Menu
Klatus / Chiringuito, twitter.com, as.com, marca.com

Borbalán znów wypaczył wynik meczu

Kolejne fatalne zawody Andaluzyjczyka

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

David Fernández Borbalán po raz enty udowodnił, że jest jednym z najgorszy sędziów w La Lidze i powinien poważnie zastanowić się nad przejściem na emeryturę. Andaluzyjczyk ma za sobą kolejne już fatalne zawody, podczas których popełnił multum większych i mniejszych błędów, a co gorsza wypaczył wynik meczu. Niestety, znów najbardziej pokrzywdzony jest w tym wszystkim Real Madryt, podobnie jak miało to miejsce w meczu z Valencią, który sędziował… także Borbalán.

Od początku spotkania piłkarze Atleti pozwalali sobie na ostrą grę. Faulowali Thomas czy Koke, ale Borbalán nie decydował się na indywidualne kary. Gorąco zrobiło się w 18. minucie, gdy Karim Benzema padł na murawę, a już po gwizdku arbitra Ángel Correa z dużym impetem kopnął piłkę, która trafiła w głowę napastnika Realu. Trudno przypuszczać, żeby było to przypadkowe zagranie ze strony Argentyńczyka, który nie obejrzał za nie nawet żółtej kartki.

W 20. minucie pierwsze kartkowe upomnienie otrzymał za to… piłkarz Realu Madryt. Dani Carvajal wszedł nakładką w Lucasa Hernándeza i faktycznie należał mu się za to kartonik. Wszyscy eksperci stwierdzili jednak zgodnie, że brat Theo dołożył w tej sytuacji bardzo wiele od siebie, bo prawy obrońca na dobrą sprawę jedynie ledwo go musnął. Kilka minut później znów w negatywny sposób pokazał się Correa, który popchnął Marcelo i ponownie nie otrzymał żadnego upomnienia.

Po 35 minutach Atlético powinno grać już w dziesiątkę. Ale nie grało. Stefan Savić wszedł wyprostowaną nogą w okolice łydki Toniego Kroosa i tylko cud sprawił, że Niemiec nie nabawił się w tej sytuacji kontuzji. Książkowy przykład czerwonej kartki. Mimo tego Borbalán uznał, że pokaże Czarnogórcowi jedynie żółty kartonik. Minutę później arbiter znów się nie popisał. Casemiro dośrodkowywał w pole karne, piłkę głową uderzył Sergio Ramos, a dosłownie po ułamku sekundy został kopnięty w twarz przez Lucasa. Kapitan Realu momentalnie padł na murawie i zalał się krwią, doznając przy tym złamania przegrody nosowej. Borbalán nie dopatrzył się tam faulu, choć piłkarzowi Atleti należała się żółta kartka, a Królewskim rzut karny. W kolejnych minutach mogliśmy oglądać następne „popisy” Borbalána, gdy znów faule popełniali gospodarze, w tym przede wszystkim Lucas, ale w pierwszą połowę z upomnieniami kończyli jedynie Carvajal i Savić.

Druga odsłona meczu wyglądała niemal identycznie. Borbalán myli się średnio co kilkanaście sekund, a najlepszym przykładem na jego fatalną dyspozycję była sytuacja, w której odgwizdał faul Isco na Saúlu, mimo że gracz Realu nawet nie dotknął pomocnika Atleti. W 59. minucie po dośrodkowaniu Marcelo piłkę ręką zagrał w polu karnym Juanfran. Gwizdek Borbalána milczał. Zdania dziennikarzy były podzielone i my przychylamy się do opinii, że w tej sytuacji sędzia podjął mimo wszystko dobrą decyzję, choć Juanfran miał rękę uniesioną wysoko w powietrzu i tym samym uniemożliwił Marcelo dokładną centrę. Więcej było w tym jednak przypadku, niż zamierzonego działania.

Na kolejne kontrowersyjne sytuacje trzeba było poczekać do końcówki meczu. Tym razem Diego Godín dotknął piłki ręką w polu karnym, gdy blokował strzał Cristiano Ronaldo. Powtórki telewizyjne pokazały, że nie była to ręka nabita, lecz ruch Urugwajczyka, którego intencją było zatrzymanie uderzenia właśnie tą częścią ciała. Los Blancos należał się kolejny rzut karny. Kilka sekund później znów byliśmy świadkami powtórki z rozrywki. Casemiro próbował przyjąć piłkę na klatkę piersiową w polu karnym, ale nie mógł tego zrobić, bo Juanfran wyskoczył do futbolówki razem z nim i ponownie zagrał ją ręką. Można tu dywagować, czy było to przypadek, czy może zamierzone zagranie. Trudno wydać jednoznaczny osąd. Pod koniec spotkania miała miejsce jeszcze jedna wątpliwa sytuacja, gdy Fernando Torres powalił w polu karnym Nacho i nawet nie pozwolił mu wyskoczyć do piłki przy dośrodkowaniu, ale na upartego można by tu stwierdzić, że była to walka, jakich wiele przy rzutach rożnych.

Oczywiście można dyskutować, ile z tych rzutów karnych faktycznie należało się Królewskim, bo każdą sytuację można zinterpretować dwojako. W Hiszpanii niektórzy stwierdzili nawet, że to Ramos faulował Lucasa w sytuacji, gdy ten złamał mu nos, co brzmi wręcz kuriozalnie. Pewne jest za to, że Borbalán potwierdził, iż jest po prostu fatalnym arbitrem i nie powinien prowadzić spotkań na takim poziomie. Królewscy kolejny raz ucierpieli przez Andaluzyjczyka, który w tym sezonie nie podyktował już im kilku jedenastek, choć przyczyn wczorajszego remisu nie można dopatrywać się jedynie w dyspozycji sędziego.

Po derbach dyskutowano również w RealMadrid TV i przedstawiono filmik, który pokazuje wszystkie rzuty karne, które należały się Los Blancos w tym sezonie. Klub wyliczył, że było ich aż… 14 w raptem 12 kolejkach! Wypada jednak zachować obiektywizm i przyznać, że niektóre z pokazanych sytuacji są dość wątpliwe, ale w większości z nich faktycznie należały się jedenastki. Tymczasem rzeczywistość wygląda tak, że w tym sezonie nie podyktowano jeszcze ani jednego karnego dla Realu. Co więcej, ostatni raz Królewscy mogli uderzać piłkę z tego stałego fragmentu w kwietniu, gdy Diego Alves obronił strzał Cristiano Ronaldo w spotkaniu z Valencią.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!