James Rodríguez i kibice na Santiago Bernabéu w końcu doczekali się szczęśliwego spotkania. Po lecie, w którym Kolumbijczyk był już jedną nogą poza stolicą Hiszpanii, fani Królewskich przyjęli go z otwartymi ramionami. Ta więź nie jest niczym nowym, ponieważ dopóki pomocnik nie został wypożyczony do Bayernu Monachium, był jednym z tych piłkarzy, którzy zawsze mogli liczyć na pozytywny odbiór ze strony osób zgromadzonych na stadionie.
W przypadku Zidane'a to pojednanie jest jednak dopiero w połowie drogi. James zagrał od początku z Levante, PSG i Sevillą, ale od spotkania na Sánchez Pizjuán nie znalazł się już ponownie w pierwszym składzie. Rozegrał tylko 21 minut przeciwko Osasunie i Atlético i z powodu rzekomych dolegliwości nie otrzymał powołania na spotkanie z Brugią. Zizou przeszedł z systemu 4-2-3-1 na 4-3-3, co ponownie przykleiło Kolumbijczyka do ławki rezerwowych.
Wczoraj otrzymał od francuskiego szkoleniowca tylko dziesięć minut, ale wystarczyło mu to, by ustanowić wynik meczu i strzelić ostatniego gola Granadzie. James szaleńczo świętował swoją bramkę i gołym okiem dostrzec można było, jak ważne było to dla niego trafienie i jak dużą ulgę poczuł, gdy piłka trafiła do siatki. Cały stadion również to widział i krzyczał gromko: „James, James!”.
Był to jego pierwszy gol po powrocie do Madrytu, a co ciekawe, strzelił go Granadzie, temu samemu przeciwnikowi, którego pokonał też 6 maja 2017 roku. 882 dni później i po dwóch latach spędzonych w stolicy Bawarii, ponownie mógł świętować w koszulce Los Blancos. Wówczas Kolumbijczyk wyjechał do Monachium, ponieważ był rozczarowany brakiem gry, ale teraz otrzymał nową szansę. Jego postawa, bardzo różna od tej, którą prezentował w przeszłości, pozwolił mu na to, by zdobyć zaufanie Zidane'a, ale teraz musi go do siebie w pełni przekonać. Kibice już są po jego stronie, teraz pora na trenera.
Komentarze (45)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się