Transfer młodego Brazylijczyka miał pełne prawo odbić się w świecie szerokim echem. Za niepełnoletniego gracza, który dopiero zaczynał wchodzić w seniorską piłkę, Królewscy zapłacili 45 milionów euro. Biorąc pod uwagę fakt, że ściągaliśmy w zasadzie kota w worku, była to kwota iście astronomiczna. Działacze uparli się jednak w inwestowanie w graczy na tamtejszym rynku i niewiele robili sobie z panującego dokoła raczej sceptycznego nastawienia madridismo. Podobny manewr powtórzono później zresztą jeszcze dwukrotnie: z Rodrygo i Reinierem.
Jak można ocenić dotychczasowy pobyt Viníciusa w Realu Madryt? Cóż, to tak naprawdę kwestia budząca cały czas dość skrajne poglądy. Z jednej strony, już na samym początku okazało się, że mimo pompowania balonika przez cały okres przygotowawczy nie zanosi się tu na historię cudownego dziecka, które nieświadome skali swojego talentu z miejsca ustawia wszystkich po kątach. Do wywalczenia sobie miejsca w drużynie Vini najpierw musiał pokopać chwilę w Castilli, a potem poczekać do zwolnienia Julena Lopeteguiego, który unikał korzystania z Brazylijczyka tak długo, jak to było możliwe.
Gdy już jednak po przyjściu Solariego zaczął grać, dość szybko dało się zauważyć, że faktycznie coś w sobie ma. Umie przyspieszyć, nie boi się gry jeden na jeden, potrafi być w niej naprawdę skuteczny i ewidentnie ma w sobie tę brazylijską dozę szaleństwa. Trudno też jednak nie zauważyć, że cały czas ma wielkie problemy z ustabilizowaniem formy, jego decyzje pod bramką mogłyby by być mądrzejsze (choć i tak jest już lepiej), no i rzecz jasna to nieszczęsne wykończenie (choć akurat z Mallorcą wreszcie udało się zwieńczyć akcję w bardzo ładny sposób i bez rykoszetu)...
W topowych klubach świata jest pewnie co najmniej kilku równolatków byłego zawodnika Flamengo lub graczy, którzy w wieku 20 lat wyróżniali się w swoich zespołach bardziej. Licytowanie się nie ma jednak sensu. Najważniejsze jest to, że Vinícius dał nam już powody do tego, by uważać, że w niedalekiej przyszłości może być niezwykle ważnym ogniwem drużyny. Już dziś jest w stanie wnieść do niej sporo. Kwestia tego, jakie będzie dalsze tempo szlifowania.
Jak dotąd Vini zdążył rozegrać w królewskich barwach 67 meczów, czyli całkiem sporo, mając na uwadze, że w zespole jest od mniej więcej dwóch lat. Zdobył przez ten czas 8 bramek i zaliczył 16 asyst. Jeśli chodzi o trofea drużynowe, ma na koncie Superpuchar Hiszpanii oraz Klubowe Mistrzostwo Świata. Wkrótce, czego życzymy i jemu i sobie, może sięgnąć także po mistrzostwo kraju.
Życzymy ci, drogi Vini, by uśmiech wciąż nie znikał z twych ust oraz byś dalej miał szybką nogę, do której dojdzie także jeszcze szybsze myślenie. Zostawaj po treningach, piłuj uderzenia, słuchaj Zidane'a, oglądaj na jutubie kompilacje Van Nistelrooya, a będzie dobrze. Zostałeś wrzucony z miejsca na głęboką wodę i tak naprawdę trzeba sobie powiedzieć, że do tej pory dzielnie sobie radziłeś.
Komentarze (32)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się