Menu
Piwwwko / marca.com

„Nigdy nie będę gwizdać na Zinédine'a Zidane'a”

Dziennikarz <i>Marki</i> o powrocie <i>Zizou</i>

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Poniższy tekst został napisany przez dziennikarza i felietonistę dziennika MARCA, Juana Ignacio Garcíę-Ochoę.

„Nigdy nie będę gwizdać na Zinédine'a Zidane'a. Nigdy nie będę gwizdać na Zinédine'a Zidane'a. Nigdy nie będę gwizdać na Zinédine'a Zidane'a”. Gdybym był kibicem Realu Madryt, to powtarzałbym te słowa jak mantrę przed każdym meczem na Santiago Bernabéu, bez znaczenia, czy Real odpadłby z Ligi Mistrzów po jakiejś goleadzie, czy byłby o krok od spadku do Segunda División. A gdybym był Florentino Pérezem, to zawsze powtarzałbym: „Nigdy nie zwolnię Zinédine'a Zidane'a. Nigdy nie zwolnię Zinédine'a Zidane'a...”. Niewiarygodna lojalność okazana przez Zidane'a musi zostać odwzajemniona tą samą lojalnością przez wszystkich fanów Królewskich i prezesa. Nalegam. Niezależnie od tego, co się wydarzy.

Niemal wszyscy zwolennicy Zizou, a w szczególności ci, którzy mają największą sympatię do Francuza, świętując jego powrót, nie mogą odsunąć od siebie myśli o najgorszym scenariuszu i przypuszczać, że prawdopodobnie Zidane nie dokona tego, co udało mu się w pierwszym etapie w roli szkoleniowca Los Blancos. To logiczny strach. Niemniej, Zidane nawet o nim nie myślał, kiedy zgodził się na propozycję Florentino Péreza. Podczas gdy zidanistas nie chcieliby patrzeć na upadek swojej legendy, Francuz pokazał, że jego miłość do Realu Madryt jest dużo ważniejsza niż rysa w CV. I dlatego wrócił. Nie jestem pewien, czy wielu trenerów zaryzykowałoby swoimi osiągnięciami i wróciło do Realu Madryt, który znajduje się w takiej a nie innej sytuacji.

Bo jeśli Real był w kryzysie, kiedy Zizou obejmował zespół w 2016 roku, to teraz jest w... Zidane stanie na czele tej samej drużyny, którą opuścił 31 maja, jednak mocno wyczerpanej po ostatnich czterech miesiącach z Santiago Solarim na ławce. Argentyńczyk zostawił po sobie bałagan i grę o co najwyżej zakwalifikowanie się do Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie. I mimo tego Zidane powiedział, że się zgadza. Że wraca. Już.

W Realu Madryt zadowoliliby się tym, że Zidane rozpocząłby pracę od czerwca. I to byłoby też najwygodniejsze dla Francuza – pracować przez najbliższe miesiące w domowym zaciszu z piórem i notatnikiem, sporządzając listę zawodników, których należy kupić i sprzedać przed następnym sezonem. Ale skoro Florentino zadzwonił teraz, to Zizou powiedział: „Lecimy z tym”. Zidane naraża się, bez owijania w bawełnę, na niesamowity wysiłek, którym będzie prowadzenie drużyny przez te ostatnie jedenaście spotkań. Ale jego miłość do tego klubu jest ponad wszystkim. Dlatego odszedł, kiedy jako piłkarz pozostawał mu rok kontraktu. Dlatego odszedł po finale w Kijowie. I dlatego wrócił teraz.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!