Czym się pan zajmuje w ostatnim czasie?
Pierwsze tygodnie po zwolnieniu stały pod znakiem kompletnego odcięcia się od futbolu. Musieliśmy się przeprowadzić, zrobić remont i przewieźć wszystkie rzeczy. Od tygodnia na nowo moja głowa siedzi w piłce.
Tęskni pan za adrenaliną na ławce.
Mam to we krwi, ciało się tego domaga. Tęsknię, nie chcę, by obecna sytuacja się przeciągała. Chcę wrócić do trenowania.
Pokładał pan spore nadzieje w projekcie w Deportivo.
Wielkie, motywowało mnie to. Chciałem rozpocząć drogę, której końca byłem ciekaw. Każdy projekt wymaga czasu i wiary. Alavés zasługiwało na moją najlepszą wersję, ale wszystko zatrzymało się gdzieś w połowie. Większą wagę przykładano do złej passy niż do wiary w długofalowe działanie, prowadzące do czegoś więcej.
Kiedy przejmował pan zespół w zeszłym sezonie, cudem się utrzymaliście.
Z perspektywy czasu bardziej doceniam swoją pracę. Miała moim zdaniem dużą wartość. Niewielu wierzyło w utrzymanie, sądzono, że jesteśmy szaleni. Kiedy się udało, zaczęliśmy planowanie w nieco szerszym ujęciu. W piłce nie ma jednak cierpliwości. Nie dane było mi dokończyć to, co rozpocząłem.
Wątpliwości nie ulega, że przeżył pan kilka nietypowych sytuacji. W Villarrealu zwolniono pana po 50 dniach, potem pan wrócił. Potem powierzono zespół Emery'emu, co uzasadniano większymi ambicjami. Teraz zaś pożegnano pana w Alavés.
Moja kariera trenerska jest nietypowa. Zacząłem w młodzieżowych kategoriach Villarrealu. Zaufano mi do tego stopnia, że przejąłem pierwszy zespół. Źle zacząłem sezon i mnie zwolniono, by ponownie mnie zatrudnić z zamiarem osiągnięcia innego celu niż przedtem – utrzymania. W kolejnym sezonie zajęliśmy piąte miejsce. Za każdym razem realizowałem stawiany przede mną cel. Później przeniosłem się do Vitorii. Tam zadanie miało inny charakter niż w poprzedniej pracy. W walce o utrzymanie idea gry w piłkę jest zupełnie inna. Koniec końców pozostaliśmy na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Kiedy pomyślałem, że czas postawić kolejny krok i że mam czas, znowu spotkałem się z brakiem cierpliwości. Czasami podejmowane są decyzje, z którymi się zgadzasz, innym razem niekoniecznie – tak było pod koniec etapu w Deportivo.
Mówiono, że przyjęcie propozycji z Vitorii jest samobójstwem, ale w pewnym momencie powiedział pan nawet, że to najlepsza decyzja w pańskim życiu. Zwolnienie zmieniło pański punkt widzenia?
Pół na pół. Nie zmieniłbym jednak tamtych słów. Przychodziłem z Villarrealu. Wszyscy zdążyli mi już przypiąć pewną etykietę, jeśli chodzi o styl. Potrzebowałem takiego wyzwania, by pokazać większą wszechstronność w zupełnie innym zespole. Wychodziło dobrze, stąd moje tamte słowa. Stałem się tam lepszym trenerem. To doświadczenie bardzo mnie wzbogaciło. Potem wyszła ta sytuacja z przedłużeniem umowy.
Co się stało?
Kiedy usiedliśmy do negocjacji i rozmów o projekcie na przyszłość, pojawiła się inna wizja niż przeze mnie spodziewana.
Po pańskim zwolnieniu wyniki nie uległy znacznej poprawie. Na pewno jednak szanuje pan Mendilibara, który trenował pana w Osasunie.
To nie sprawa tego czy innego trenera. Nie można tracić perspektywy w pogoni za celem. W Vitorii finanse i kadra są na poziomie walki o utrzymanie. Tak już po prostu jest. Trzeba cierpieć i mieć olbrzymią siłę psychiczną, by stawać z kilkoma innymi drużynami rozpaczliwie walczącymi o to samo. Nie szło nam dobrze, ale do końca pozostawało wiele meczów. Gdyby celem był środek tabeli lub walka o puchary, trzeba by było mówić o oczywistym niepowodzeniu. Utrzymanie jest jednak jak najbardziej w zasięgu, nawet jeśli sytuacja na dziś nie jest zbyt komfortowa. Jeśli konsekwentnie walczysz o realizację planu i osiągnięcie celu, trzeba mieć cierpliwość. Po sezonie jednoznacznie można wtedy ocenić, czy coś się udało. Na ten moment wszyscy w Alavés powinni być zjednoczeni, ponieważ nic nie jest stracone.
Porozmawiajmy o Realu Madryt, najbliższym rywalu Deportivo. Kształcił się pan tam piłkarsko między 9. i 20. rokiem życia. Pana mentorem był Del Bosque. Czy biała koszulka Królewskich naznaczyła w jakiś sposób pańskie życie?
Bez cienia wątpliwości. Real cię kształci i wiele uczy. Zakładanie tej koszulki w młodzieżowych drużynach wpłynęło na mój rozwój zarówno zawodowy, jak i osobisty. Real uczy cię mentalności zwycięzcy, wiary w to, co robisz i poczucia, że każdy mecz jest najważniejszy. Nastawienie na wygrywanie i odwracanie sytuacji nawet w najtrudniejszych sytuacjach. To nie przypadek, uczą tego tam od małego.
Dziś pracuje tam Ancelotti, który mimo wieku nie traci ekscytacji.
Jest wzorem. Tacy trenerzy, z taką karierą i doświadczeniem mimo wszystko cały czas mają w sobie ogień i chęć samorozwoju, dalszego wygrywania. Nigdy się nie męczy. Takich szkoleniowców trzeba naśladować.
Komentarze (11)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się