REKLAMA
REKLAMA

Pozycyjne przestępstwo

MARCA ocenia wczorajszy mecz
REKLAMA
REKLAMA

Autorem poniższej analizy w całości jest Enrique Ortego z dziennika MARCA.

Zidane wystawił ekipę z czterema napastnikami, żeby rozstrzelać Legię i spróbować zbliżyć się do wyniku Borussii z tego stadionu. Ostatecznie Real zremisował w ostatniej chwili, a mógł nawet przegrać. Ani szybki gol Bale'a, ani dobicie Benzemy nie pozwoliło Królewskim uporządkować gry ani zorganizować się tak, by wykorzystać tę przewagę.

Widoczny brak równowagi
Z taktycznego punktu widzenia Real zaprezentował trzy różne ustawienia. Zaczął w teoretycznym 4-2-4 z tylko dwoma pomocnikami, Kroosem i Kovačiciem, chociaż przy rozgrywaniu zespół przechodził na 2-4-4. Carvajal i chaotyczny Coentrão przechodzili do środka pola, by starać się wyrównać widoczną przewagę liczebną rywala i nierównowagę pozycyjną, bo Legia w drugiej linii miała pięciu graczy.

Przy 2:2 i otwartym spotkaniu Zidane wykonał pierwszy ruch. Zszedł Benzema, a Lucas wszedł na prawą flankę. Bale przeszedł na lewą stronę. Zniknęła jednak pozycja mediapunty, gdzie do tamtego momentu Francuz radził sobie dobrze. Prawdopodobnie w tej ofensywie to on najlepiej zinterpretował swoją rolę, łącząc linie, organizując grę wielu kolegom w ataku i uwalniając środkową strefę, gdzie było zbyt wielu zawodników.

Karim wykonywał więcej pracy jako łącznik niż napastnik, ale nikt inny nie miał tak jasnego zamysłu na swoją grę. Ani Cristiano, ani Morata, ani nawet Bale, który z upływem czasu był coraz gorszy, chociaż ciągle widoczny.

Strata gola na 2:3 wywołała zamęt. Real przeszedł na trójkę obrońców, chociaż tak naprawdę grał dwójką, bo Carvajal był raczej atakującym na swoim skrzydle. Asensio ustawił się za dwoma napastnikami. To był absolutny galimatias.

Ostatnie aktualności

Dzisiejszy trening

Zajęcia dla graczy, którzy nie polecieli do Warszawy

6
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (57)

REKLAMA