Real Madryt musi utrzymywać wiarę w Edena Hazarda – wydając ponad 100 milionów euro, takie podejście wydaje się wręcz logiczne. Sam belgijski crack zapowiadał, że tak naprawdę oceniać go powinniśmy dopiero w jego drugim sezonie w stolicy Hiszpanii. Obecnie mija półtora roku od jego przenosin z Chelsea i wydaje się, że w końcu powoli można mówić, że problemy fizyczne ma już całkowicie za sobą. W spotkaniu z Interem Mediolan zanotował kolejny występ z rzędu i trafienie, dzięki któremu Królewscy wyszli na prowadzenie.
Do wczoraj Hazard w koszulce Realu Madryt rozegrał zaledwie osiem meczów w Lidze Mistrzów – w tym czasie nie zdobył ani jednej bramki i zanotował tylko jedną asystę. Wszystko posypało się w pamiętnym ubiegłorocznym pojedynku z PSG, w którym Belg nabawił się poważnej kontuzji kostki. Z powodu tego urazu pauzował w sumie prawie 150 dni. W europejskich rozgrywkach na murawie pojawił się dopiero w sierpniowym rewanżowym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Manchesterem City. Brak minut i rytmu meczowego dały jednak znać o sobie i nie był w stanie pomóc Królewskim w odrobieniu strat po porażce w pierwszym spotkaniu na Santiago Bernabéu.
Wraz z upływem kolejnych miesięcy Liga Mistrzów stawała się dla belgijskiego zawodnika coraz większym problemem. Wystarczy wspomnieć, że jego poprzednia bramka w najważniejszych europejskich rozgrywkach miała miejsce 22 listopada 2017 roku przy okazji starcia Chelsea z azerskim Qarabağiem Ağdam (4:0). Ogólny bilans Hazarda również nie robi większego wrażenia – 9 bramek i 53 mecze w Lidze Mistrzów. Ponownie pozostaje mieć nadzieję, że wczorajsze trafienie z Interem pozwoli Belgowi odblokować się na dobre, gdyż bez jego najlepszej wersji Real Madryt poza Hiszpanią nie ma czego szukać.
Komentarze (38)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się