Pracowicie, ale i w sposób urozmaicony spędzili ostatnie godziny przed wyjazdem do Portugalii piłkarze Hiszpanii. Najpierw kadrowicze odwiedzili nocny klub "Cafe Quijano", gdzie kilku z nich dało nawet koncert gry na gitarach.
Kolejny koncert, już piłkarski, dali na boisku w Getafe. Na ostatniego sparingpartnera Inaki Saez wybrał słabego rywala, by każdy mógł pokazać, co potrafi. Pokazało tylko kilku. Gole Andorze strzelali kolejno Fernando Morientes (imponująca kontrola nad piłką przy przyjęciu i strzale), Ruben Baraja (dobitka po niedokładnym strzale z rzutu karnego), stoper Cesar (głową po rzucie rożnym) i Juan Carlos Valeron (po pięknej indywidualnej akcji).
A potem piłkarze udali się do najświętszego miejsca w Hiszpanii - Santiago de Compostela. Pieszo przebyli ostatni etap drogi pielgrzymkowej i długo modlili się w katedrze. - Poprosiliśmy o małe wsparcie świętego Jakuba. By piłkarze uniknęli kontuzji, kar, a przede wszystkim prosiliśmy o sprawiedliwych arbitrów - zdradził Saez. To najważniejsze, bo właśnie sędziowie skrzywdzili Hiszpanów na azjatyckim mundialu nie uznając im gola za golem w meczu z Koreańczykami. Teraz ma nad nimi czuwać patron Hiszpanii, święty Jakub. W jego opiekę wierzą hiszpańscy piłkarze. Kilka dni przed reprezentantami pielgrzymował do jego grobu Javier Irureta. Trener Deportivo dziękował za zwycięstwo 4:0 nad Milanem, o które modlił się do świętego Jakuba w noc przed rewanżem w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.
Dali ostatni koncert
W dzisiejszym numerze "Przeglądu Sportowego": redaktor Michał Zaranek opisuje ostatnie chwile piłkarzy Hiszpanii przed wyjazdem na EURO 2004 .
REKLAMA
Komentarze (18)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się