Szybko, łatwo i przyjemnie. Takie myśli można było mieć po upływie nieco ponad kwadransa spotkania w Grenadzie. Real Madryt bardzo szybko zdobył dwie bardzo ładne bramki i – jak się wydawało – idealnie ułożył sobie mecz. Pomysł na grę pięcioma pomocnikami był zdecydowanie lepszy, niż mogło nam się wydawać przed meczem, a pierwsze skrzypce grali nie tylko strzelcy bramek, ale też na przykład Luka Modrić, który zwłaszcza przed przerwą naprawdę mógł się podobać.
Ale Real Madryt nacisnął na hamulec i do gry już nie wrócił. Trudno dokładnie wskazać moment, w którym wszystko zaczęło się psuć, ale w pewnym momencie nie można było już mówić o jakiejkolwiek kontroli. Granada tworzyła dobre sytuacje, a w końcu świetne interwencje notowali Thibaut Courtois czy Sergio Ramos, który wybił piłkę z bramki. Wizerunek Królewskich z pierwszej połowy został całkowicie przykryty tym, co działo się w końcówce.
Nie warto teraz rozkładać tego na czynniki pierwsze. Mocno może dziwić taka pasywność trenera, który w drugiej połowie nie zrobił nic, co pomogłoby drużynie. Real Madryt był w opałach. Ale kiedy właściwie nie był? Poza dwoma pierwszymi meczami praktycznie każde spotkanie jest wyrównane, na styk. I za każdym razem wychodzimy obronną ręką. Ktoś może uważać, że to wszystko przypadek. Ale nie. Jedziemy dalej. Jeszcze jeden krok.
Granada CF – Real Madryt 1:2 (0:2)
0:1 Mendy 10' (asysta: Casemiro)
0:2 Benzema 16' (asysta: Modrić)
1:2 Machís 50' (asysta: Herrera)
Real Madryt: Courtois; Carvajal, Varane, Ramos, Mendy; Modrić, Casemiro, Kroos, Valverde (64' Asensio); Isco (64' Rodrygo); Benzema.
Granada: Rui Silva; Foulquier (55' Montoro), Víctor Díaz (46' Puertas), Germán, Domingos D., Gil Dias; Azeez, Fede Vico (75' Eteki), Herrera (75' Antoñín), Machís (85' Ismail); Carlos Fernández.
Komentarze (349)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się