Menu
Banan

Bananowy poniedziałek: Sinusoida, jaja Zidane'a i fantastyczny rok (?)

Zapraszamy do lektury

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

O wczorajszym meczu pisać zbyt rozlegle nie ma sensu, szkoda w internecie miejsca, które można by zapełnić w sto razy bardziej pożyteczny sposób. To niewarte ani moich, ani waszych nerwów. Niech najbardziej wymowne będzie po prostu to, że od lidera i strefy spadkowej na tę chwilę dzieli nas niemal identyczny dystans. Cóż, chyba najwyższa pora, by zacząć rozróżniać wiarę od głupoty. Przynajmniej w kwestii walki o mistrzostwo Hiszpanii.

Doskonale zdaję sobie sprawę z mojej natury malkontenta. Staram się nad tym pracować jak mogę, naprawdę. Zanim zacznę narzekać ostatnio za każdym razem zastanawiam się, czy rzeczywiście nie da się zamiast tego napisać o czymś pozytywnym. No i tutaj dochodzimy do sedna problemu – nie da się. Przynajmniej od jakiegoś czasu.

Jakkolwiek spojrzeć, o jednym zapominać nam pod żadnym pozorem jednak nie wolno – kibicowanie Realowi Madryt z samego założenia wiąże się z pełną zgodą na przeżywanie nieustannych sinusoid nastrojów. Może i nie jest to najlepsze dla zdrowia psychicznego, ale w końcu nikt do sympatii względem tego klubu elektrycznym pastuchem nas nie zmuszał. Paradoksalnie, Real Madryt wymaga od nas wykształcania w sobie tego, czego od zawsze brakuje nam najbardziej – cierpliwości.

Całe szczęście, że najczęściej jest to jednak sinusoida nadająca na częstotliwościach „świetnie - fatalnie”, a nie „źle - bardzo źle”. Im dłużej trwa marazm, tym szybciej zbliżają się dobre czasy. Dlatego mimo wszystko jakoś wstrzymałbym się z wieszczeniem kompromitacji przeciwko PSG. Jeśli na ponad miesiąc przed pierwszym starciem ktoś w to wątpili, niech przypomni sobie, jak wiele rzeczy potrafiło się zmienić od końca sierpnia do końca września. Karta prędzej czy później musi się odwrócić.

No i jednak mimo woli jakiś pozytyw się znalazł. Punkt dla mnie.

* * *

Kepa zostanie najdroższym bramkarzem w historii Realu Madryt. Transfer Kepy na ostatniej prostej. Kepa już wybrał numer na koszulce. Kepa na testach medycznych. Kepa na testach medycznych bez wiedzy Athleticu. Śledząc to, co dzieje się w hiszpańskich mediach, można momentami dojść do wniosku, że zakontraktowanie Baska jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wybudzi naszych obrońców z zimowego snu i przywróci skuteczność Karimowi Benzemie.

W całej tej szopce najwięcej zdrowego rozsądku zachował moim zdaniem Zidane, który wreszcie potrafił publicznie pokazać jaja. Chodzi mi rzecz jasna o przyznanie przed dziennikarzami na konferencji poprzedzającej starcie z Celtą Vigo, że Real na tę chwilę nie potrzebuje kolejnego bramkarza. Faktem jest, że Zizou pytany o transfery zawsze z uporem maniaka powtarzał, że wystarcza mu to, co ma – szczególnie nękany w temacie nowego napastnika. Nigdy dotąd nie wypowiedział się jednak w podobnym tonie w sytuacji, gdy nowy zawodnik jest już po badaniach lekarskich. Szczerze – podobnie jak Zidane – również myślę, że ściąganie zimą akurat bramkarza jest średnio sensowne.

Nie mam zamiaru oceniać bramkarskich umiejętności Kepy. Muszę się bowiem po raz kolejny przyznać do daleko posuniętej ignorancji – poza starciem z Realem Madryt nie widziałem go w akcji ani razu. Nie wykluczam, że Kepa jest wyśmienitym golkiperem, który w przyszłości uratuje nam skórę nie raz i nie dwa. W tym wszystkim – pomijając już temat błędnie obranych transferowych priorytetów – brakuje mi jednak zwykłego szacunku do Keylora Navasa, którego wygania się z Santiago Bernabéu przy praktycznie każdej nadarzającej się okazji. Jak nie De Gea to Courtois. Jak nie Courtois to Kepa. I tak w koło Macieju.

A ja w tym całym wirze zastanawiam się, jak musi się czuć piłkarz, którego prezes najpierw chce oddać w rozliczeniu za innego bramkarza, a następnie wciąż z uporem stara się zastąpić go innym, choć trenerowi inny wcale nie jest potrzebny? Jak musi się czuć dwukrotny zdobywca Ligi Mistrzów, gdy jego miejsce wkrótce ma zająć gracz z mniej niż półtorarocznym doświadczeniem na najwyższym poziomie rozgrywkowym?

Nie będę zaprzeczał, że na moje zdanie w tym temacie wpływają osobiste sympatie. Keylor od samego początku budził moją sympatię, ponieważ uważam, że w futbolu na najwyższym poziomie z każdym dniem coraz rzadziej można spotkać piłkarzy, u których nie można dostrzec choćby grama zepsucia. Mimo wszystko sądzę też, że nawet jeśli Navasa trudno zaliczyć obecnie do światowej czołówki na swojej pozycji, to jednak ma wystarczająco duże umiejętności, by oszczędzić mu ciągłego dawania do zrozumienia, że jest w Madrycie niepotrzebny. Tak to już jednak jest, że porządnemu człowiekowi zazwyczaj o wiele łatwiej wejść na głowę.

Cóż, panie Pérez, jeśli już trener rzeczywiście nie ma nic do powiedzenia w kwestii transferów, to może należałoby jednak podjąć arbitralną decyzję i po prostu ściągnąć napastnika? A Keylorowi dajmy choć na chwilę spokój. Jeśli co i rusz dochodzą do ciebie sygnały, że jesteś zbędny, trudno odciąć się od tego grubą kreską i w pełni skupić na ustabilizowaniu formy.

* * *

Nigdy nie rozumiałem sensu rocznego oceniania i rozliczania drużyn piłkarskich (zawodników w sumie też). Szczególnie wówczas gdy masa ludzi ma problemy z jasnym rozgraniczeniem, czym jest rok, a czym sezon.

Może to moje ograniczone myślenie, ale ja jakoś czasu w piłce nie potrafię liczyć inaczej niż sezonami. Nie chcę wsadzać kija w mrowisko, ale kiedy patrzę na rok 2017 w wykonaniu Realu Madryt dochodzę do wniosku, że mieliśmy fantastyczne pół roku do czerwca, przyjemny sierpień, dwa miesiące bez gry (nie licząc pretemporady) i cztery miesiące totalnej padaki od początku września do końca grudnia.

Mówienie o fantastycznym roku w sytuacji, gdy przez pół roku albo nie gramy, albo udajemy, że gramy jest wygodne, ale mimo wszystko nie do końca zgodne z rzeczywistością. Miniony rok byłby fantastyczny, gdyby Real po spektakularnych sukcesach poszedł za ciosem. A tak wypada mi się cieszyć z – tylko i aż – fantastycznego sezonu 2016/17.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!