Real Madryt nie przyzwyczaił ostatnio swoich kibiców do zdobywania wielu bramek. W potyczce z Huescą dzięki dwóm trafieniom Karima Benzemy i po jednym Edena Hazarda i Federico Valverde Królewscy wreszcie strzelili cztery gole. Jeszcze niedawno taka liczba, zwłaszcza w meczu u siebie z beniaminkiem, przeszłaby bez echa.
Powiedzenie „wyjątek potwierdza regułę” znajduje tu swoje zastosowanie. Regułą bywało niestety to, że Królewscy nie byli ostatnio tak skuteczni jak przed laty. Ostatni raz cztery bramki w jednym spotkaniu zdobyli… 9 lutego w wyjazdowym starciu z Osasuną (4:1). Kilka dni przed potyczką w Pampelunie pokonali Saragossę (4:0). Na tym licznik spotkań w 2020 roku z co najmniej czterema golami na koncie się kończy.
Po lockdownie, podczas którego piłka nożna na całym świecie stanęła, Real Madryt było za co chwalić. Trzeba wyróżnić imponujący powrót do rozgrywek ligowych i zdobycie mistrzostwa Hiszpanii. Problem w ataku mimo wszystko istniał. W ostatnich dwunastu potyczkach (jedenaście ligowych i jeden w Lidze Mistrzów) Królewscy zdobyli 22 bramki (średnio 1,83 na mecz).
W tym sezonie Real Madryt ma już za sobą dziewięć meczów (siedem w lidze i dwa w Lidze Mistrzów), w których zdobył siedemnaście bramek (średnio 1,89 na mecz). Widać więc jak na dłoni, że na razie, mimo korzystnego rezultatu z Huescą, poprawa nie jest odczuwalna. Najlepszymi wiadomościami dla Zinédine'a Zidane'a są jednak powrót Edena Hazarda i skuteczność Karima Benzemy, który zdobył swoją trzecią i czwartą bramkę w tym sezonie, dzięki czemu znów jest najlepszym strzelcem zespołu.
Komentarze (12)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się