Zinédine Zidane mocno zaskoczył nas przed meczem, ponieważ do gry posłał między innymi Marcelo i Edena Hazarda. O ile z przodu rzeczywiście nie było do końca jasne, na kogo postawi Francuz, o tyle Ferland Mendy był według wszystkich pewniakiem na to spotkanie, zwłaszcza że jest o kartkę od zawieszenia i na Camp Nou jego obecność byłaby nieoceniona. Przypadek Belga mimo wszystko łatwiej było zrozumieć. Od ponad dwóch tygodni pracował z zespołem na pełnych obrotach i – co potwierdził też na murawie – był gotowy na więcej niż 30 minut.
Nie zawsze warto wszystkie gole Realu czy rywali rozkładać na części pierwsze i nie trzeba też tego robić, by opisać pierwsze trafienie, które bardzo zaszkodziło gospodarzom. Iago Aspas znalazł sobie miejsce w środku pola, dograł do Fiodora Smołowa, a Rosjanin po bardzo przytomnym opanowaniu piłki posłał ją obok bezradnego Thibaut Courtois. Wielki błąd popełnił w tej sytuacji Raphaël Varane, który najwyraźniej się zagapił. Zupełnie zgubił napastnika rywali i zareagował zdecydowanie zbyt późno.
Mimo wszystko w zespole było widać pewne pozytywy. Hazard próbował łamać defensywę Celty i współpracować z Karimem Benzemą, ale wiele akcji opierało się na wrzutkach do nikogo, głównie ze strony aktywnego w ofensywie, ale nieskutecznego Marcelo. Odpowiedź zespołu była jednak całkiem poprawna. Rywal był regularnie zamykany we własnym polu karnym i nie za bardzo miał pomysł, jak z niego wyjść. Inna sprawa, że gdy w końcu Celta oddała drugi celny strzał, świetną robotę wykonał Courtois, który nas uratował…
W porę pojawili się Toni Kroos i Eden Hazard. Ten pierwszy świetnym strzałem doprowadził do remisu, a drugi wywalczył rzut karny (swoją drogą, co Rubén Blanco tam wymyślił…), który na bramkę zamienił Sergio Ramos. Mimo wszystko nie da się kapitana pochwalić. W końcówce był jednym z tych, którzy przez złe ustawienie pomogli rywalom na wyrównanie. Nie można jednak też przesadnie go krytykować, bo podanie Denisa Suáreza do Santiego Miny było jednym z tych, które piekielnie trudno przewidzieć.
Ostatecznie Real podzielił się więc punktami, ale pretensje może mieć przede wszystkim do siebie. Gra nie była tragiczna, ale można było uniknąć pewnych błędów. Remis u siebie z zespołem, który dziś przed wyjściem na murawę znajdował się w strefie spadkowej, to powód nie tylko do zawodu, ale i do wstydu. Trudno znaleźć rzeczywiste pozytywy, ale spróbujemy. Ciągle mamy przewagę nad Barceloną (choć stopniała do jednego oczka) i wreszcie odzyskujemy Edena Hazarda.
Real Madryt – Celta Vigo 2:2 (0:1)
0:1 Smołow 7' (asysta: Iago Aspas)
1:1 Kroos 52' (asysta Marcelo)
2:1 Ramos 65' (rzut karny)
2:2 Santi Mina 86' (asysta: D. Suárez)
Real Madryt: Courtois; Carvajal, Varane, Ramos, Marcelo; Valverde, Casemiro, Kroos (81' Modrić); Bale (84' Mendy), Benzema, Hazard (73' Vinícius).
Celta Vigo: Rubén Blanco; Kevin (55' Sisto), Aidoo, Murillo, Araújo, Olaza; Bradarić (83' Santi Mina), Okay, Rafinha; Iago Aspas, Smołow (70' D. Suárez).
Komentarze (743)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się