Statystyki pokazują, jak bardzo zespół zależy od Benzemy, który akurat przechodzi przez gorsze chwile. Od powrotu Zidane’a, napastnik strzelił prawie 29% goli (26 z 90). Po derbach z Atlético 32-latek jednak się zaciął. Jego seria bez gola trwa już 568 minut w 6 spotkaniach. W 2020 roku na koncie ma zaledwie 2 trafienia, podczas gdy rok temu, licząc od początku stycznia, miał ich aż 9. Główny problem polega na tym, że Zidane jak dotąd nie znalazł satysfakcjonującego wyjścia z tej sytuacji.
Obarczanie trenera całą winą za obecny stan rzeczy byłoby jednak nie do końca sprawiedliwe. Trudno przecież nie wziąć pod uwagę tego, że latem z powodu ciężkiej kontuzji wypadł Marco Asensio, na którego czekał pierwszy skład, a Eden Hazard – również z powodów zdrowotnych – zatrzymał się na 15 spotkaniach. Tak oto posypał się podstawowy tercet napastników, a Benzema pozostał bez tych, którzy w największej mierze mieli go wspierać ze skrzydeł. Zidane stara się oczywiście dopasowywać puzzle pod Karima, ale żadna z opcji nie wypaliła na sto procent.
Pierwszym strzałem kulą w płot, nawet mając na względzie to, co działo się w wakacje, okazał się Gareth Bale. Walijczyk w sezon wchodził jako gracz wyjściowej jedenastki (od pierwszej minuty z Celtą, Valladolidem i Villarrealem), notując asystę i 2 gole. Potem wyjechał na zgrupowanie kadry, a gdy wrócił, rozpoczął się jego zjazd. Znaczenie Bale’a dla drużyny aktualnie najlepiej odzwierciedla 16 minut z City i zero w wygranym Klasyku. Łącznie uzbierał w tym sezonie 26 meczów (18 w wyjściowym składzie), w których zdobył 4 bramki.
Dziś wydaje się, że najpewniejszym wsparciem dla Benzemy jest Vinícius. Kolejna kontuzja Edena Hazarda otwiera mu drzwi do gry na swojej optymalnej pozycji. Brazylijczyk w 13 z 30 starć zagrał od początku i ani razu nie dzielił wyjściowej jedenastki z Belgiem. Młody atakujący przy 6 okazjach też nawet nie łapał się na listę powołanych. Wywalczenie sobie w miarę stabilnej pozycji w zespole Zidane'a nie było dla niego łatwym zadaniem.
W pewnej chwili wydawało się, że lekiem na choć część dolegliwości okaże się Rodrygo. Były gracz Santosu wszedł w potyczce z Osasuną i strzelił gola zaraz po zameldowaniu się na murawie, a następnie błysnął hattrickiem przeciwko Galatasarayowi. 7 bramek w 18 spotkaniach (11 od początku) były jednak jedynie zapowiedzią popadnięcia w niełaskę. Po raz ostatni w meczowej kadrze wiedzieliśmy go 26 stycznia na konfrontację z Realem Valladolid.
Najbardziej alarmujący jest mimo wszystko przypadek Luki Jovicia. Rok temu na tym etapie sezonu Serb miał na koncie 22 gole w barwach Eintrachtu i reprezentacji. Napastnik stanowił jedną z największych rewelacji Europy. Dziś nie wiemy nawet, czy zostanie powołany przez trenera na mecz z Betisem (zabrakło go na liście na Klasyk). Obecnie 22-latek ma na koncie 2 bramki w 24 spotkaniach (8 razy w wyjściowym składzie). Najwięcej grywał w styczniu, gdy udało mu się wystąpić od początku w trzech kolejnych potyczkach (oba starcia Superpucharu i w lidze z Sevillą). Kontuzjowany jednak był wówczas Benzema. Zidane dwukrotnie próbował połączenia Jović – Karim. Bez powodzenia: 2:2 z Villarrealem i 0:1 z Mallorcą.
Odwieczną zagadką jest także rzecz jasna Mariano. 26-latek został odstawiony przez trenera i w zdecydowanej większości przypadków nawet nie miał co marzyć o powołaniach na mecze. Aż nagle wszedł na dwie minuty z Barceloną i strzelił. Ciekawe, czy kiedykolwiek poznamy odpowiedź na pytanie, dlaczego Zidane jest wobec niego aż tak nieugięty. Francuz po Klasyku powiedział bowiem, że ten gol w przypadku Mariano niczego nie zmienia, wciąż jest trzecim napastnikiem.
Szóstą kratkę sudoku Zidane'a zamyka Lucas, czyli zawodnik, którego szkoleniowiec trzyma się niezwykle kurczowo. Vázquez jest jednym z najbardziej zaufanych ludzi trenera i nawet pomimo faktu, że Galisyjczyk ma za sobą trwającą 1,5 miesiąca kontuzję, to i tak znajduje się na 12. miejscu pod względem rozegranych meczów w zespole (27, 10 od początku). Jego dorobek to 3 gole i asysta.
Nie da się też przecież wykluczyć, że Królewscy latem ściągną jakiegoś rasowego snajpera. Już dziś jednak wiadomo, że nawet gdyby doszło do takiego transferu, to w żaden sposób nie zagrażałby on pozycji Karima Benzemy.
Komentarze (19)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się