Menu
Klatus / wSQN.pl

Ferguson chciał, by Cristiano Ronaldo trafił do Barcelony

Kulisy transferu Portugalczyka do Realu

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Historia ściągnięcia Cristiano Ronaldo do Realu Madryt mogłoby z powodzeniem stać się scenariuszem hollywoodzkiego filmu. Mamy tu sprytne zagrania, nieoczywistą strategię, polityczne przepychanki i wystawioną na próbę przyjaźń. Transferowe negocjacje pomiędzy zawodnikiem a zarządem Królewskich były bardzo długie i wyboiste. A podchody zaczęły się jeszcze zanim Portugalczyk trafił do Manchesteru United. Guillem Balagué w książce „Cristiano Ronaldo. Biografia”, która 23 listopada ukaże się w Polsce, zdradza kulisy operacji pod tytułem „CR7 w Realu Madryt”.

– Kiedyś będę tam grał – powiedział 16-letni Cristiano do znajomych, z którymi oglądał mecz Realu Madryt. Było to jeszcze zanim trafił do Sportingu. Królewscy wyrazili zainteresowanie pozyskaniem młodego Portugalczyka już rok później. Ustąpili jednak Fergusonowi, wiedząc, jak bardzo zależy mu na ściągnięciu Ronaldo do Manchesteru.

„Musimy go ściągnąć do Realu”
Jest 2005 rok. Jorge Mendes, agent CR7, dzwoni do José Ángela Sáncheza, dyrektora generalnego Realu Madryt. W trakcie rozmowy z ust przedstawiciela „Królewskich” pada pytanie: „Kiedy ściągniemy do nas Cristiano?”. Mendes nie jest przekonany do przeprowadzki, gdyż twierdzi, że Cristiano dopiero zaczyna rozwijać się w Manchesterze. „W porządku, ale kiedyś musimy go ściągnąć do Realu” – powiedział Sánchez. Guillem Balagué komentuje: „Takie rozmowy prowadzi się bardzo często i stanowią one coś w rodzaju dorozumianej wstępnej deklaracji. José Ángel, człowiek wiecznie uśmiechnięty i czarujący, jak gdyby nigdy nie zajmował się interesami, właśnie otworzył linię komunikacji. Od tego momentu niemal w każdej rozmowie z Mendesem pojawiał się temat Cristiano. Stwierdzenie «kiedyś musimy go ściągnąć do Realu» stanowiło przepustkę do przyszłych negocjacji”.

Ach, polityka
Jest 2006 rok. Florentino Pérez, prezes Realu Madryt, rezygnuje ze stanowiska. Twierdzi, że ma dość kaprysów piłkarzy. Jego posadę obejmuje dotychczasowy dyrektor klubu, Fernando Martín. Nie wszystkim podoba się ta decyzja, szczególnie Ramónowi Calderónowi, jednemu z członków zarządu klubu. Calderón walczy o rozpisanie nowych wyborów, które następnie wygrywa. Niestety, jego drogi z innym ważnym człowiekiem w klubie – Sánchezem (tym od deklaracji o pozyskaniu Ronaldo) szybko się rozchodzą. Równie szybko rozchodzą się także plotki o tym, że Florentino Pérez chce odzyskać stanowisko, z którego wcześniej zrezygnował. Calderónowi pali się grunt pod nogami, więc szuka rozwiązania, które przyniesie mu sympatię. Musi ściągnąć do klubu jakąś gwiazdę.

Manchester mówi pas
Jest 2007 rok. Calderón i Sánchez zaczynają znowu rozmawiać. Łączy ich wspólny cel – pozyskanie Cristiano. Manchester nie chce jednak nawet słyszeć o propozycjach. „Cristiano Ronaldo nie jest na sprzedaż” – twierdzą stanowczo. Jednak sam zainteresowany chciałby zostać sprzedany. Na Wyspach nie zdobył jeszcze wszystkiego, ale gotów jest opuścić ligę angielską. Na transakcji zależy również jego agentowi – Mendesowi. Wymyślają więc proceder, który zacznie ich przybliżać do tego transferu. „Strategia ustalona przez Mendesa i Cristiano, a zasugerowana na najwyższych szczeblach na Santiago Bernabéu, opierała się na publicznych deklaracjach piłkarza, który wyrażał chęć gry w Realu. Świadomi faktu istnienia w kontrakcie klauzuli odstępnego, włodarze Realu i sam zawodnik uznali, że najlepiej będzie po prostu konsekwentnie wywierać presję na Anglików” – czytamy w książce Guillema Balagué.

