Od roku słyszymy, że Real Madryt musi sprowadzić bez względu na wszystko Hålanda czy Mbappé, tak jakby to Królewscy mieli zniknąć, jeśli żaden z nich nie przyjdzie latem. I jasne, nie oszukujmy się, Realowi przydałby się któryś z nich, ponieważ są bardzo dobrzy. Ale kto tu kogo bardziej potrzebuje? Bez wątpienia to Håland i Mbappé potrzebują Realu Madryt, jeśli tak naprawdę chcą być wielcy…
Ponieważ Real jest o sześć meczów od wygrania La Ligi i Ligi Mistrzów z drużyną przetrzebioną kontuzjami, w której liderami są zawodnicy, na których absolutnie nie liczono na początku sezonu. Real nie potrzebował Hålanda i Mbappé, by 3 maja wciąż mieć szanse na mistrzostwo Hiszpanii i Champions League. To wystarczyło Zidane'owi, który wczoraj wysłał ważny sygnał w La Lidze grając z Odriozolą, Militão, Miguelem Gutiérrezem, Antonio Blanco, Arribasem, Isco… Klasyk zakończył się mniej więcej podobnie, z Mariano na szpicy. Na Anfield pojechał bez prawego obrońcy, z siedmioma nieobecnymi. W bieżącym sezonie Real Madryt musiał zmagać się z 53 kontuzjami a tak naprawdę cztery zwycięstwa i dwa remisy od dziś do 29 maja mogą dać drużynie ligę i Ligę Mistrzów. To też muszą wziąć pod uwagę Håland i Mbappé, kiedy będą podejmować decyzję o swojej przyszłości. Drużyn, które mogą im zapłacić tyle, co chcą, jest wiele, ale takiej jak Real Madryt – ani jednej.
Jeśli coś w tym sezonie widać dobitnie, to jest to wyjątkowy gen do konkurowania, który ma Real Madryt. Nikt, absolutnie nikt nie stawiał na tę drużynę, kiedy zaczynał się sezon. A tym bardziej w październiku, kiedy Szachtar rozbił Los Blancos na Di Stéfano. W styczniu wszyscy zgodnie twierdzili, że w marcu życie w Madrycie się skończy. Ale jesteśmy tutaj, 3 maja, z szansami na wygranie La Ligi i Ligi Mistrzów, z porozrywaną drużyną posklejaną taśmą, ale ze świetnym trenerem i wagą koszulki, która wygrywa mecze.
Real Madryt ruszy latem po galáctico. I dobrze. Drużyna tego potrzebuje, a kibice o tym marzą. Jednak ten sezon powinien jasno uzmysłowić Hålandowi lub Mbappé, że to Real robi im przysługę, sprowadzając ich do siebie, a nie na odwrót. Zidane, drugi największy w historii Realu Madryt po Di Stéfano, zrozumiał to perfekcyjnie 20 lat temu i może im to wyjaśnić. Oczywiście, o ile zostanie.
Komentarze (69)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się