Wracacie do gry, ale podczas przerwy związanej z koronawirusem doświadczyłeś pewnego incydentu. Twoi rodzicie utknęli na Ukrainie...
Przylecieli na moje urodziny. Powrót mieli zaplanowany na 16 marca, a dosłownie kilka dni wcześniej zawieszono wszystkie loty. Ojcu ostatecznie udało się wrócić szybciej, ponieważ miał pewne pilne sprawy do załatwienia. Martwiłem się o niego, ponieważ jest diabetykiem. Mama musiała tutaj zostać dłużej. Do Hiszpanii wróciła dopiero po dwóch miesiącach.
Jak wygląda powrót futbolu na Ukrainie?
Rozgrywki mamy zakończyć przed 12 lipca. Jesteśmy w drugiej części sezonu, ale w walce o mistrzostwo Szachtar już za bardzo nam uciekł, dlatego naszym celem pozostaje zdobycie wicemistrzostwa. Jednak sama gra nie będzie przyjemna – przy pustych trybunach, bez kibiców. Futbol to nie tylko strzelanie goli, ale radość, pasja... To jest właśnie magią tego sportu.
Są obawy przed powrotem do gry?
Sam się nie obawiam. Wiem, że ryzyko jest znikome – zwłaszcza w przypadku nas, piłkarzy, gdyż mamy zupełnie inne warunki do pracy niż inni. Wręcz przeciwnie, nie mogę się doczekać powrotu. Jednak również chciałbym wrócić do Vicálvaro, aby zobaczyć się z moimi ludźmi. Wiem, że ostatnie miesiące były dla nich ciężkie – rodziny w szpitalach, wielu zarażonych... Czuję się bardzo daleko od nich.
Przerwa w rozgrywkach przyszła dla ciebie w najgorszym momencie.
Miałem za sobą rok bez zdobytej bramki. Głównie przez kontuzje, a zwłaszcza uraz barku. Los chciał, abym w 2019 roku nie odniósł sukcesu. Za każdym razem po powrocie znów doznawałem jakiejś kontuzji. A ja nie odpuszczałem i grałem na granicy. I gdy już powoli wracałem na właściwe tory, to wszystko się zatrzymało.
Na Ukrainie nie pokazałeś jeszcze swoich możliwości, ale w Holandii w barwach Willem II byłeś najlepszym strzelcem w Eredivisie.
W tym okresie, w którym grałem w Holandii, nikt nie zdobył więcej bramek ode mnie. A byli tam Luuk de Jong, Chucky Lozano... Napastnicy z naprawdę wysokiego poziomu. W Holandii wszystko szło po mojej myśli.
Będąc w Holandii mogłeś z bliska obserwować postępy Ødegaarda. Zaskakuje cię jego postawa w Realu Sociedad?
Jak grałem w Holandii, to po jednym meczu wymieniliśmy się nawet koszulkami. Jego postawa w Hiszpanii mnie nie zaskakuje, ponieważ już w Eredivisie świetnie sobie radził. To udowadnia również, że liga holenderska to wyższy poziom niż niektórzy zakładają.
Zaskakujące jest to, że musisz zjeżdżać cały świat chociaż byłeś wyróżniającą się postacią każdej drużyny w szkółce Realu Madryt.
Byliśmy wtedy ja, Carvajal, Morata, Rodrigo, Sarabia, Lucas Vázquez, Óscar Plano, Sobrino, Pacheco... Uff! Wszyscy grają w pierwszoligowych drużynach, niektórzy zaszli nawet do reprezentacji... Rywalizacja w tamtym czasie była niesamowita. Niektórzy awansowali do pierwszego zespołu. Nie było miejsca dla wszystkich.
Nawet na to, aby Fran Sol mógł chociaż zadebiutować w pierwszym zespole?
Oczywiście, że myślałem sobie, że zasługuję na więcej. Zawsze byłem najlepszym strzelcem w szkółce... Nie wiem, dlaczego tak się nie stało, ale tak to wygląda. A zobacz, że ci, którzy awansowali dalej, sprawdzili się.
Często wspomina się grupę Míchela, w której byli Mata, Negredo, Borja Valero... Która generacja była lepsza?
Myślę, że nasza. Na pewno najlepsza na przestrzeni ostatnich 20 lat w Realu Madryt. Byliśmy wielką ekipą.
Komentarze (1)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się