Odtąd wielokrotnie możemy usłyszeć, jak Ronaldo zwierza się dziennikarzom, że chciałby kiedyś zagrać w Hiszpanii. Wtóruje mu Calderón, który w publicznych wypowiedziach zaznacza, że zamierza pozyskać Cristiano. Oliwy do ognia dolewa matka CR7, która w wywiadzie dla gazety AS mówi: „Nie lubię angielskich klubów. […] Przed śmiercią chciałabym zobaczyć syna w składzie Realu Madryt”. Artykuł opatrzony jest jej zdjęciem obok piłkarza Królewskich, któremu komputerowo nałożono twarz Ronaldo. Działaczom Manchesteru ciśnienie podnosi się z każdą taką wypowiedzią.

Ferguson chciał, by CR7 trafił do Barcelony
Jest 2008 rok. „Od początku było jasne, że stosowana przez Ronaldo strategia wywierania presji oraz niemal wojskowa postawa Fergusona poważnie zaszkodziły ich wzajemnym relacjom i teraz należało podjąć próbę wypracowania porozumienia” – czytamy w biografii Cristiano Ronaldo. Ferguson, tuż po zakończeniu sezonu 2007/08, jedzie do Portugalii, aby załagodzić stosunki i namówić młodą gwiazdę do pozostania w Manchesterze. Zagrania Calderóna tak zdenerwowały trenera Czerwonych Diabłów, że bierze on pod uwagę także opcje awaryjne. „W minionych tygodniach Ferguson nakreślił iście machiaweliczny plan. Przygotował się na ewentualność, że nie uda mu się przekonać portugalskiego piłkarza do pozostania. Skontaktował się z Barceloną, by zadbać o to, żeby to ten klub był następnym przystankiem w karierze Ronaldo. Wszędzie byle nie do Realu Madryt” – pisze Balagué. W rozmowie uczestniczy Mendes. Boi się, że jeśli transfer do Królewskich nie dojdzie do skutku, Ronaldo zrezygnuje z jego usług. Ostatecznie zawarte zostaje dżentelmeńskie porozumienie. Cristiano zostaje na rok w Manchesterze. Po kolejnym sezonie może odejść gdzie chce.

Umowa przedwstępna
Guillem Balagué twierdzi, że jeszcze w 2008 r., kiedy nadal obowiązywał kontrakt Portugalczyka z Manchesterem United, sporządzono umowę przedwstępną łączącą Cristiano Ronaldo z Królewskimi. „W tym dokumencie Real Madryt zobowiązywał się do podpisania kontraktu z piłkarzem. Gdyby transfer nie doszedł do skutku z uwagi na zerwanie porozumienia przez którąś ze stron, ta strona miała wypłacić 30 milionów euro tytułem odszkodowania”. W tym samym czasie Cristiano podpisuje z Manchesterem porozumienie, że po sezonie 2008/09 może odejść do klubu, który zapłaci za niego 80 milionów funtów. Real nie jest stroną tej umowy, ale w swojej umowie z Portugalczykiem zaznacza, że zapłaci za niego właśnie owe 80 milionów.

Treść umowy przedwstępnej nigdy nie miała zostać upubliczniona. Informacji o podpisaniu tego dokumentu nie udało się jednak utrzymać w tajemnicy. Autor książki był jedną z niewielu osób, która na własne oczy widziała umowę: „Miałem okazję zobaczyć egzemplarz dokumentu, który wydawał się tą umową przedwstępną. Był przechowywany w szufladzie masywnego biurka wykonanego z drewna orzecha włoskiego, wykończonego skórą w kolorze butelkowej zieleni. Osoba, która mi go pokazała, wydobyła kluczyk do szuflady z kieszeni spodni. W tym czasie siedziałem na sofie, twarzą do jedynego okna w gabinecie”. 12 stycznia 2009 roku Guillem Balague ogłasza, że Cristiano Ronaldo i Real Madryt są dogadani na 100 procent. Nie podaje jednak informacji o podpisanym pomiędzy stronami tajnym dokumencie. Nagle żaden z jego informatorów nie chce jednak potwierdzić newsa. "Nie miałem innego wyboru, jak położyć uszy po sobie i cierpliwie czekać, aż kluby oficjalnie potwierdzą transfer. Na razie jednak Manchester United wszystkiemu zaprzeczał”.
Wojna o stołek

Jest 2009 rok. Ogłoszenie informacji o transferze Portugalczyka do „Królewskich” jest nie na rękę Florentino Pérezowi. „Rozpoczęła się zakulisowa gra obliczona na zmuszenie Calderóna do rozpisania przedterminowych wyborów. To Pérez chciał być człowiekiem, który pokaże światu Cristiano Ronaldo w białym stroju Realu Madryt” – twierdzi Guillem Balagué. Pérez wie, że jego marsz po prezydenturę w Realu musi nabrać tempa. Calderón natomiast mierzy się z oskarżeniami wymierzanymi w jego osobę. Zarzuca się mu korupcję i oszustwa. Prezes Królewskich publicznie mówi o działaniach podejmowanych za jego plecami, które mają na celu pozbawienie go władzy. W końcu Calderón ulega naciskom i 16 stycznia 2009 r. podaje się do dymisji. Jego obowiązki tymczasowo przejmuje Vicento Boluda.

