Zakończył się prawdopodobnie najgorszy tydzień w tym sezonie dla koszykarzy Realu Madryt. Trzy mecze i trzy porażki, chociaż trzeba dodać, że rywale byli z najwyższej półki. Dzisiaj Królewscy podejmowali znajdującą się w kryzysie Baskonię i po pierwszej kwarcie można było odnieść wrażenie, że to będzie łatwy mecz. Stało się inaczej, ponieważ w drugiej kwarcie drużyna nagle się zatrzymała i roztrwoniła wszystko, co wypracowała sobie wcześniej. To pierwsza porażka przed własną publicznością w tym sezonie, a teraz czas na starcie na szczycie Euroligi z Efesem…
Real Madryt bardzo dobrze rozpoczął mecz i zaprezentował się znakomicie w pierwszej kwarcie. Królewscy od początku wyszli na prowadzenie i wykorzystywali nieporadną grę Baskonii. Madrytczycy seryjnie trafiali za trzy punkty i na tej podstawie budowali przewagę, która wydawała się bezpieczna. W zespole Basków jedynym graczem starającym się dotrzymać kroku Blancos był Henry. Jednak on sam nie był w stanie walczyć z całą drużyną gospodarzy i po pierwszej kwarcie było 32:18.
Po krótkiej przerwie oba zespoły wróciły na parkiet i… ich gra się zupełnie zmieniła. Nagle Real Madryt wpadł w ogromną niemoc strzelecką, a prowadzeni przez Henry’ego Baskowie rozpoczęli pościg. Rozpoczęli drugą kwartę od serii 11:0. Kilka minut później zdołali dogonić Real Madryt i wyjść na prowadzenie. Podopieczni Pabla Laso nie potrafili odzyskać skuteczności z pierwszych dziesięciu minut i ich dorobek punktowy w drugiej części spotkania był wręcz wstydliwy. W połowie spotkania to Baskonia prowadziła 39:38.
Po zmianie stron znów do ataku ruszyła Baskonia, zdobywając pięć oczek. Jednak goście stracili Henry’ego, który doznał kontuzji (nie okazała się ona groźna i Amerykanin zdołał później wrócić na parkiet), a na początku trzeciej kwarty miał już w dorobku 21 punktów. Real Madryt to wykorzystał i odzyskał prowadzenie po celnej „trójce” Llulla. Taki stan nie utrzymał się zbyt długo i chwilę później Baskowie mieli 7 punktów więcej na koncie. Trochę udało się zredukować tę stratę, ale i tak Baskowie wygrali tę kwartę i prowadzili 63:60.
W ostatniej części przyszła poprawa. Campazzo prezentował wysoką skuteczność rzutów z dystansu, a Baskonia zaczęła się gubić i popełniać błędy. Do tego Henry popełni cztery faule i musiał grać ostrożniej. Królewscy prowadzili już 78:70 i wydawało się, że wszystko znajduje się na właściwej drodze. Niestety, niesamowity tego dnia Henry pomógł Baskonii zbliżyć się na jeden punkt, a następnie Polonara wyprowadził gości na prowadzenie. Madrytczycy się nie poddawali i w końcówce zdołali doprowadzić do remisu (91:91). Baskowie jednak nie dali się ponieść emocjom i znów zyskali przewagę. Blancos starali się walczyć, najpierw Llull trafił za trzy punkty, a w ostatniej akcji jego próba zza połowy okazała się nieskuteczna i podopieczni Pabla Laso przegrali trzeci mecz z rzędu.
94 – Real Madryt (32+6+22+34): Campazzo (27), Deck (13), Garuba (6), Tavares (4), Llull (23), Causeur (10), Laprovíttola (0), Reyes (8), Thompkins (3), Taylor (0).
95 – KIROLBET Baskonia (18+21+24+32): Henry (26), Janning (9), Szengelia (16), Shields (9), Eric (0), Fall (16), Stauskas (7), Polonara (12).
Komentarze (2)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się