Menu
Leszczu / marca.com, El poder y el balón

Spełnione marzenie Ghańczyków i debiut Amancio

Trzecia historia z wyjazdowej <i>pretemporady</i>

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Początek przygotowań Realu Madryt do sezonu 1962/63 nie był zwykłą pretemporadą. Po raz pierwszy Królewscy odwiedzili Czarną Afrykę. Destynacją Los Blancos była Ghana, która odzyskała niepodległość pięć lat wcześniej. Cały kraj żył wtedy piłką nożną, którą pasjonowali się prezydent (Kwane Nkrumah) i minister sportu (Ohene Djan). To oni śćiągnęli do swojego kraju Stanleya Matthewsa, pierwszego zdobywcę Złotej Piłki i legendę angielskiej piłki nożnej.

Stworzyli też Real Republicans, którego nazwa oczywiście nie wynika z przypadku. Cel był jasny: dominacja na krajowym podwórku na wzór najlepszej drużyny na świecie, Realu Madryt. Wielkie marzenie polityków, czyli sprowadzenie Królewskich do swojego kraju, spełniło się 19 sierpnia 1962 roku. Na stadionie pojawiło się ponad 40 tysięcy widzów, a reprezentacja Ghany mierzyła się z pięciokrotnym triumfatorem Pucharu Europy. Padł remis 3:3, a w końcówce spotkania remis uratował gol Alfredo Di Stéfano. Spełniła się przepowiednia samego Santiago Bernabéu: „Będziemy negros, by wygrać mecz, ale oni też będą negros, by nas pokonać” (negro – czarny, Murzyn, ale też potocznie wkurzony, zły, rozdrażniony).

To spotkanie było istotne jeszcze z jednego powodu. W Akrze, stolicy Ghany, po raz pierwszy w drużynie Realu Madryt zagrał Amancio Amaro Varela, jedna z największych legend Los Blancos. Na Barajas, przed swoim pierwszym lotem w życiu, ówczesny trener, Miguel Muńoz, powiedział, że zagra na „siódemce”, jak określano wtedy prawe skrzydło. Brzmiało to dziwnie, ale szkoleniowiec jak zawsze dobrze wiedział co robi.

Dziennik MARCA publikuje różne historie związane z historycznymi tournée Realu Madryt. W najbliższych dniach na portalu pojawią się tłumaczenia kolejnych artykułów z tej serii.
1. historia: Pierwsze amerykańskie tournée: trzy miesiące, rekiny i strzały
2. historia: Spanie na podłodze i 107 bramek w lidze

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!