– W noc, kiedy zostałem prezesem, najlepszy piłkarz hiszpańskiego futbolu, Luís Figo, odszedł ode mnie do Realu Madryt. To była nieczysta i zdradziecka nocna zagrywka mojego dobrego przyjaciela, Florentino Péreza. Tego samego dnia, kiedy cię wybierają... twój najlepszy piłkarz odchodzi do rywala. To nie był najlepszy początek. Później popełniłem wielki błąd.
– Jaki? Po sprzedaży Figo wszyscy myśleli, żę mamy dużo pieniędzy na transfery. Socios myśleli: „Ten pan ma doświadczenie i wie, jak kupować”. Ale mieliśmy sierpień. Ktoś minimalnie inteligentny powiedziałby: „Na tym etapie nie mogę przygotować drużyny, nie mogę za to odpowiadać”. Ale byłem 22 lata wiceprezesem... i poczułem się odpowiedzialny. Sprowadziłem Overmarsa, któremu się nie powiodło. Mój bilans: zero szczęścia i same błędy. Sto tysięcy ludzi machało białymi chusteczkami prosząc, abym odszedł. Poszedłem im na rękę.
– Figo był zdrajcą. Odszedł do Realu Madryt, kiedy był ze mną po słowie. Pogrywał ze mną.
– Tej samej nocy, kiedy zostałem wybrany prezesem Barcelony, zadzwonił do mnie Figo i powiedział: „Joan, mam dwa bilety. Jeden do Madrytu, drugi do Barcelony”. Odpowiedziałem mu: „Poszukam cię na lotnisku”. On dodał: „Mój agent podpisał dokument z Realem Madryt. Jeśli nie przejdę, będę musiał zapłacić 500 milionów peset. Nie chcę go zawieść, ale jeśli zagwarantujesz mi, że Barca zapłaci tę kwotę, to zostaję”. Zagrywka Florentino była wybitna.
– Dlaczego? Jeśli sprowadziłby Figo, to genialnie. Jeśli nie, to miał 500 milionów, by opłacić abonamenty wszystkim swoim socios. Podkreślę: powiedziałem Figo, że zapłacimy tę kwotę. Ale on mnie poprosił, żebym szukał go z poręczeniem z La Caixy na 500 milionów. Była druga w nocy! Nie mogłem tego zrobić. Dałem mu gwarancję Barcy, że spełnimy nasze zobowiązanie. A on poszedł do Realu Madryt.
Komentarze (15)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się