Menu
Banan / RealMadryt.pl

Bananowy Madryt: O Polakach, Chińczykach, o wszystkim i o niczym

Zapraszamy do lektury

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Zgodnie z obietnicą, jeszcze przed Świętami wrzucam na stronę kolejną część Bananowego Madrytu. Dziś będzie tak naprawdę o wszystkim… oprócz futbolu. Spisałem dla was kilka luźnych i często niepowiązanych ze sobą spostrzeżeń dotyczących życia w Madrycie. Postarałem się również znaleźć pewne ciekawostki związane z hiszpańską kulturą oraz odnieść się do niektórych dość głęboko zakorzenionych stereotypów związanych z ojczyzną Cervantesa. Jak zwykle, zapraszam do lektury.

Jak oni nas widzą?
Złodzieje? Alkoholicy? Biedacy wciąż prześladowani przez widmo komunizmu? Jak ci Hiszpanie właściwie nas postrzegają? Było to jedno z najbardziej nurtujących mnie przed przyjazdem pytań. Co prawda Hiszpanię odwiedzałem już wcześniej, jednak nigdy nie przebywałem w niej na tyle długo, by posiąść w miarę pełny pogląd na sprawę. Tak naprawdę byłem przygotowany na wszystko. Nie jest tajemnicą, że na Zachodzie w niektórych krajach cały czas są święcie przekonani, że w zimie po polskich ulicach hasają niedźwiedzie polarne, a dziesięcioletnie dzieci biegają między pustostanami z karabinami w rękach.

Cóż, Hiszpanie takimi ignorantami nie są. Wiadomo, niektóre stereotypy dotyczące Polaków również tu są powielane. Najczęstsze to z pewnością „u was zimno”, „dużo pijecie”, ale też „macie piękne dziewczyny”. Wyobrażenie Hiszpanów o naszym narodzie nie ogranicza się jednak wyłacznie do wymienionych w poprzednim zdaniu kilku sloganów. Nie jest trudno znaleźć kogoś, kto kiedyś był w Polsce lub ma w niej znajomych. A to ktoś miał dziadka Polaka, po którym odziedziczył nazwisko, którego nie jest w stanie nawet mimo usilnych starań poprawnie wymówić, co jednak nie przeszkadza mu w tym, by mieć przyjaciół na Pomorzu i to blisko mojego miejsca zamieszkania (choć na tę chwilę bardziej pasowałoby określenie „miejsca zameldowania”), a to ktoś miał babcię z Polski i obecnie studiuje filologię słowiańską, by odbyć swego rodzaju podróż do korzeni, a to ktoś był w naszym kraju na studenckiej wymianie.

We wrześniu zeszłego roku spotkałem w jednej z gdyńskich knajp dość sporą grupę Hiszpanów. Kiedy z nimi rozmawiałem, w pewnym momencie spytałem ich, w jakim celu oni tak właściwie przebywają w Polsce. Odpowiedzieli, że wybrali się na wycieczkę objazdową. Tamta odpowiedź trochę mnie wówczas zdziwiła. Jak jednak zauważam teraz, po nieco ponad trzech miesiącach pobytu w Madrycie, Polska wcale nie jest tu aż taką egzotyką. Choć oczywiście nasza kultura i język to dla nich raczej wciąż dość niezbadany teren, mimo wszystko wiedzą, że mamy prąd, bieżącą wodę i że misie polarne to raczej u nas nie występują. Ci zresztą, którzy nasz kraj mieli okazję odwiedzić, pobyt w nim bardzo sobie chwalili. A ja jestem jakoś dziwnie przekonany, że nie kłamali, opisując wrażenia.