W międzyczasie mają miejsce dwie sytuacje, które niemal niweczą cały trud ściągnięcia CR7 do Realu. Najpierw do mediów wycieka informacja o umowie przedwstępnej Cristiano z „Królewskimi”, a także zgoda „Czerwonych Diabłów” na jego odejście po sezonie. Następnie sami przedstawiciele madryckiego klubu zaczynają podawać w wątpliwość konieczność ściągnięcia Portugalczyka do swojego zespołu.

18 marca Eduardo Fernández de Blas, prezydent grupy lobbingowej Ética Madridista, przemawia podczas konferencji Ferrándiz-AS Forum. Podczas swojej mowy zarzuca Realowi Madryt, że zbyt mało Hiszpanów gra w tym zespole. Krytykuje działaczy, że chcą wydać ogromną kwotę na Ronaldo, zamiast sprowadzić np. dwóch rodaków za tę cenę. Ówczesnego prezesa Realu – Boludę, oskarża o trwonienie pieniędzy klubu.

Sytuacja ta naraża reputację Bouldy. Prezes Realu zaczyna więc szukać rozwiązania, które, jak twierdzi, oczyściłoby jego imię. Postanawia zerwać umowę z Ronaldo. Wiedząc, że w takiej sytuacji będzie musiał zapłacić Ronaldo 30 mln funtów, stawia wszystko na jedną kartę i dzwoni do Mendesa. Agent Ronaldo o dziwo przystaje na rozwiązanie umowy bez żadnych kosztów po stronie Realu. W Madrycie nie mogą w to uwierzyć.

Leo Messi w szatni z Cristiano Ronaldo?
Zarządcy Realu szukają powodu, dla którego Mendes miałby się zgodzić na tak niekorzystne dla nich rozwiązanie umowy. Odpowiedź jest prosta: Ronaldo dostał dwie oferty, które przewyższały propozycje madryckiego klubu – od Manchesteru City i FC Barcelony. Pierwszy klub miał ponoć oferować za Portugalczyka nawet 150 milionów euro, drugi – 105 milionów.

„Leo Messi, który miał wtedy 21 lat i od dwóch sezonów grał pod wodzą Pepa Guardioli, mógł dzielić szatnię z Cristiano Ronaldo” – pisze Balagué. A w Madrycie bardzo obawiali się takiego rozwiązania. „«Jeśli kupi go Barça, nie wygramy nic przez najbliższe dziesięć lat», miał powiedzieć któryś z członków zarządu”, czytamy w „Cristiano Ronaldo. Biografia”.

Władze Realu szybko obliczają zyski i straty. Sánchez wraz z zarządem chce przekonać prezesa, żeby ten jednak przystał na transfer Portugalczyka. „Boluda podkreślał, że nie zamierza być «dupkiem», który tak wielkim wydatkiem naraża sytuację finansową klubu” – czytamy w biografii Ronaldo. Sánchez przekonuje jednak Bouldę, by ten skontaktował się z Pérezem – człowiekiem, który teoretycznie nie ma żadnych wpływów w Realu. Ostatecznie to Florentino Perez, osoba spoza klubu, decyduje o transferze Cristiano Ronaldo do Królewskich.

„Przybył mesjasz”
Florentino Pérez został zaprzysiężony na prezesa Realu w czerwcu 2009 r. Za transfer Cristiano Ronaldo do Realu zapłacił 80 milionów funtów gotówką. „Potwierdzenie finalizacji transferu Portugalczyk otrzymał telefonicznie od Mendesa, o drugiej w nocy czasu lokalnego. Został niniejszym zawodnikiem Realu Madryt i jednym z najlepiej opłacanych piłkarzy na świecie. W jego kontrakcie pojawiła się też rekordowa kwota odstępnego: 1 miliard euro” – informuje Guillem Balagué. Ronaldo został oficjalnie zaprezentowany w Realu 6 lipca 2009 r. Na Santiago Bernabeu przyszło 80 tysięcy osób. Absolutny rekord, jeśli chodzi o prezentację piłkarza. „Przybył mesjasz” – kwituje całą historię w swojej książce Guillem Balagué.


***

Przypominamy, że trwa przedsprzedaż książki „Cristiano Ronaldo. Biografia” pod patronatem RealMadryt.pl. Zamawiając na LaBotiga.pl:
– z kodem rabatowym REALRONALDO oszczędzasz prawie 12 zł! (nie obowiązuje na pakiety)
– wysyłka najwcześniej – już od 2 listopada – na długo przed premierą!
Książki szukaj także na empik.com, a od 23 listopada w salonach Empik w całej Polsce.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!