W przypadku każdego powrotu po dłuższej nieobecności współgrać muszą ze sobą trzy czynniki: diagnoza lekarska, odczucia zawodnika oraz ocena Zidane’a. Trener pytany o to, czy Asensio zobaczymy w akcji jeszcze w tym sezonie, zawsze daje dość stanowczy komunikat: nie będziemy niczego ryzykować. Piłkarz, zmagający się z urazem kolana już od siedmiu miesięcy, ma wyznaczoną konkretną ścieżkę, której ma się trzymać. Założenie jest takie, że na murawie mamy zobaczyć Asensio już po pełnym procesie „renowacji”.
Po kontuzji nie może być choćby najmniejszego śladu. Tego wymaga Zidane, rzecz jasna pozostając w stałym kontakcie z personelem medycznym i rehabilitantami pracującymi z Marco od sierpnia zeszłego roku. Asensio przechodzi obecnie przez etap „gumy”. W skrócie: pracuje już na murawie, ale znajduje się pod baczną obserwacją, by nie wykraczał poza ramy danego ćwiczenia. Dobrze, że piłkarz jest pełen optymizmu, ale proporcjonalnie niebezpieczne w przypływie entuzjazmu okazać może się przekraczanie zbyt szybko pewnych barier. Jeszcze groźniejszy jest oczywiście ewentualny przedwczesny powrót do gry.
Rzecz jasna niewykluczone, że Balearczyk ostatecznie dostanie jakieś minuty jeszcze w tym sezonie. To nie jest tak naprawdę główne zmartwienie Zidane’a. Asensio i tak czekają jeszcze wszelkiej maści badania i testy mające wykluczyć jakiekolwiek wątpliwości. Trener promuje po prostu wyjątkowo przejrzysty przekaz: zaczekamy tyle, ile trzeba, ale najważniejsze jest zdrowie. Dlatego też na ten moment nie ma ustalonej nawet przedwstępnej daty powrotu gracza na boisko.
W przypadku Hazarda Zizou wydłużył okres oczekiwania do 82 dni. Szkoleniowiec musiał mieć absolutną pewność co do stanu zdrowia Belga nim posłał go do boju na starcie z Celtą. Atakujący zaliczył 70 minut i w zasadzie od razu było po nim widać maksymalną sprawność, szybkość i siłę pomimo długiej nieobecności. W klubie momentami już pojawiała się niecierpliwość, jednak Zidane konsekwentnie zwlekał, zgodnie ze swoim planem i sumieniem. W pewnym momencie myślano, że Eden wystąpi najpóźniej w pucharowej potyczce z Realem Sociedad. Tak jednak się nie stało, a trener stał się obiektem krytyki spowodowanej zbyt daleko idącymi rotacjami.
Zidane jednak nie ustąpił i nie ustąpi także z Asensio. Minęło siedem miesięcy, może minąć i dziewięć, jeśli tylko będzie taka konieczność. Choć sam Marco podkreśla na każdym kroku, że data jego powrotu zaczyna coraz wyraźniej rysować się na horyzoncie, w klubie wciąż powtarzają mu, że ostatnie słowo należeć będzie do Zizou. W jego odczuciu, popartym raportami medycznymi, rehabilitacja ani nie przebiega sprawniej, ani się nie przedłuża. Cały proces leczenia jest dopięty na ostatni guzik. Jest długi i wymaga żelaznej konsekwencji.
Piłkarz biega już po boisku i jest w stanie kopać piłkę. Może też już skakać oraz pracuje nad siłą i dynamiką. Na siłowni oraz podczas zajęć z fizjoterapeutami stale wzmacnia osłabione przez ostatnie miesiące partie mięśni. Ważne jest także zachowywanie równowagi między kondycją fizyczną obu nóg. Kiedy nadejdzie odpowiedni moment, Zidane z pewnością da mu szansę. Nie można wodzić za nos ani samego Asensio, ani kibiców chcących wreszcie zobaczyć 24-latka na Santiago Bernabéu.
Komentarze (14)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się