Jak jeszcze nas tu traktują? Nikt na mnie ani na naszych rodaków krzywo nie patrzy. Nie ma rzucanych ukradkiem nienawistnych spojrzeń. Nie zbywają nas w trakcie rozmów, są otwarci i przyjaźnie nastawieni. Zawsze chętni do pomocy. Nie wyczuwa się przy tym ani odrobiny fałszu. Nie ma w nich zaprogramowanej nieufności. Prawdę powiedziawszy, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że oni… szanują nas bardziej niż nieraz my siebie nawzajem. Żeby jednak nie było zbyt miętowo, coraz słabiej zaczynam wierzyć w to, że Hiszpanki oglądają się za wysokimi blondynami. A szkoda, bo mimo tego, że Polki są piękne, nikt nie przekona mnie, że któraś z nacji ma śliczniejsze oczy i włosy od Hiszpanek. Marynarze się nie mylą…


Forget it Boss. It's Chinatown
O ile Polacy nie spotykają się z nieprzychylnym nastawieniem, o tyle dużo większą polemikę wywołują Chińczycy. Związany jest z nimi bardzo ciekawy fenomen społeczny. Chińczyków jest zarówno w Madrycie, jak i w całym kraju zatrzęsienie. W większości przypadków prowadzą oni rodzinne sklepiki spożywczo-przemysłowe lub bazarki, w których można dostać absolutnie wszystko. Nikt nie ma pretensji o to, że Azjaci pozbawiają zatrudnienia rodowitych Hiszpanów. Problem jest innej natury. Chińczycy bowiem kompletnie nie asymilują się z tutejszą kulturą i językiem. Bardzo duży ich odsetek żyje tu od lat, jednak ich poziom językowy jest naprawdę żałosny. Kilka podstawowych zwrotow, oraz niezbędne w biznesie słowo „euro” i liczebniki. Nikt nie wymaga od Chińczyków tego, by mentalnie byli Hiszpanami, jednak to, jak bardzo hermetyczne jest ich środowisko, to naprawdę coś, co trudno zrozumieć, aż nie zobaczy się tego na własne oczy. Nie wątpię w to, że chińska kultura jest niezwykle bogata i interesująca, ale to, jak bardzo przedstawiciele tej nacji są zamknięci na osoby innych narodowości jest niewiarygodne.

„Boli cię brzuch, Janusz?”
To, czego w Hiszpanii z początku brakowało mi najbardziej, to... herbata. Pytanie z nagłówka zadała mi moja współlokatorka, gdy parzyłem sobie Earl Grey. Już sama instytucja czajnika jest tu raczej nieznana. Herbata jest bowiem na Półwyspie Iberyjskim napojem o bardzo niewielkim stopniu popularności. Jest ona kojarzona głównie z żołądkowymi dolegliwościami. Rumianek, herbata i melisa? W praktyce dla Hiszpanów to jedno i to samo. Co prawda nie dochodzi jeszcze do sytuacji, w których herbata stawałaby się trudno dostępnym towarem, jednak wybór jest zdecydowanie uboższy niż w Polsce.

Jeśli już jesteśmy przy napojach, muszę przyznać, że wciąż nie potrafie pojąć jednej rzeczy. Jak to możliwe, że sok pomarańczowy w Hiszpanii jest w podobnej cenie jak w naszym kraju, natomiast same pomarańcze są trzykrotnie droższe? Staram się rozwikłać tę zagadkę od dwóch miesięcy. Na razie wciąż pozostaję bez zaspokajającej moją ciekawość odpowiedzi. Jakieś pomysły?

Najlepszy obraz Hiszpanii
Madryt to z pewnością jedno z najbardziej rozpoznawalnych miast Europy. Jeśli chodzi o jakość życia, według statystyk, światowa czołówka. Jaki jest fenomen tego miejsca? Zastanawiałem się nad tym dość długo. Z jednej strony „nowojorska” Gran Vía, po której wędrują takie tłumy, że człowiek przeprawia się przez nie niczym przez labirynt, czy tętniąca 24 godziny na dobę Puerta Del Sol. Z drugiej natomiast olbrzymie obszary pokryte zielenią jak, Retiro czy Parque del Oeste. Z jednej strony technologiczny postęp, z drugiej trudno nie wyczuć w powietrzu powiewu minionych epok. Co najlepsze, wcale się to ze sobą nie gryzie. Przeciwnie, progres i tradycja doskonale się uzupełniają. Mimo ponad 5 milionów mieszkańców, Madryt w moim odczuciu jest miastem dość kompaktowym i mimo wszystko kameralnym. Raczej nie nazwałbym go kosmopolityczną metropolią. Mogę się nawet przyznać, że dużo trudniej niż do życia w Madrycie było mi się przyzwyczaić do mieszkania w Warszawie.


