Marcelo był najlepszym bocznym obrońcą na świecie. Tak przynajmniej uważała FIFA przez minione pięć lat. Było tak, ponieważ Brazylijczyk miał w sobie iskrę, która okazywała się decydująca w momencie odnoszenia przez drużynę sukcesów. Lewy defensor potrafił wyjść poza schemat i jak mało kto umiał wykorzystać element zaskoczenia. Problem polega jednak na tym, że wszystko to sprawiało, iż Marcelo nie za bardzo przejmował się bronieniem (choć i tak wyglądało to lepiej niż dziś). Na tę chwilę drugi kapitan Królewskich sprawia wrażenie nieobecnego. Kogoś kogo nie ma i na czyj powrót specjalnie się nie czeka. Jego forma fizyczna nie pozwala mu błyszczeć, przynajmniej takie wnioski można wyciągnąć z bieżących obserwacji jego boiskowych poczynań. Nie da się podważyć faktu, że Marcelo jest bardzo daleko od osiągnięcia optymalnej dyspozycji. Przez to w rolę lewego obrońcy z przymusu niejednokrotnie musi wcielać się Sergio Ramos, co doprowadza linię defensywy do rozsypki. Santiago Solari upiera się jednak przy wystawianiu Marcelo w podstawowym składzie. Odkąd Brazylijczyk wrócił do zdrowia, z wyjątkiem jednego meczu, grał cały czas. Sam szkoleniowiec stwierdził, że zawodnik po prostu potrzebuje minut, by na nowo pokazać swoją najlepszą wersję. Wciąż jednak do tego nie doszło.
Rywale celowo atakują głównie stroną Marcelo
Trenerzy przeciwników niespecjalnie się z tym kryją
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Komentarze (33)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się