Kiedy w 55. minucie Vinícius zdezorientował Bono i padł jedyny gol w meczu, Sevilla zaczęła sprawiać kłopoty Realowi Madryt. Królewscy mieli swoje najlepsze momenty na samym początku, kiedy byli najbardziej świeży, jednak najważniejsze wydarzyło się po bramce na 0:1. Ponieważ o tym, jak dużo (lub mało) będą w stanie osiągnąć w bieżącym sezonie podopieczni Zidane'a, będzie zależało od obrony, tak jak w poprzedniej lidze. Brak skuteczności w ataku skazuje Real na cierpienie, zarządzanie minimalnym prowadzeniem i grę na zero z tyłu, co jest warunkiem koniecznym. Tylko dzięki temu coś osiągną. Dlatego kluczowe było, by po pięciu meczach ligowych Courtois w końcu zachował czyste konto.
Zawodnicy byli zaangażowani, powiedziałby Zidane. Zaangażowani w pracę w defensywie, gdzie byli mocni, poważni, skoncentrowani i znacznie poprawili organizację, co było ich piętą achillesową w ostatnich spotkaniach. Nacho i Lucas zdecydowanie wyróżniali się na tle niepewnego Varane'a i Mendy'ego, który jest zdolny do najlepszego i najgorszego, jednak to praca defensywna całej drużyny zablokowała Sevilli wszystkie drogi do bramki Courtois. Lopetegui próbował wszystkiego, wymieniał zawodników i ich pozycje, ale bezskutecznie. Z przodu Benzema, Vinícius i Asensio stanowili pierwszą linię pressingu. W środku pola Kroos i przede wszystkim odmłodzony Modrić wylewali siódme poty, by łatać dziury po Casemiro, który ustawieniem nadrabia braki motoryczne.
Sevilla próbowała odmienić losy meczu za sprawą Gudelja, Suso i Ocamposa, ale Real, dobrze zorganizowany, nie dał się rozbić w końcówce. Uwagę przykuwa to, że Zidane dokonał tylko jednej zmiany i nie wpuścił Ødegaarda, by dłużej utrzymywać się przy piłce. Nie zaskakuje z kolei fakt, że Francuz nie sięgnął po Isco, Marcelo, Militão czy Odriozolę. Tym razem stawka była zbyt duża, by bawić się w eksperymenty, które z reguły kończyły się źle.
Komentarze (8)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się