Menu
/ RealMadryt.pl

RealMadryt.pl w Madrycie: Derby z wysokości trybuny prasowej

Porażka z <i>Atleti</i> oczami redaktora

Tuż po zwiedzeniu Vicente Calderón ruszyliśmy do naszej świątyni. Jedna przesiadka, jakieś 20-30 minut podróży metrem i można podziwiać kolosa tuż po wyjściu ze stacji o nazwie, tu bez niespodzianki, Santiago Bernabéu. Pod stadionem byliśmy ponad trzy godziny przed meczem, ale trudno było zwiedzić coś więcej niż oficjalny sklep. Dystrykt Chamartín przywitał nas bowiem ulewą, która – nie tak jak w ciągu dnia – nie przeszła po 10 minutach. Zdążyliśmy jednak zorientować się, ile kosztują bilety na dzisiejszy mecz i zwykle oferowano nam bilety za mniej niż kwota wydrukowana na wejściówce. Za bilety zakupione za 90 euro, można było dostać około 70 euro.

Przestało padać około półtorej godziny przed meczem, kiedy pod stadionem tłum kibiców czekał na autokar Królewskich. Jako pierwsi przyjechali jednak piłkarze Atleti i jak zwykle zostali przywitani porcją gwizdów. Królewscy przemknęli nieco po cichu, ponieważ w przeciwieństwie do rywali ich autokar nie był oznaczony klubowymi emblematami. Mimo wszystko przed meczem grupa Ultras Sur dała niezły pokaz pirotechniki. O kibicowaniu napiszemy jednak w ciągu kilku najbliższych dni, trudno bowiem byłoby zmieścić wszystko w jednym artykule, pamiętając o tym, by Was nie zanudzić.

Odbiór akredytacji prasowej przebiegł bez żadnych problemów. Piąte piętro, miejsce tuż pod kabinami komentatorów z Cadena SER czy innych rozgłośni radiowych. Obok mnie usiadł redaktor portalu SoyMadridista, ale wielokrotnie w okolicy pojawiał się Anton Meana, dziennikarz Radia Marca, który dał się poznać przy okazji wojenek z José Mourinho. Kiedy usiadłem wygodnie na miejscu (a było go dużo więcej niż na takiej trybunie na Old Trafford), spiker rozpoczął wyczytywanie składów. Właściwie wszyscy piłkarze Atlético zostali przywitani gwizdami, które odżyły przy nazwisku Diego Simeone. Zawodnicy Realu Madryt, zarówno ci z pierwszego składu, jak i z ławki rezerwowych, otrzymali z kolei burzę braw. Z jednym wyjątkiem. Iker Casillas dostał od pewnej części stadionu jeszcze większe oklaski niż jego koledzy, ale wyraźnie można było usłyszeć gwizdy. Wydaje się, że kibice prędko nie zapomną grzeszków kapitana.

O pozostałych zachowaniach kibiców, jak już wspomniałem, napiszemy później. Warto jednak napisać, jak z perspektywy trybun spisywali się pojedynczy zawodnicy, a czego być może nie było widać w telewizji. Przede wszystkim pojedynki główkowe między Diego Costą a Sergio Ramosem, które w większości wygrywał stoper Królewskich. Warto zwrócić też uwagę na grę na sto procent Fábio Coentrão, który grał pewnie w defensywie, ale i z przodu próbował coś wskórać. W ciągu pierwszych 45 minut Illarramendi być może nie imponował w rozegraniu, zwłaszcza na samym początku, notując kilka niepotrzebnych strat, ale jego gra w defensywie i łatwość odbioru są wręcz niespotykane. Z przodu właściwie nic nowego – wszyscy zawodnicy ofensywni grali wręcz katastrofalnie, zupełne nie radząc sobie z głęboko cofniętymi zawodnikami Atleti. Impotencja w ataku pozycyjnym była niestety aż nadto widoczna.

Po meczu wiele osób z trybuny prasowej udało się na salę konferencyjną. Tam jako pierwszy pojawił się radosny Diego Simeone. Był pewny siebie i przede wszystkim stawiał na swoją drużynę, nie chcąc dyskutować o Realu Madryt. Pod koniec dziennikarze byli już tym chyba nieco zawiedzeni, dlatego zadawali pytania, na które Argentyńczyk odpowiadał między innymi: „Nie, nic mi to nie mówi (o przewadze nad Realem Madryt – dop. red.)”.

Później w sali pojawił się Ancelotti. Jego wypowiedzi interesowały znacznie więcej osób. Włoch nie powiedział właściwie nic zaskakującego, więc fani interesujących konferencji Mourinho znów mogli poczuć się rozczarowani.

Tuż po konferencjach prasowych odwiedziłem strefę mieszaną, gdzie wywiadu dla telewizji udzielał właśnie Cristiano Ronaldo. Portugalczyk spędził tam dość dużo czasu i tuż po zakończeniu rozmowy z mediami udał się w drugą stronę, nie zwracając uwagi na oczekujących dziennikarzy innych mediów. Trzeba jednak przyznać, że udzielanie wywiadów po takim meczu to na pewno niełatwa sytuacja, dlatego CR7 i tak zasługuje na uznanie. Poza Portugalczykiem podobnie zrobił Thibaut Courtois, który jednak poza rozmowami z mediami chętnie pozował do wspólnych zdjęć i rozdał kilka autografów.

Ze stadionu wyszedłem właściwie ponad godzinę po ostatnim gwizdku sędziego. Jeszcze pod Bernabéu można było zobaczyć wyjeżdżających piłkarzy. Tym razem Iker Casillas mógł liczyć na wielkie wsparcie kibiców, a fani podobnie zachowali się przy Samim Khedirze.

Właściwie to tyle o mniejszych czy większych smaczkach wokół derbów Madrytu, chociaż mogę mówić o małym pechu, po wejściu na stadion laptop odmówił współpracy i nie chciał połączyć się z siecią bezprzewodową. Nieco większy pech to wybranie się w podróż, której meritum zakończyło się w taki sposób, takim wynikiem. Bez względu na to, za kilka godzin możecie spodziewać się przeglądu prasy po derbach, a także relacji z innych, także niezwiązanych z piłką nożną, miejsc w Madrycie. Nos vemos pronto.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!