Menu
Banan

Na Ptaszkach znów powieje wielką piłką

Zapowiedź meczu Numancia – Real Madryt

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

31 sierpnia 2008 roku, godzina 19:00. Na Estadio Los Pajaritos (z hiszpańskiego „Ptaszki”) po kilku latach przerwy ponownie zawitały rozgrywki Primera División. Kapryśny los chciał, by już na samym starcie na niewielkim stadionie w Sorii można było poczuć, czym jest najwyższa klasa rozgrywkowa w Hiszpanii. Na inaugurację Numancii (tak, Numancia naprawdę nie jest nazwą miasta) przyszło bowiem mierzyć się z Barceloną Pepa Guardioli. Pepa Guardioli, który właśnie debiutował w lidze w roli szkoleniowca Blaugrany (co ciekawe, działo się to zaledwie kilka dni po porażce Dumy Katalonii z... Wisłą Kraków).

12. minuta, Barcelona traci piłkę na połowie przeciwnika, dwa podania, piłka idzie na lewą stronę, dośrodkowanie, nieco za mocne, ale futbolówka jakimś cudem trafia pod nogi Mario Martíneza, a ten nie kombinuje i ładuje z całej siły. Gol. Koniec końców wyszło na to, że zwycięski. Numancia – Barcelona 1:0.


W następnej serii gier Numancia pojechała z kolei na Santiago Bernabéu i... również była blisko sprawienia olbrzymiej sensacji. Spotkanie w Madrycie zakończyło się bowiem wynikiem 4:3 dla Królewskich, a decydującym trafieniem okazał się samobój Domingo Cismy.


Właśnie tak wyglądały ostatnie praktycznie do dziś momenty chwały naszego dzisiejszego rywala, który już na zawsze zostanie zapamiętany właśnie z pokonania Barcelony w pierwszym meczu Guardioli-trenera w Primera División. Jeszcze w tym samym sezonie zespół z Sorii spadł z ligi, a przez następne kilka lat z niesłychaną konsekwencją zajmował miejsca w środku tabeli Segunda División. No może z wyjątkiem poprzedniego sezonu, gdy dwoma punktami uratował się przed spadkiem oraz obecnego, ale o tym za chwilę . Dziś dawnych wspomnień czar na Los Pajaritos po latach powraca – Numancia będzie miała bowiem okazję ugościć na swoim stadionie Real Madryt.

Dla Królewskich dzisiejsza potyczka z pozoru może sprawiać wrażenie jednej z tych, które po prostu trzeba odhaczyć. Ot, przyjechać, chwilę pobiegać, zrobić swoje, wymienić się koszulkami, z chętnymi zrobić sobie zdjęcia i rozjechać się w dobrych nastrojach do domów. Pozory nieraz potrafią być jednak mylące. Jesteśmy bowiem dalecy od odbierania wagi wieczornemu starciu.

Po pierwsze, Real po koszmarnym spotkaniu z Barceloną nie może sobie pozwolić na wpadkę w pierwszym meczu rozgrywanym w nowym roku. Po wtóre nawet jeśli Zinédine Zidane pośle do boju drugi garnitur, raczej nikomu nie trzeba tłumaczyć, że po ostatnim Klasyku dla części zmienników będzie to konfrontacja z gatunku make or break. Po trzecie, Numancia na tym etapie sezonu po ośmiu latach zastoju wydaje się wreszcie wychodzić z głębokiego marazmu – drużyna z Kastylii i Leonu na tę chwilę zajmuje w Segunda División 5. lokatę z punktem straty do lidera i jeśli tak dalej pójdzie, może do samego końca walczyć o bezpośredni awans do elity. Po czwarte zaś, jedną ekipę z Primery na swojej liście ofiar w Pucharze Króla już mają – w minionej rundzie gorsza od Numancii w dwumeczu okazała się Málaga (wygrana 2:1 u siebie i remis 1:1 na wyjeździe).

Nasi przeciwnicy mają zresztą w swoich szeregach paru grajków z doświadczeniem na najwyższym poziomie. Najwięcej widział z całą pewnością Manu del Moral, który w La Lidze wykręcił 272 mecze, zdobywając w nich 53 bramki. W ramach ciekawostki warto też dodać, że w kadrze Numancii znajduje się (z naciskiem na znajduje się) 36-letni Julio Álvarez, który lata temu grywał w rezerwach Realu Madryt. Swoje 94 spotkania okraszone 14 trafieniami uzbierał jednak z dala od Santiago Bernabéu.

Puchar Króla bez cienia wątpliwości pozostaje jedną z zadr w sercu Zinédine'a Zidane'a. Francuz nie zdołał sięgnąć po to trofeum ani jako zawodnik, ani jako trener. Nie potrafilibyśmy więc uwierzyć – tym bardziej, gdy sytuacja w lidze wygląda tak jak wygląda – że Zizou ma zamiar w jakikolwiek sposób odpuszczać, nawet jeśli po raz kolejny jego podopiecznym przyjdzie się zmierzyć z zespołem z niższej ligi.

Tak więc, życzymy sobie i wam tego, by dziś wyglądało to nieco mniej mozolnie niż w dwumeczu z Fuenlabradą oraz tego, by zmiennicy pokazali, że po blamażu w El Clásico rzeczywiście będą wylewać z siebie siódme poty, by szturmem przebić się do pierwszego składu.

Początek meczu o 21:00. Transmisję przeprowadzi CANAL+Sport 2.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!