Z nim na boisku Królewscy strzelili 26 i stracili zaledwie 3 gole w ciągu 764 minut. Tylko Granada i Real Sociedad zdołały trafić do siatki Realu, gdy Urugwajczyk przebywał na murawie. Bez niego drużyna zdobyła 13 bramek i straciła 14 w ciągu 946 minut. Jak więc łatwo policzyć, z Fede Los Blancos strzelają ponad dwa razy częściej i tracą prawie cztery razy mniej.
Liczby te przekładają się też siłą rzeczy na wyniki. Valverde do tej pory wychodził w podstawowym składzie dziewięć razy. Drużyna wygrała siedmiokrotnie i dwa razy dzieliła się punktami. Tak więc jak na razie pomocnik nie zdążył zaznać goryczy porażki. Pierwszy z remisów to 0:0 na Wanda Metropolitano, drugi zaś to ostatnie 2:2 z PSG, gdzie jednak paryżanie oba gole strzelili, kiedy Fede nie było już na boisku.
Rozwój Federico również jest oczywisty. W zeszłym sezonie u każdego z trzech trenerów zaliczał zaledwie epizody. U Lopeteguiego, Solariego i Zidane’a zebrał łącznie 1118 minut, co daje niecałe 22% możliwego czasu gry. Nie miał też udziału przy żadnym trafieniu. W tym sezonie Valverde ma już 764 minut (44,7% możliwego czasu), strzelił dwa gole oraz zanotował dwie asysty. Do pobicia wyniku z kampanii 2018/19 brakuje mu już jedynie 354 minut.
Urugwajczyk zaczynał sezon jako jeden z graczy do rotacji (zaledwie 22 minuty w sześciu pierwszych spotkaniach). Teraz jest już jednak fundamentalnym elementem układanki Zidane’a. Miał miejsce w wyjściowej jedenastce przeciwko Atlético czy PSG. Szkoleniowiec zaufał mu także w bardzo ważnej potyczce w Stambule. Valverde porzucił swoje nieśmiałe oblicze i wywalczył sobie status zawodnika pierwszego składu.
Komentarze (13)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się