Real Madryt odnalazł w pościgu Karima Benzemy motywację, której potrzebuje, by pozostać skoncentrowanym w ligowych rozgrywkach. Po porażce na Camp Nou szkoleniowiec i zawodnicy założyli zgodnie, że zdobycie tytułu jest misją niemożliwą. Cały czas mają otwartą drogę do zdobycia Pucharu Króla i Ligi Mistrzów, ale trzeba było znaleźć powód do walki w każdy weekend, poza obowiązkiem zajęcia drugiego miejsca i szacunkiem dla herbu.
Motywacja przyszła wraz z formą Benzemy, który już na początku kwietnia udowodnił, że może włączyć się do walki o Pichichi. Tytuł najlepszego strzelca La Ligi jest w tym sezonie niezwykle „tani”, bowiem stawce przewodzi Robert Lewandowski, który zdobył 19 bramek, a Karim ma ich tylko o dwie mniej. Minęły już czasy, kiedy Messi i Cristiano podnosili poprzeczkę powyżej 40 bramek i liczby wróciły do normy, a Francuz jest coraz bliżej złapania Polaka, ponieważ po hattrickach z Realem Valladolid i Almeríą złapał wiatr w żagle.
Przed meczem z Andaluzyjczykami w szatni mówiło się o tej pogoni Benzemy za Lewandowskim. „Będziemy go szukać”, przyznawali koledzy Francuza. Pierwszą rzeczą, oczywiście, są trzy punkty, ale zawsze z myślą o asystowaniu Francuzowi w tych zagraniach, w których istnieje możliwość bycia hojnym, jak Vinícius czy Rodrygo.
Lider po Cristiano
Od czasu odejścia Cristiano francuski napastnik przejął odpowiedzialność za zdobywanie bramek w zespole i zwiększał ich liczbę, aż w zeszłym sezonie zdobył Pichichi. W tym roku ma dobre liczby we wszystkich rozgrywkach (łącznie 29 bramek), ale są one dyskretniejsze w La Lidze: strzelił 17 goli, co jest dalekie od 27, z którymi kończył ubiegły sezon. Mimo to wciąż jest w grze o drugi z rzędu tytuł króla strzelców.
Komentarze (14)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się