Koronawirus napawa wszystkich olbrzymią niepewnością. Wasze mistrzostwo Norwegii nie jest jednak zagrożone?
Nie, to już nasz puchar (śmiech). Zakończyliśmy rozgrywki, nim zaczął się kryzys. To mój pierwszy tytuł w karierze. Rok temu graliśmy w Lidze Europy, teraz przyjdzie nam mierzyć się w eliminacjach Ligi Mistrzów. Za mną udany rok, a przecież miałem w międzyczasie uraz twarzy oraz złamany palec ręki... Uczę się angielskiego, ponieważ wiem, że w Holandii brak jego znajomości bardzo utrudnił mi adaptację. Do Norwegii wyjechałem z nowym czipem w głowie. Czekamy na dalsze wieści dotyczące przyszłości, ale w naszym przypadku koronawirus akurat nie przedzielił sezonu. Byliśmy dopiero na etapie przygotowań. Sezon w teorii ma ruszyć 15 czerwca.
Opuściłeś Valdebebas, by wyruszyć do Holandii. Dlaczego?
Przez dwa lata w Castilli nie zdołałem złapać regularności i musiałem odnaleźć samego siebie. W Madrycie czułem się doceniany, trenowałem z pierwszą drużyną... Miałem znów udać się z ekipą do Stanów, obowiązywał mnie kontrakt, ale mimo to byłem przygnębiony. Podjąłem decyzję i dzień przed wylotem do USA odszedłem do Sparty Rotterdam.
Żałowałeś?
Zawsze powtarza się, że z Realu Madryt się nie odchodzi, że to ciebie muszą wyrzucić. Klub przekazał mi, bym nie podejmował decyzji w pośpiechu, bym udał się z resztą do Ameryki, ale byłem zablokowany, psychicznie wycieńczony. Zrobiłem wiele w kierunku transferu. Sparta i Real to dwa różne światy. Przeszedłem z miejsca, gdzie było wszystko, do skromnego klubu w Holandii. Przeskok był drastyczny. Potem zaś w trakcie sezonu w Realu urazów doznali wszyscy bramkarze... W tamtym momencie zastanawiałem się, co by było, gdybym został w Madrycie. Pospieszyłem się i nie podjąłem dobrej decyzji. To doświadczenie, z którego dużo się nauczyłem.
Zamiast kroku do przodu, postawiłeś krok w tył.
Pamiętam, że po roku w Holandii wyjechałem do swojego domu w Maladze i zastanawiałem się, co dalej. Musiałem podjąć decyzję, ale w Hiszpanii było niewiele opcji. Parę drużyn rezerw i jakieś kluby z Segunda B. Rok wcześniej byłem w przedsionku pierwszej drużyny Realu Madryt, a teraz coś takiego. To były bardzo trudne chwile. Zdawałem sobie sprawę z tego, że albo postawię krok do przodu, albo moja kariera legnie w gruzach. Pojawiła się opcja z Molde, klubu walczącego o mistrzostwo. Widziałem w tym swoją szansę. Mogłem oczyścić myśli i znów zacząć się rozwijać. Tak też się stało. Prezentuję dobrą formę i ostatnio przedłużyłem kontrakt o trzy lata. Molde dużo sprzedaje i stawia na młodych. Cały czas walczę, by iść do przodu.
W Molde miałeś okazję spotkać Hålanda. Wówczas miał 17 lat, dziś jest jednym z najbardziej rozchwytywanych piłkarzy w Europie.
Nie mogę w to uwierzyć, kiedy patrzę półtora roku wstecz i byliśmy razem w zespole. Widać było, że jest pełen energii i pasji, ale tempo jego rozwoju jest niewytłumaczalne. Salzburg, Borussia... to niepojęte. Teraz chcą go u siebie wszyscy najwięksi.
W Molde mówią, że przez pewien czas miał problemy zdrowotne, urósł 10 centymetrów, a kiedy wrócił, był już innym zawodnikiem.
Kiedy ja przechodziłem do Molde, on już był graczem pierwszej jedenastki. Słyszałem jednak tę historię. Erling bardzo szybko urósł, przez co miał problemy z plecami. Koledzy mówili, że gdy przesunięto go do pierwszej drużyny... nie potrafił strzelić nic (śmiech). Solskjær prosił jednak o cierpliwość wobec niego. Po dwóch miesiącach strzelał jak na zawołanie. I tak zostało aż do dziś.
W Madrycie dzieliłeś też szatnię z innym Norwegiem, Martinem Ødegaardem.
Pobyt w Castilli trochę go kosztował, ale on przychodził jako 16-letni chłopak. Musiał grać w Segunda B, gdzie zawodnicy są bardzo wyrachowani. Jechałeś na stadion Amorebiety, gdzie rywale, widząc 16-letniego gracza, mocno w niego wchodzili. To normalne, że mógł sobie pomyśleć, iż nie na coś takiego się pisał. Dziś Martin ma już inaczej ukształtowaną mentalność oraz wzmocnił ciało. W tym roku regularnie daje popisy.
W Norwegii widzą Ødegaarda i Hålanda razem w Realu?
To obiekty debaty narodowej, mówi się o nich codziennie (śmiech). Nie chodzi jednak tylko o Real. Ludzie widzą w nich wielką nadzieję dla reprezentacji. To tutaj punkty odniesienia.
A co sądzisz o twoim rodaku, Courtois? Sądzisz, że wkomponował się już na dobre w zespół?
W Realu od lat istniała debata dotycząca bramki. Casillas, Diego López, Keylor... Courtois potrafił wszystko wytrzymać i prezentuje obecnie fantastyczny poziom.
Siedzi przy jednym stole z Oblakiem i Ter Stegenem?
Bardzo dobrze wyszedł z sytuacji, w której bacznie mu się przyglądano. Jak dla mnie to ten sam poziom co Oblak, Ter Stegen, De Gea i Neuer. Każdy z nich jest najlepszym bramkarzem dla swojej ekipy. Według mnie nie możesz wyciągnąć Oblaka i wstawić go do jedenastki Barcelony. Nie pełniłby tam tej samej funkcji, co Ter Stegen. Obaj co innego wnoszą do gry. W Atlético Oblak daje natomiast fantastyczną grę w powietrzu i niebywały refleks na linii. Jeśli chodzi o Real, zespół często nadziewa się na kontry z rywalem w przewadze liczebnej. Courtois potrafi świetnie się zachowywać w takich przypadkach. Tak, on siedzi przy stole z najlepszymi.
Álex Craninx z kolei pewnie potrzebuje teraz trochę spokoju i czasu spędzonego z rodziną.
Tak, mam rodzinę w Belgii, jeden z członków jest zakażony koronawirusem. Mój brat przebywa w Madrycie, mam tam też interesy. Część mojej rodziny mieszka natomiast we Fuengiroli. Jestem bardziej na bieżąco z tym, co dzieje się poza Norwegią. Przyszły tydzień mam wolny, ponieważ już dość długo pracujemy w grupach po 5-10 osób. Nie będę mógł się jednak spotkać z rodziną. Trzeba wycierpieć swoje i poczekać na powrót do normalności.
Komentarze (3)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się