Menu
Banan

Nie zepsuć i ewentualnie coś dołożyć

Zapowiedź meczu Leganés – Real Madryt

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Mecz z Betisem był jaki był. Raczej niezbyt przyjemny w odbiorze i niebudzący głębszych refleksji. Włączyć, pozłorzeczyć pod nosem, na chwilę się uśmiechnąć i na drugi dzień zapomnieć. Moglibyśmy oczywiście kontynuować wir narzekań, jednak nie zrobimy tego z dwóch powodów. Po pierwsze, powoli brakuje nam już żółci w wątrobach, po drugie zaś naprawdę uważamy, że ze starcia na Villamarín – nawet pomimo wątpliwych walorów estetycznych spotkania – da się wyciągnąć pewne pozytywy. Przede wszystkim, jak za starych dobrych czasów, nasze męczarnie zamiast wykrwawieniem zakończyły się zwycięstwem, co w minionych miesiącach wcale nie było regułą. Długo czekaliśmy na potyczkę, w której w kluczowym momencie przeważy instynkt przetrwania a nie frajerstwo.

Cieszy, że pomimo takiego szpitala w drużynie i – co za tym idzie – cudacznego ustawienia, udało się zdobyć trzy punkty. Cieszy, że nie musimy już oglądać pleców, przy całym szacunku, Deportivo Alavés. Cieszy, że na ten moment w przyszłym sezonie mecze w europejskich pucharach nie szykują się w czwartki. Cieszy, że przy piłce meczowej jaja pokazał akurat ten, który miał prawo psychicznie się spalić. A warto przecież zaznaczyć, że rywal wcale nie wypadł sroce spod ogona. Nie tak dawno zdarzało nam się zaliczać wpadki z zespołami o znacznie mniejszym potencjale.

Jasne, to wszystko w gruncie rzeczy drobnostki. Tym niemniej w tym sezonie niejednokrotnie oszczędzano nam nawet takich niewielkich powodów do uśmiechu. Oczywistym jest, że wciąż więcej rzeczy nie działa lub też działa słabo niż funkcjonuje w należyty sposób. Od czegoś jednak trzeba zacząć. Potyczka taka, jak dzisiejszy rewanż 1/8 finału rozgrywek o Puchar Króla z Leganés wydaje się zaś całkiem sprzyjać kontynuacji drogi do oczyszczenia. Z jednej strony nie musimy znęcać się nad którymś trzecioligowcem, z drugiej natomiast będziemy mogli złapać chwilę oddechu (o ile rzecz jasna nie wydarzy się jakaś katastrofa) w starciu z rywalem z najwyższej klasy rozgrywkowej.

Tydzień temu zwyciężyliśmy na Santiago Bernabéu 3:0 po golach Sergio Ramosa z rzutu karnego, Lucasa Vázqueza i Viníciusa. Szczególnie ostatni z wymienionych pokazał się ze świetnej strony – do robienia wiatru dołożył bowiem wymierny efekt w postaci wspomnianej bramki oraz asysty przy drugim trafieniu. Królewscy w ostatecznym rozrachunku może i nie zagrali jakoś porywająco, ale wreszcie byli w stanie zagrać mecz, od którego widzom nie zaczęła się gromadzić ropa w zębach. Krótko mówiąc: pierwszy raz od dawna dało się to oglądać.

Najważniejsze pytanie przed dzisiejszym meczem brzmi, czy w tym dwumeczu da się w ogóle coś jeszcze zepsuć. Cóż, zachowując dyplomatyczny ton należałoby napisać, że w futbolu wszystko się może zdarzyć. Mike Tyson potrafił roztrwonić pół miliarda dolarów, więc i zaprzepaszczenie trzybramkowej zaliczki jest możliwe. Nie ma się jednak co oszukiwać, że nawet w przypadku tak nieprzekonującego Realu Madryt będzie o to bardzo trudno. W zeszłym sezonie sztuka ta niemal udała nam się co prawda w rewanżu z Juventusem, ale – no właśnie – to był Juventus, a nie broniący się przed spadkiem do Segunda División Leganés.

Nasze wymagania względem Los Blancos nie są dziś zbyt wygórowane. Wystarczy oszczędzić nam niepotrzebnych nerwów i ewentualnie dołożyć coś do dorobku bramkowego. Większe oczekiwania mamy raczej wobec losu/siły wyższej/opatrzności bożej/matki natury. Bylibyśmy bardzo wdzięczni, gdyby wreszcie obyło się bez kontuzji. Jeśli bowiem i tym razem ktoś wypadnie, Santiago Solari za chwilę będzie chyba musiał namówić do wznowienia kariery Emilio Butragueńo i samemu zostać grającym trenerem.

Początek meczu o 21:30. Transmisji w Polsce brak.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!