To okres z założenia radosny i mający wypełniać nasze serca nadzieją, a w swym kulminacyjnym momencie będący także pamiątką przyjścia Syna Bożego na świat.
Niezależlnie od tego, czy jesteśmy wierzący czy też nie, swój czas wyczekiwania, swój szczególny adwent, choć może nie w tak sztywnych ramach czasowych, przeżywamy w ostatnim czasie również i my jako kibice Realu Madryt. Najpierw czekaliśmy aż podpieczni Zinédine'a Zidane'a wreszcie ukażą choć po cześci swe radosne oblicze. Gdy zaś w minionych tygodniach zaczęło być ono coraz bardziej wyraźne, wypatrujemy momentu kulminacyjnego tego wyczekiwania. Wyczekiwania, które powoli dobiega końca.
Każdy z nas gdzieś z tyłu głowy z całą pewnością ma przecież to, że nim nadejdą święta przyjdzie nam jeszcze stoczyć w lidze trzy niesamowicie ważne, być może kluczowe dla losów sezonu starcia, z Valencią na Estadio Mestalla, Barceloną na Camp Nou i Athletikiem Bilbao u siebie. Nim jednak nadejdzie tydzień prawdy, przed nami na krajowym podwórku jeszcze jedno teoretycznie spokojniejsze starcie. Dziś w porze obiadowej (w Chinach w porze kolacji) zmierzymy się u siebie z Espanyolem.
Papużki w tym sezonie ligowym spisują się beznadziejnie, choć to i tak dość łagodne określenie. Równie fatalna jest obecnie chyba tylko Wisła Kraków, a jeszcze gorszy to już tylko Leganés. Zespół Pablo Machína w 15 dotychczasowych kolejkach odniósł zaledwie dwa zwycięstwa, a przed tygodniem dobił do dwucyfrowej liczby porażek. Drużynie z Barcelony nie wychodzi w Primera División dosłownie nic.
Nie byłoby w tym może nic aż tak dziwnego, gdyby nie fakt, że w Lidze Europy Katalończycy już na kolejkę przed końcem fazy grupowej są pewni wyjścia z pierwszego miejsca. Potem zaś przychodzą zmagania na hiszpanskich boiskach, a piłkarze Espanyolu zapominają, jak prosto kopnąć piłkę. Gdy nawet już coś im wyjdzie, to dziwnym zrządzeniem losu rywalowi i tak wychodzi więcej. Los Pericos mają już jednak to do siebie, że lubią zaliczać absurdalne passy. Wystarczy spojrzeć na jedną z serii z zeszłego sezonu. Między 12. i 21. kolejką barcelończycy przegrali 9 z 10 spotkań, by potem do końca sezonu doznać łącznie już tylko dwóch porażek – z Sevillą (0:1) i Barceloną (0:2).
Fakt, że Espanyolowi w każdej chwili może odwidzieć się przegrywanie powinien nas wzbraniać przed zbytnią pewnością siebie. Poza tym dobre nastroje w naszych szeregach może psuć to, co zwykle. Czyli szpital. W czwartek Królewscy dokonali rzeczy absolutnie niespotykanej. W przeciągu półtorej godziny zaliczyliśmy bowiem klasycznego hattricka – kontuzji doznali Gareth Bale, Marcelo, a uraz Edena Hazarda okazał się dużo poważniejszy niż początkowo przypuszczano. Martwić może zwłaszcza uraz Belga, który z każdym meczem spisywał się coraz lepiej, a koniec końców przegapi nie tylko potyczkę z Espanyolem, ale też wszystkie pozostałe do końca roku konfrontacje.
Tak czy inaczej zwycięstwo u siebie z Espanyolem jest absolutnym obowiązkiem. Nie napiszemy, że zapowiada nam się typowy mecz do obiadu, ale bardzo byśmy sobie życzyli, by Królewscy odnieśli dziś łatwe i przyjemne zwycięstwo. Takie, które jeszcze bardziej podbuduje nasze morale i pozwoli nam z optymizmem zapatrywać się w najbliższą przyszłość. Przy tak wymagającym terminarzu wyrżnięcie się na pogrążonym w głębokim kryzysie Espanyolu byłoby wyjątkowo bolesne.
Lista kontuzjowanych w Realu Madryt jest bardzo długa, ale ciągle to Królewscy są faworytem do zwycięstwa (kurs: 1,20) według naszego partnera, legalnego bukmachera eTOTO. Dodatkowo proponuje parę bardzo interesujących zakładów:
➡️ Dokładny wynik 3:0 – 8,50
➡️ Real Madryt wygra i obie drużyny strzelą – 2,50
➡️ Vinícius strzeli gola – 2,40
➡️ Pierwszy gol strzelony głową – 4,25
➡️ Benzema odda więcej niż 2,5 strzału celnego – 2,25
Początek meczu o 13:00. W Polsce można można go obejrzeć na Eleven Sports 1 na platformie Player.pl.
Komentarze (8)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się