REKLAMA
REKLAMA

Numer 10 po Figo dla "Cosminho"

Wcześniej dziesiątkę nosili m.in. Rial, Puskas, Velazquez, Stielike i M. Vazquez
REKLAMA
REKLAMA

Wcześniej dziesiątkę nosili m.in. Rial, Puskas, Velazquez, Stielike i M. Vazquez.

- Chciałem nosić w Madrycie numer 77, ponieważ moją siódemkę z Santosu ma Raul. Ale podobno nie wolno mieć w Hiszpanii numerów większych niż 25, więc 10-tka będzie wręcz idealna. Nie zapominam, że w reprezentacji Brazylii i w Santosie nosił ją zawsze Pele, mój największy idol. - powiedział nowy gwiazdor Realu.

Numer 10 przypadał w Madrycie dla wielkich piłkarzy. Począwszy od Barinagi, Molownego i Riala w latach 1940 - 1950, przez Puskasa na przełomie lat 50- i 60-tych, Velazqueza w 1966, Netzera i Stielike (lata 70-te), Martina Vazqueza w latch 80-tych, a skończywszy na ostatniej wielkiej światowej gwieździe Luisie Figo, w pierwszych pięciu latach XXI wieku (2000 - 2005).

Teraz dziesiątkę założy "król dryblingu" - "Cosminho"... czyli Robinho. Gdy w styczniu Pele gościł w Madrycie, otrzymał w prezencie koszulkę Realu ze swoim nazwiskiem i numerem 10. Powiedział wówczas, że gdyby za swoich czasów miał grać w Europie, wybrałby z pewnoścoią Madryt. Teraz "10" nie w prezencie, ale jako obowiązkowy gadżet pikarza Realu dostaje Robinho, w którym większość fachowców widzi następcę właśnie samego Pelego.

Na zdjeciu jeszcze nie prawdziwy Robinho, ale pierwsze oznaki Robinhomanii.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (40)

REKLAMA