowany w La Masíi wkroczył na scenę, by uratować La Fábrikę. Bravo wszedł na boisko w 73. minucie i już pięć minut później – bingo. Gol strzelony głową przybliżający do barażowego finału, a później trafienie Sergio Arribasa, które przypieczętowało fantastyczną remontadę podopiecznych Raúla. Były to najlepsze minuty napastnika w białej koszulce. Bez żadnych kompleksów poprowadził drużynę do końcowego natarcia na wrogim terenie. Raptem kilka minut stało się dla niego wyzwoleniem na cały sezon i pełnoprawnym rewanżem za pierwsze starcie.
Kibice Blaugrany nie wybaczyli Ikerowi jego przeszłości. Wyzwiska rzucane pod jego adresem 3 czerwca na stadionie Johana Cruyffa, gdy się rozgrzewał, były na porządku dziennym. Chóralnie skandowano takie hasła, jak „skur****n”. Bravo nie miał jednak zamiaru poddawać się po tym, jak w Barcelonie nie rozegrał choćby minuty i całe spotkanie przesiedział na ławce rezerwowych, wykorzystując to jako trampolinę do sukcesu w rewanżu. Jego trzecia bramka w barwach Castilli padła w najważniejszym i najodpowiedniejszym momencie. Spojrzał w trybuny, ucałował klubowy herb i złożył swój podpis na wielkim występie, który zakończył się ogromną celebracją.
W trakcie świętowania po ostatnim gwizdku Dotor wziął do ręki megafon, podczas gdy Iker odpowiadał za grubsze brzmienia, przejmując rolę bębniarza. Po przybyciu jako potencjalna nowa gwiazda i obserwowaniu tego, jak Álvaro Rodríguez z każdym kolejnym meczem coraz bardziej zamyka mu drzwi do wyjściowej jedenastki (Bravo zgromadził łącznie 848 minut i zanotował dwa trafienia do momentu baraży), piłkarz urodzony w Sant Cugat del Vallès w końcu pokazał, że dysponuje wystarczającą jakością, żeby zrobić różnicę.
Między innymi właśnie dlatego zadebiutował w Bundeslidze w Bayerze Leverkusen w wieku zaledwie 16 lat. Był to jeden z powodów, dla których Real Madryt zabiegał o jego pozyskanie. Dlatego też, pomimo sezonu, w którym oczekiwania przewyższyły rezultaty, oferta za Ikera Bravo jest nadal aktualna. Jak donosi AS, umowa wypożyczenia, która miała wygasnąć 30 czerwca, zostanie przedłużona do 2024 roku, a opcja wykupu definitywnego za 10 milionów euro pozostanie w niej zawarta. Jest to nieoficjalne, ale wszystkie zainteresowane strony, Królewscy, Bayer jako właściciel jego karty zawodniczej i sam 18-latek, osiągnęły już porozumienie.
Teraz Iker Bravo stoi przed wyzwaniem wywalczenia sobie miejsca w pierwszym składzie. Chce, żeby wydarzenia z rewanżowego pojedynku z Barçą były jedynie początkiem jego drogi w górę. Ostatnim przystankiem trwającej jeszcze kampanii jest Eldense, a motywacja atakującego jest maksymalna. Różnego rodzaju wahania, wzmocnienia i odejścia w trakcie rozgrywek nie odwiodły go od celu, jakim jest pozostanie w Realu. „Naprawdę nie może się tego doczekać”, można usłyszeć z jego otoczenia.
A czego konkretnie? Finałowych rywalizacji o promocję do Segunda División i następnego sezonu. Przekazał to również na swoim Instagramie: „Jaka magiczna była wczorajsza noc, dziękuję drużynie, dziękuję kibicom. Pozostają dwa finały, jesteśmy bardziej skoncentrowani niż kiedykolwiek. ¡Hasta el final, vamos Real!”. W sobotę, o 19:30, Estadio Alfredo Di Stéfano będzie czekało z otwartymi ramionami i pełnymi trybunami na jednego z bohaterów ostatniego MiniClásico. Z najlepszą wersją hiszpańskiego napastnika powrót na zaplecze La Ligi będzie dużo łatwiejszy.
Komentarze (1)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się