– Odrzuciłem Real Madryt przynajmniej dwa razy. Pamiętam jeden z tych przypadków, to było w 2003 roku. W Romie miałem ostatni rok kontraktu oraz pewne problemy z prezesem. Królewscy byli w stanie zaoferować mi, co tylko zechcę. Proponowali 12 milionów euro netto oraz połowę praw do wizerunku. W sumie wychodziło około 20-25 milionów rocznie. Roma oczywiście również dostałaby za mnie olbrzymie pieniądze. Byłem zdecydowany na transfer w 80 procentach. Ponadto Roma nie przechodziła sportowo przez najlepsze chwile. Real chciał mi również dać numer 10 na plecach, ponieważ klub chciał sprzedać Figo do Interu.
– W Realu najwięcej zarabiał wówczas Raúl, symbol, legenda. Ktokolwiek przychodził, musiał zarabiać mniej od niego. Mocno się zastanawiałem. Moja wówczas jeszcze dopiero przyszła żona powiedziała, że rzuci swoją pracę i pojedzie do Madrytu za mną. Ostatecznie Sensi (były prezes Romy – przyp. red.) porozmawiał ze mną i wszystko sobie wyjaśniliśmy. No i zostałem w Romie.
– To był wybór, który podyktowało mi serce. Wielkie znaczenie miała moja rodzina, przyjaciele, kibice, po prostu Roma. Miałem wrażenie, że postąpiłem inaczej, niż postąpiłaby na moim miejscu większość, bo takich klubów jak Real Madryt się nie odrzuca. Czułem się wielkim piłkarzem, ale też z drugiej strony czułem się inny. Kochałem jedną koszulkę. Gra dla Romy i przynależność do tej grupy była czymś fantastycznym. Kiedy nie grałem od początku, nie miałem z tym problemów. Real Madryt to nie jest zwykły klub. Każdy chciałby tam być.
Komentarze (11)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się