Menu
Rauer / abc.es

„Florentino to drugi Bernabéu”

Wywiad z byłym działaczem Realu Madryt, Luisem Miguelem Beneyto

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Jest jak Cristiano Ronaldo – im starszy, tym młodziej się czuje. Ma 81 lat, a przez 71 lat swojego życia poznawał wszystkie tajemnice Realu Madryt. Socio został w 1947 roku. „Widziałem zwycięstwo z Barceloną 11:1, ale nic z tego nie pamiętam, bo byłem wtedy dzieckiem”. Grał w latach pięćdziesiątych. Nazywa się Luis Miguel Beneyto. Osobiście poznał Bernabéu i był jednym z tych, którzy po śmierci prezesa doprowadzili do tego, aby zamiast wyborów kandydaci dogadali się między sobą, kto powinien zostać wybrany. Ostatecznie padło na Luisa de Carlosa. Teraz, czterdzieści lat po śmierci Bernabéu, Beneyto wspomina stare czasy.

Kim był Bernabéu?
Bernabéu był głównym kowalem tego, czym obecnie jest Real Madryt. Nazywali go wizjonerem, gdyż w połowie lat czterdziestych tuż po zakończeniu wojny postanowił zbudować stadion w szczerym polu. Później uzmysłowił sobie, że aby ten stadion wypełnić, trzeba sprowadzać najlepszych piłkarzy i uczestniczyć w turniejach ważniejszych niż te krajowe. Zrobił wszystko.

Nazywali go szaleńcem, a on przewidział przyszłość. Wybudował wielki stadion i potrzebował wielkiego piłkarza.
Tak było. I dostrzegł tego wielkiego piłkarza podczas obchodów pięćdziesięciolecia Realu Madryt. Nazywał się on Alfredo Di Stéfano.

Jaki był Di Stéfano? Naprawdę był aż taką atrakcją, aby wypełnić ówczesny stadion Chamartín?
Jeśli Bernabéu był kowalem tego, czym obecnie jest klub, to Alfredo był kowalem tego genu zwycięzców, który obecny jest do dzisiaj w każdej drużynie Realu Madryt – od pierwszego zespołu do grup dziecięcych. Jednak on sam nie wystarczył do zbudowania wielkiego zespołu. Środki finansowe na budowę stadionu dostarczył Rafael Salgado i jego bank, ale na transfery trzeba było poczekać. Przyszli Molowny, Rial, Gento, Miguel Muńoz, Olsen, Joseíto, Juanito Alonso, Lesmes i inni.

Wielu uważa, że ówczesny reżim działał na korzyść Realu Madryt.
Nic bardziej mylnego. Z Santiago Bernabéu na czele do niczego takiego by nie doszło. Powiem tylko tyle, że od 1939 roku pierwszy tytuł Realu Madryt przyszedł w 1954 roku już po transferze Di Stéfano. Z kolei w 1956 roku był pierwszy Puchar Europy, na który „wsparcie narodowe” nie mogło mieć żadnego wpływu. To kolejna wielka zasługa Bernabéu – był jednym z twórców Pucharu Europy.

Jak do tego doszło?
Po pierwsze wbrew naciskom wewnętrznej władzy. Po drugie dzięki porozumieniu z Milanem, Ajaksem, Stade de Reims i wsparciu ze strony L’Équipe. Osiągnął to, pokonując po drodze wiele przeszkód.

Ostatecznie była to dobra decyzja, prawda?
Bez wątpienia. Wygrał pięć Pucharów Europy z rzędu. Do szóstego triumfu z rzędu nie doszło z powodu decyzji angielskich arbitrów, Ellisa i Leafe'a. Możliwe, że zdaniem niektórych to byłoby zbyt nudne, aby wygrywał tylko jeden klub. Chciałbym wykorzystać ten wywiad, aby pozdrowić mojego przyjaciela, Joana Gasparta. Smutno mi, że ostatni sezon nie jest dla niego kompletny, gdyż Real Madryt wygrał trzynasty Puchar Europy. Wiele osób z kręgu barcelonismo patrzy na świat przez pryzmat sukcesów Realu Madryt.

Po Bernabéu i Luisie de Carlosie przez klub przewinęło się wielu prezesów. Co pan o nich sądzi?
Nie mi jest dane kogokolwiek oceniać, ale chciałbym się tutaj skupić na Florentino Pérezie. Dzięki Bogu po Bernabéu i De Carlosie mamy kogoś takiego jak Florentino. Z zachowaniem wszystkich proporcji, dla mnie to jest drugi Bernabéu.

Dlaczego?
Sprowadził najlepszych piłkarzy na świecie, udoskonalił stadion, który wciąż chce polepszać. Na lata unormował sytuację ekonomiczną Realu Madryt, utrzymał klub w rękach socios, stworzył miasteczko sportowe, które jest czterdzieści razy większe od poprzedniego. Pod względem sportowym powiem tylko o trzech rzeczach – pięć Pucharów Europy, z czego trzy z rzędu, jako pierwszy w historii zdobył jednocześnie Puchar Europy w sekcji piłkarskiej i koszykarskiej, a do tego wszystkiego tytuł najlepszego klubu XX wieku. Inni będą musieli poczekać jeszcze 82 lata, aby w ogóle móc ubiegać się o podobne wyróżnienie.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!