Menu
Klatus

Zabrakło magii Dončicia

Pierwsza porażka w Eurolidze

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Zwycięska passa Realu Madryt dobiegła dziś końca. Królewscy przegrali na własnym parkiecie z Chimiki Moskwa 80–86. Rosjanie prowadzili niemal przez cały mecz i byli dziś po prostu lepszym zespołem, który popełnił mniej błędów – nie tracili aż tylu piłek, wygrywali walkę na tablicach i przede wszystkim byli lepiej dysponowani rzutowo. Podopieczni Pablo Laso wygrali tylko ostatnią kwartę, a to zdecydowanie za mało, by pokonać zespół, na którego budowę wydano ponad 40 milionów euro.

Już pierwsza kwarta pokazała, że Real będzie cierpiał pod koszem. Atletycznie zbudowani Anthony Gill, James Anderson czy Thomas Robinson bez problemu radzili sobie na atakowanej tablicy z Gustavo Ayónem. Rosjanie szybko objęli prowadzenie 13–7, ale Królewscy zdołali odpowiedzieć i doprowadzić do remisu 15–15, a wszystko za sprawą dobrej gry Luki Dončicia, Fabiena Causeura i Ayóna, który rehabilitował się w ataku, a także wejścia Felipe Reyesa, który wspomógł zespół w defensywie. Fatalnie spisywał się za to Dino Radončić, który szybko usiadł na ławce i nie wstał z niej już do końca meczu. Pierwsze 10 minut spotkania zakończyło się wynikiem 23–25

Real dobrze rozpoczął drugą kwartę po akcji 2+1 Reyesa, ale po chwili Chimki pokazało, że potrafi grać nie tylko pod koszem, ale także na obwodzie. Królewscy nie trafiali za to nawet z czystych pozycji i po kilku minutach Rosjanie prowadzili już dwunastoma punktami. Los Blancos zaczęli w końcu zbierać więcej piłek i lepiej bronić. Ze stanu 28–40 doprowadzili do wyniku 37–40. Spora w tym zasługa Dončicia, który na kilkanaście sekund przed końcem połowy miał już na swoim koncie 12 punktów i wszystko wskazywało na to, że znów może być to noc młodego Słoweńca. W końcówce obudził się jednak Aleksiej Szwied i druga kwarta zakończyła się sześciopunktowym prowadzeniem gości. Warto odnotować, że Królewscy przez dwadzieścia minut trafili tylko dwa rzuty za trzy i ich skuteczność zza linii 6,75 metra wynosiła raptem 15,4%.

Trzecią kwartę świetnie rozpoczęli podopieczni Pablo Laso i wydawało się, że odzyskują kontrolę nad meczem, ponieważ po serii przechwytów i dobrej gry w obronie wyszli nawet na prowadzenie 48–47. Radość nie potrwała jednak zbyt długo, bo za chwilę to Rosjanie rzucili dziewięć punktów z rzędu i szybko odzyskali wyraźną przewagę. Królewscy mieli problemy z wejściami pod kosz, a sporo strat notował Dončić, który wyraźnie przygasł i nie trafił ani jednego rzutu w trzeciej odsłonie, która zakończyła się wynikiem 59–66.

Ostatnia kwarta zaczęła się niemal identycznie co ta trzecia. Los Blancos zaczęli w końcu trafiać „trójki”, dobrze pod koszem spisywał się Reyes i gospodarze znów wyszli na jednopunktowe prowadzenie. Niestety scenariusz był dokładnie taki sam, jak dziesięć minut wcześniej. Królewscy gubili piłkę za piłką i stracili dziesięć punktów z rzędu. Real zerwał się do ataku dopiero w końcówce, bronił na całym boisku i na 48 sekund przed końcem przegrywał już tylko dwoma punktami. Królewscy mogli nawet wyjść na prowadzenie. Campazzo zwiódł całą obronę i podał do Dončicia, ale ten przestrzelił z czystej pozycji i ze wściekłości niemal rozerwał koszulkę. Rosjanie wykorzystali to bezlitośnie i na samym finiszu podwyższyli prowadzenie do sześciu punktów. Ostateczny wynik brzmiał 80–86.

Wyraźnie zabrakło dziś magii Dončicia, który przyzwyczaił nas do zdobywania ponad dwudziestu punktów na mecz, a tym razem zakończył spotkanie z 12 oczkami i nie trafił żadnego z rzutów w drugiej odsłonie meczu. Na usprawiedliwienie Słoweńca można napisać, że w tym tygodniu nie trenował z zespołem, gdyż zmagał się z grypą. Sobą nie był też Facundo Campazzo, który brylował w ostatnich spotkaniach, ale też przegapił kilka ostatnich zajęć, bo narzekał na ból nogi. Daleki od optymalnej dyspozycji był także Anthony Randolph, ale dla niego był to z kolei dopiero pierwszy mecz po kontuzji barku. Królewscy będą mieli okazję do rehabilitacji już w sobotę, gdy zmierzą się w wyjazdowym meczu Ligi ACB z Tenerfie.

80 – Real Madryt (23+16+20+21): Causeur (10), Randolph (6), Rudy (4), Radončić (2), Dončić (12), Mačiulis (8), Reyes (6), Campazzo (9), Ayón (10), Carroll (3), Taylor (10).

86 – Chimki Moskwa (25+20+21+20): Robinson (6), Szwied (20), Witalisjew (2), Zajcew (0), Marković (9), Gill (12), Todorović (0), Zubkow (2), Anderson (16), Jenkins (8), Thomas (11).

Statystyki | Tabela

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!