Hojny. Koleżeński. Ambitny. Konkurencyjny. Każde z tych słów doskonale definiuje Lukę Modricia, jednego z idoli kibiców Realu Madryt. W swoim ósmym sezonie na Bernabéu to już człowiek-instytucja. Chorwat nie spisywał się dobrze w poprzednim sezonie, ale na ten obecny miał oczywisty cel: powrót do optymalnej dyspozycji pod kątem indywidualnym i drużynowym.
Powoli nabierał odpowiedniego do rywalizacji rytmu i czuł się coraz lepiej. Lepszą dyspozycję było widać na pierwszy rzut oka. Problem pojawił się jednak w tych spotkaniach, które każdy zawodnik zaznacza w kalendarzu dużo, dużo wcześniej. Z Atlético, Paris Saint-Germain i Baceloną brakowało go w wyjściowej jedenastce.
Modrić chce odwrócić swoją sytuację. Dlatego pracuje jak nigdy wcześniej. W ciszy trenuje na każdym treningu na sto procent, by odzyskać swoją pozycję. Chce grać, a Zinédine Zidane docenia jego nonkonformizm. Chorwat odrzucał już różne oferty, ponieważ Real Madryt i stolica Hiszpanii dają mu to, czego szukał w życiu sportowym i prywatnym. Teraz ambicja nie pozwala mu być zadowolonym z takiej roli. Recepta na jej poprawę jest jasna: dawać z siebie wszystko na treningu i wykorzystywać każdą szansę w meczach.
Modrić ma w tym sezonie 17 rozegranych meczów. W tych z największymi nie zagrał jednak od początku ani razu. W Paryżu nie wystąpił z powodu urazu, później wylądował na ławce w meczach z Atlético, PSG i Barceloną. Te dwie ostatnie nieobecności w podstawowej jedenastce nie były jednak spowodowane kontuzją, lecz wybuchem formy Federico Valverde, który stał się kluczowym graczem w talii Zizou.
Komentarze (19)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się