Grałeś już przeciwko Villarrealowi w Pucharze Króla 24 lata temu. I strzeliłeś cztery gole!
Tak. Zwyciężyliśmy 2:0 u siebie i powtórzyliśmy ten wynik na wyjeździe. Wszystkie gole moje. Jest jednak coś lepszego.
Co takiego?
Pomiędzy tymi dwiema potyczkami w pucharze graliśmy z nimi jeszcze w lidze na Madrigal. Wygraliśmy tam… 2:0 po moich golach! Nie sądzę, by w piłce istniało wiele przypadków, w których ktoś strzelił temu samemu rywalowi po dwa gole w trzech następujących po sobie spotkaniach, za jednym zamachem.
Jak wspominasz ten Real, w którym grałeś?
Byliśmy bardzo nieregularną drużyną, bazowaliśmy na seriach. W La Lidze często za to płaciliśmy. Dlatego też tak ważne było zdobycie kilka miesięcy wcześniej siódmego Pucharu Europy. W krajowych rozgrywkach potrafiliśmy być fatalni, ale w Champions League przychodziła transformacja. Gdy tylko słyszeliśmy hymn, nic nie musiało nas już dodatkowo motywować. Mogliśmy stawić czoła każdemu. Nie potrzebowaliśmy płomiennych przemów trenera. Tamten Real był dwubiegunowy.
W Pucharze Króla zaszliście wtedy daleko.
Tak, do półfinału. Trafiliśmy jednak na najlepszą Valencię w historii. Przegraliśmy 0:6 w dwumeczu. Zmietli nas.
Jaki był Villarreal z 1999 roku, pamiętasz?
Był zespołem, który chwilę wcześniej występował w drugiej lidze i dopiero zaczynał rosnąć. Porównałbym ich do Méridy czy Salamanki, ekipa walczaków. El Madrigal był skromnym obiektem, nie miał nic wspólnego ze stadionem w obecnej formie. Villarrealem to przykład dla klubów z małych miast, które chcą przedrzeć się do elity. Praca, jaką tam wykonano, mogłaby posłużyć jako materiał do pracy doktorskiej na temat zarządzania.
W ich barwach występowali wówczas choćby Palop, Albelda czy Craioveanu.
Tak, mieli w swoich szeregach weteranów, którzy walczyli o utrzymanie drużyny na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Dziś jest inaczej. Regularnie grają w Lidze Mistrzów, zwyciężyli w Lidze Europy. To dojrzały klub na najwyższym poziomie.
Mogliśmy to zauważyć choćby przed dwoma tygodniami w potyczce ligowej z Realem.
Widziałem ten mecz z trybun i byłem pod olbrzymim wrażeniem tego, jak wygląda stadion i jaki poziom sportowy prezentuje zespół. To wspaniała drużyna. Widać, że załapali już filozofię Setiéna i grali z Realem, jak równy z równym, aż w końcu zdominowali spotkanie. Przeciwko Realowi każdy rywal rośnie też w siłę, dla wielu to mecz roku. Trzeba docenić to, że Królewscy zawsze grają przeciwko wyjątkowo zmotywowanemu przeciwnikowi. Dla kibiców z innych części Hiszpanii pokonanie Realu to wydarzenie nie tylko sportowe, ale i społeczne.
Dzisiejsze starcie może być dobrą okazją na rewanż dla podopiecznych Ancelottiego?
Bez cienia wątpliwości. Puchar może okazać się balsamem, który pomoże w zapomnieniu ligowej porażki i przegraniu walki o superpuchar.
Zdziwiło cię, jak Barcelona zatańczyła sobie z Realem w Rijadzie?
To dziwny widok, gdy Real jest gorszy w finale. Sądzę, że Barcelona była bardzo głodna, a Real miał pełny brzuch. Wyrwali zespołowi Ancelottiego jeden ząb mądrości, ale zauważmy, że zostały jeszcze trzy inne w idealnym stanie. Z pełnym brzuchem takie rzeczy mogą się zdarzyć. Dla Barcelony walka toczyła się o coś więcej niż tylko pojedyncze trofeum. Potrzebowali tego zwycięstwa, dość spojrzeć na ich sposób świętowania.
Jak to wytłumaczysz?
Do października Real miażdżył rywali dzięki swojemu nienaruszalnemu trzonowi złożonemu z Kroosa, Modricia, Valverde i Viníciusa. Po mundialu spadła jednak intensywność, w tym także obu bocznych obrońców, którzy przestali dawać coś ekstra w ofensywie. Kiedy połowa drużyny zawodzi, nie jest już aż tak dziwne to, co się stało.
Czyli sądzisz, że Real znajduje się w fazie swobodnego opadania?
Wręcz przeciwnie! Wielu ludzi zawsze chętnie grzebie Real. Najczęściej dzieje się tak właśnie w styczniu. Potem przychodzi maj i okazuje się, że do gabloty wędruje kolejny puchar Ligi Mistrzów. Trzeba okazać Królewskim szacunek, to mistrzowie, którzy zawsze się podnoszą. Ich piłkarze zawsze podnoszą głowę, a niedzielne spotkanie może stanowić punkt zwrotny. Przedwczesne uśmiercanie Realu nie wydaje mi się dobrym pomysłem.
Komentarze (3)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się