Duma Sergio Ramosa pozwoliła mu zdobyć bramkę w Lizbonie dla dumy całego madridismo. Ta wyniosłość drugiego wówczas kapitana Los Blancos doprowadziła go do przekonania, że Real Madryt nigdy nie może się poddawać, że w tamtym finale trzeba walczyć do ostatniej chwili i że drzwi do chwały są dla niego szeroko otwarte.
Pewność siebie, którą potrafią wydobyć tylko wielcy tacy jak on, doprowadziła go do pogoni za piłką wrzuconą przez Modricia i wzbicia się w niebo Lizbony, by skierować ją główką do siatki.
Najpierw w górę wyskoczył Sergio Ramos, by uderzyć piłkę, a później Florentino Pérez, by świętować gola, który jest punktem zwrotnym w historii Realu Madryt. Ten gol pozwolił wygrać La Décimę, ale też La Undécimę, La Duodécimę i La Decimotercerę. Ramos przemienił drużynę obciążoną pragnieniem wygrania Ligi Mistrzów w maszynę do wygrywania Ligi Mistrzów.
Teraz ta sama duma Sergio Ramosa zabrania mu zaakceptować to, że może przegrać bitwę, którą miał praktycznie wygraną. Przed rokiem to on miał przewagę i mógł przedłużyć kontrakt na takich warunkach, jakie chciał. Czuł się niezbędny, ponieważ taki faktycznie był.
Jego przywództwo w remontadzie w ostatniej wygranej lidze wyniosło go na wyżyny. Jednak wojna z Florentino przeciągnęła się i wszystko się zmieniło. Do tego stopnia, że teraz rządzi Real Madryt, a on nie jest już niezbędny. Ramos musiałby wyzbyć się swojej pychy, by pozostać w klubie. To tak łatwe (i tak trudne), jak odebranie telefonu.
Duma Sergio Ramosa sprawiła, że stał się legendą Realu Madryt. Ta sama duma może sprawić, że stanie się historią, jeśli jego odejście stanie się faktem. Orgullo vikingo.
Komentarze (17)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się