„Już nawet nie mogą płakać. Tak to wygląda. Po dekadzie z magisterką z agronomii ze strony profesora Xaviego Hernándeza, który nauczał, jaka powinna być murawa stadionu piłkarskiego, na ile milimetrów można strzyc trawę i jaką ilością wody należy ją podlewać, nadchodzą studia podyplomowe dotyczące grania na zmrożonym boisku, bo ktoś kiedyś obejrzał mecz w Monachium, w czasie którego nie było widać nawet piłki.
To prawda, że Real ma swoje grzechy, ale strategia robienia tego, co każą inni, nie przyniosła tym razem rezultatów. Ten, kto milczy, dostaje swoje. Polecieli do Pampeluny wbrew swojej woli, zagrali na El Sadar wbrew swojej woli i nawet nie potrafili zagrać o tej, o której chcieli, co zrobiła swego czasu Barcelona Guardioli w słynnym meczu właśnie w stolicy Nawarry, który rozpoczął się później, bo trener Katalończyków nie chciał lecieć na spotkanie dzień wcześniej, by ominąć strajk kontrolerów lotów.
Rzeczywistość jest taka, że Barcelona zawsze miała to szczęście, nazwijmy to w ten sposób, że mogła zacząć o 20:50 mecz ustalony na 20:00, że mogła nie dostać kary za wyjście w dziesiątkę na mecz pucharowy czy że mogła uniknąć kary za nieświadome wystawienie zawieszonego Chumiego na Levante. O ten ostatni przypadek najlepiej zapytać Czeryszewa.
Tymczasem Realowi, czy dokładniej w tym przypadku Zidane'owi, odbiera się nawet prawo do płaczu. Nie może mówić o sędziach, systemie VAR, pieniądzach, powtórkach telewizyjnych, a nawet śniegu.
Real Madryt ma mówić tylko o złej grze w bezbramkowym remisie z Osasuną, co jest prawdą, ale patrząc na to wszystko najlepszym wyjściem dla Zizou było stwierdzenie, że w następnym sezonie nie poprowadzi drużyny w meczu na zmrożonym boisku”.
Komentarze (34)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się