Menu
Paczi / RealMadryt.pl

RealMadryt.pl w Madrycie: Bernabéu znów upokorzone w derbach

Nasze wrażenia po derbach Madrytu

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Wtorkowe popołudnie było w Madrycie naprawdę ciepłe. Przechadzałem się po parku Quinta de los Molinos – doskonałe miejsce na odpoczynek, bardzo ładne i jednocześnie nie tak popularne jak Retiro czy Casa del Campo. Moją uwagę przykuła para starszych Hiszpanów siedząca na ławce. Ubrani elegancko – pani w jasnej spódnicy, a pan w grafitowej, wieloletniej już marynarce. Ale mój wzrok w jego ubiorze przykuwa co innego – biało-czerwony krawat z małymi herbami Atlético Madryt. Starszy pan miał go już pod szyją zapewne wiele razy – być może na meczach, być może w młodości na spotkaniach z kobietą, która siedzi teraz obok niego. Stał się częścią jego codziennego stroju, tak jak Atlético stało się częścią jego życia. Być może tak ubrany pojawi się w sobotę na Santiago Bernabéu.

Atmosferę derbów Madrytu na kilka dni przed meczem było czuć jedynie w telewizji. Stacja, która w Hiszpanii będzie transmitować to spotkanie, co dzień wypuszcza spoty reklamujące mecz. Kibiców na ulicach jeszcze nie widać, na razie siedzą przed odbiornikami albo szykują się na wylot do Madrytu. W poniedziałek centrum opanowali koszykarze Realu Madryt, którzy razem z kibicami na Puerta del Sol cieszyli się z trzeciego z rzędu Pucharu Króla. We wtorek, kilkadziesiąt metrów dalej, na placu Callao tłumy zgromadziło spotkanie wokół popularnego serialu o zombie. Ludzie szaleli, robili zdjęcia z aktorami, a ja tylko próbowałem przedostać się przez to piekło, w które trafiłem przez przypadek. Na ulicach Madrytu nie widać zbliżających się derbów. Jedynie naklejki na oficjalnych sklepach Królewskich w centrum zachęcają do loterii – po zakupie można było wziąć udział w losowaniu, którego nagrodą była podwójna wejściówka VIP na sobotni mecz. Zachęcające, bo biletów na Bernabéu nie ma już od kilku dni.

Derby Madrytu zawsze budziły u madrileńos duże emocje. Szczególnie ostatnio, gdy pod wodzą Simeone Atlético wreszcie potrafiło postawić się bogatszemu wrogowi. Ale teraz wszystko trochę przycichło. Od piątego stycznia atmosfera wokół Realu Madryt była naprawdę gorąca. Kibice i dziennikarze byli zapatrzeni w Zidane’a. Jego postać otoczono ogromnym kultem. Francuz był uwielbiany, wywyższany przez media. Od momentu objęcia Realu do meczu z Atlético było jeszcze mnóstwo czasu. Królewscy mieli do derbów podchodzić nie tyle walcząc o ligę, co będąc już na pozycji lidera. Nastrojów nie ostudziły słabe mecze z Betisem i Granadą. W Madrycie nikt nie dostrzegał, że w grze zespołu Zidane’a nie ma żadnych zmian w porównaniu z drużyną prowadzoną przez Beníteza. Zauroczenie trwało aż do remisu z Málagą. Dziewięć punktów straty do Barcelony sprawia, że derby Madrytu nie będą miały takiego prestiżu, jaki mieć powinny. Kogo właściwie będzie obchodził ich wynik, skoro liga i tak już jest przegrana dla obu zespołów? Potrafi to przyznać Filipe Luís, ale piłkarze Realu idą w zaparte, co chyba jeszcze bardziej złości kibiców.

Na piątkowym treningu nie ma Marcelo, Zidane woli nie ryzykować i nie wystawi go w sobotę. Przekonuje, że cały czas wierzą w mistrzostwo, ale derby będą tylko kolejnym meczem. Normalne spotkanie o 3 punkty, jak co tydzień. Z jego twarzy nie znika uśmiech, chociaż sytuacja w lidze jest już naprawdę trudna. Sala konferencyjna nie jest pełna, tak jak przed meczem z Barceloną. Wszystko wskazuje na to, że sobotni mecz rzeczywiście będzie jedynie zwykłym spotkaniem.

Być może dla Zidane’a i piłkarzy to rzeczywiście tylko mecz o punkty. Ale nie dla kibiców. Oni już wiedzą, że w maju na Cibeles udadzą się co najwyżej na pocztę albo zatrzymają się na placu na chwilę w drodze do Retiro. Dla nich liczy się tylko honor. Na ich stadion przyjeżdża zespół, który niegdyś nie potrafił tu wygrać kilkanaście lat. Ale te czasy to już przeszłość. Atlético zabrało Królewskim jedną ligę, Puchar Króla i omal nie pozbawiło ich marzeń o La Décimie. W zeszłym sezonie ograło Real 4:0, a dwa ostatnie ligowe pojedynki na Santiago Bernabéu kończyło jako zwycięzca. Co prawda Realowi udało się przejść odwiecznego rywala w ćwierćfinale ubiegłorocznej Ligi Mistrzów, ale ten stadion nie zniósłby już kolejnej porażki, kolejnego upokorzenia. Oglądanie przegranych czy remisów w telewizji to co innego. W domu można w każdej chwili wyłączyć telewizor. Na Bernabéu mecz trwa dłużej. Tu po ostatnim gwizdku słabego meczu wracasz do domu z tysiącami równie smutnych jak ty kibiców. Tu denerwują cię jeszcze weseli kibice rywali. W sobotę nie było mowy o upokorzeniu, kibice żądali zwycięstwa.

