– Lorenzo Sanz był dla mnie niczym ojciec. Zawsze mnie wspierał – od pierwszego telefonu, gdy powiedział mi, że chce mnie sprowadzić do Realu Madryt.
– Transfer? Byłem z reprezentacją Francji na EURO 1996. W pewnym momencie zadzwonił do mnie selekcjoner, Aimé Jacquet. Powiedział mi, żebym jak najszybciej przyszedł do jego pokoju. Bez zastanowienia pobiegłem – nie wiedziałem, co chce mi powiedzieć. Zakładałem, że może powie mi, że w kolejnym meczu wyjdę w pierwszym składzie. Gdy wszedłem, od razu podał mi telefon i powiedział, że to do mnie. To był Lorenzo Sanz, prezes Realu Madryt, który chciał mnie sprowadzić. Nie wierzyłem, na początku myślałem, że to żart. Od razu się zgodziłem. I dotrzymałem słowa.
– To był człowiek, który zawsze mnie wspierał – w każdym momencie. Miałem za sobą sześć trudnych miesięcy w Sampdorii, gdy w ogóle nie grałem. Jednak on cały czas mnie wspierał, podnosił na duchu i uspokajał: „Christian, synu, nie przejmuj się. Spełnisz swoje marzenie i zagrasz w Realu Madryt”. Capello sprowadzał wówczas wielu zawodników z Włoch – Panucciego, Roberto Carlosa, Seedorfa... Lorenzo Sanz budował wielki zespół. Za wszelką cenę chciał zdobyć Puchar Europy po 32 latach.
– Chciałbym wysłać uściski wszystkim madridistas. Obecnie przechodzimy przez trudną sytuację, dlatego chciałbym też wspomnieć rodzinę Lorenzo Sanza. Jego samego zapamiętam, jak niesamowicie szczęśliwy wychodził z samolotu z Pucharem Europy w rękach, a na ulice miasta wyszło tysiące kibiców. To były piękne i niezapomniane chwile.
Komentarze (1)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się