Autorem poniższego tekstu jest Alfredo Relańo, redaktor naczelny dziennika AS.
Zidane zabawił się w politykę i zapłacił za to. Wystawił Moratę, który na to zasłużył i czego domagali się kibice, ale nie rozbił nietykalnego BBC. Postawił na ustawienie z czterema napastnikami, dwoma pomocnikami i czterema obrońcami, tak się grało w latach sześćdziesiątych. Oczywiście wierzył w przewagę umiejętności piłkarzy Realu Madryt nad graczami Legii, którzy byli gromieni na Bernabéu i na własnym boisku w starciu z Borussią Dortmund. Na początku wydawało się, że to zadziała, nie tylko przez cudowną bramkę Bale’a na starcie. Morata i Bale cofali się po piłkę, a Benzema poruszał się samotnie z przodu. Mimo przeciętnego wieczoru Cristiano, Real Madryt łatwo wyszedł na prowadzenie 2:0.
Jednak piłka nożna jest czasami absurdalna. Mając prowadzenie, Real Madryt oddał przewagę i stracił kontrolę nad meczem. Legia urosła w oczach, po odkryciu, że może przebiec pół boiska, nie napotykając na żadne przeszkody. Szybko zaczęła w ten sposób tworzyć okazje. I tak zaczęły padać bramki, które zmieniły losy meczu. Zidane zareagował najpierw rozsądnie (Lucas Vázquez za Benzemę), a później nerwowo, zdejmując obrońcę przy wyniku 2:2, tak jakby dzisiaj rozstrzygały się losy dwumeczu. Wtedy, z rozsypaną obroną, przyszedł gol na 3:2.
Wszystko nie skończyło się katastrofą przez gol Kovačicia (który rozegrał znakomity mecz), a mogło się nawet zakończyć lepiej, gdyby potężny strzał Lucasa Vázqueza wpadł do bramki, zamiast wylądować na poprzeczce. Remis nie jest katastrofą dla układu tabeli, ale odczucie braku kontroli Zidane’a trudno będzie wymazać z pamięci. Wczorajszego wieczoru pojawiła się plama na jego prestiżu. Zaczął mecz z Benzemą i Moratą razem, a zakończył bez żadnego z nich, za to z Mariano na murawie. Konsekwencją był chaotyczny remis.
Relańo: Zidane zareagował nerwowo przy wyniku 2:2
Przemyślenia redaktora naczelnego Asa po meczu
REKLAMA
Komentarze (10)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się