Fot. RealMadryt.pl

Białe chusteczki kibiców dla Królewskich. Nie tak to miało wyglądać.

Nadzieje związane z tym meczem było widać na stadionie. Piekielnie wygwizdana cała drużyna Atléti, na czele ze znienawidzonym tu Simeone. Gwizdy i okrzyki niezadowolenia wzbudzał przez cały mecz równie znienawidzony Clos Gómez. Na dodatek fani wiedzieli, że Atlético też jest bez formy, oczekiwali jedynie świetnej gry i zwycięstwa swojego zespołu. Ale piłkarze im tego nie dawali. Pierwsza połowa była nudna, Bernabéu częściej podnosiło się po decyzjach arbitra niż po akcjach Królewskich. Doszło nawet do tego, że kibice musieli wziąć sprawy w swoje ręce (nogi) i… sami strzelić gola. W przerwie meczu, w konkursie rzutów karnych wzięło udział pięciu fanów. Bronił bramkarz Juvenilu C, Adrián Fernández.

Z czasem piłkarze coraz bardziej irytowali kibiców. Bernabéu nie mogło już patrzeć na ociężałego Jamesa, który nie był w stanie nawet zerwać się do sprintu (porównajcie sobie jego sytuację z drugiej połowy po odbiorze Mayorala z bramką Bale’a w finale Pucharu Króla z Barceloną). Za chwilę całkowicie trybuny uciszył Griezmann. Po chwili gwizdami żegnano schodzącego do szatni Kolumbijczyka. Fani nie mogli już wytrzymać i cały stadion znalazł winowajcę – Florentino, dimisión! pojawiło się po raz pierwszy za kadencji Zidane’a. Oglądając podania do przeciwnika, takie jak to Isco, mieli nawet prawo czuć się przez piłkarzy zdradzeni. Królewscy na siłę starali się udowodnić Simeone, że liga wcale nie jest pod nich ustawiona. Ostatecznie po końcowym gwizdku fani żegnali piłkarzy Blancos białymi chusteczkami, a prezes był przez trybuny pięć razy proszony o dymisję.

Fot. RealMadryt.pl

Simeone nie ukrywał zadowolenia z gry swoich zawodników.

Fot. RealMadryt.pl

Słowa Cristiano zadziwiły dziennikarzy i kibiców.

Na pomeczowej konferencji Simeone jest szczęśliwy. Mówi, że takiego właśnie meczu się spodziewał. Ma sposób na Real Madryt i dzisiaj to pokazał. Znowu zatrzymał Królewskich i pokazał, że od kilku lat Madryt jest biało-czerwony. Z krótką przerwą na Ligę Mistrzów. Zidane nie ukrywał, że liga jest już skończona. Ale Realowi zostało jeszcze wiele spotkań do rozegrania i chce, żeby zespół robił swoje. Pomimo porażki w derbach nadal sprawiał wrażenie rozluźnionego. W strefie mieszanej zobaczyłem, że piłkarze Atlético są grupką świetnych kumpli. Griezmann stroił sobie żarty z udzielającego wywiadów Godína. Saúl żartuje, że między dziennikarzami nabiega się więcej niż podczas meczu. Jasne, łatwiej być drużyną po zwycięskim spotkaniu. Ale takie obrazki bolą, szczególnie wtedy, gdy za chwilę wychodzi Cristiano i mówi, że gdyby wszyscy byli na jego poziomie, to Real może byłby liderem. Sprostował później, że chodziło mu o poziom fizyczny, jednak co powiedział, to powiedział. Piłkarze Atlético i Barcelony sprawiają wrażenie dobrej grupy znajomych, którzy świetnie grają w futbol. W sobotę widziałem zawodników Realu Madryt, którzy nie rozumieli się na boisku ani poza nim.

Fot. RealMadryt.pl

Nie trzeba było długo czekać na wlepki w metrze.

Pod stadionem nawet półtorej godziny po meczu, nawet w metrze słychać było okrzyki Florentino, dimisión!. Inna napotkana grupka kibiców głośno wyrażała swoją tęsknotę za Mourinho. Zidane na pomeczowej konferencji mówił, że nie wiadomo, jacy zawodnicy przyjdą latem do klubu. Że nie wiadomo, czy trener nadal pozostanie ten sam. Tak właściwie w Realu Madryt coraz mniej wiadomo. Dla mnie jedyną pewną rzeczą jest to, że jutro starszy pan, którego spotkałem w parku, po raz kolejny z dumą ubierze swój krawat.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!