Według mnie Madryt jest bez wątpienia najlepszym miejscem, by posiąść w miarę kompletną wizję tego czym Hiszpania jest dziś i czym była wczoraj. Jeśli ktoś uważa, że poczuł jej klimat na Costa Brava czy Costa del Sol, muszę go zmartwić. W równie dużym stopniu Hiszpanię zobaczyłby i poczuł latem na Półwyspie Helskim, we Władysławowie na przykład. Po moich poprzednich wyprawach do Hiszpanii stwierdziłem, że żeby poznać ten kraj od środka muszę spełnić dwa warunki: a) pojechać gdzieś, gdzie nie ma morza i b) pobyć tam więcej niż dwa tygodnie. Dziś wiem, że filtr, który wówczas sobie opracowałem, zdał egzamin. Owszem, Barcelona, w której byłem dwukrotnie, również jest piękna, ale jak dla mnie turystyka zabija w tym mieście ducha. Nie, to zdecydowanie nie było miejsce, o którym snułem romantyczne wyobrażenia po lekturze „Cienia Wiatru” Carlosa Ruiza Zafóna.

Angielski, portugalski, kataloński, walencki, majorski...
Hiszpanie cieszą się raczej złą sławą jeśli chodzi o języki obce. Cóż, raczej nie bez powodu. Wielu z nich ma problemy z angielskim. Winę zrzucają na bardzo niski poziom nauczania tego języka w szkołach. Jako że studiuję filologię, miałem okazję widzieć również, jak studenci radzą sobie tutaj z innymi językami. To, co od razu zwraca uwagę to to, że w każdym z nich mają fatalną wymowę. Jeśli chodzi o portugalski, mają z nią niesamowite problemy. Polacy radzą sobie o niebo lepiej. Jest to jednak bardzo łatwe zjawisko do wytłumaczenia. Po prostu hiszpańska fonetyka jest o wiele uboższa od naszej. Oni nie mają dźwięków odpowiadających naszym /sz/, /cz/, /ł/ czy /w/. Ich aparaty mowy są przystosowane do kompletnie odmiennego typu artykulacji. Bardziej zastanawia mnie co innego. Nie mogę pojąć, jakim cudem miewają tyle kłopotów z gramatyką, skoro jest ona niemal identyczna z hiszpańską.

Jeśli już jesteśmy przy tematach lingwistycznych, kilka słów warto napisać także o języku katalońskim. Pewnego dnia miałem okazję spędzić trochę czasu wśród osób posługujących się tą mową. Wcale mnie nie zaskakuje już fakt, że mało kto poza Katalończykami, Aragończykami i mieszkańcami Walencji oraz Balearów rozumie ten język. Brzmi on... dość dziwnie. Przysłuchując się byłem w stanie wyłapywać pojedyncze słowa, bo pokrywały się one z francuskim lub portugalskim, jednak na choćby zrozumienie kontekstu wypowiedzi byłem już zbyt ograniczony. Co ciekawe, choć na Majorce w większości mówi się po katalońsku, oni twierdzą, że mówią po… majorsku. W Walencji natomiast powiedzą, że to nie kataloński, lecz... walencki. Jedni uważają majorski czy walencki jedynie za dialekty, inni za języki. Są też tacy, którzy twierdzą, że sam kataloński również nie jest językiem, a jedynie dialektem. Pomieszanie z poplątaniem.

Trochę się chyba rozpisałem. No nic, potraktujcie większą ilość treści jako świąteczny prezent/karę (niepotrzebne skreślić). Nie obiecuję, ale być może jeszcze w tym roku ukaże się jakiś odcinek cyklu. Na koniec pozostaje mi życzyć Wam wesołych i spokojnych świąt i, na wszelki wypadek, szczęśliwego Nowego Roku. Tak jeszcze w ramach ciekawostki, w Hiszpanii muszą czekać na prezenty aż do Trzech Króli. Biedactwa.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!