"Sobotnie derby Madrytu - niekiedy brutalne, częściej zapaskudzane prymitywnymi boiskowymi krętactwami - nadzwyczaj sugestywnie przypomniały, jak chore są realia ligi hiszpańskiej, w której katalońsko-królewska elita nadludzi nie potrzebuje, jak mawiają na naszych murawach, dawać z siebie wszystkiego, by notorycznie rozdeptywać podludzi, czyli resztkę uczestników rozgrywek.
Możesz wypracować, jak przed minionym weekendem Atletico, osiem punktów przewagi w tabeli; przeżywać rok wspaniały także międzynarodowo, uświetniony triumfem w Lidze Europejskiej; zderzyć się z faworytem permanentnie gubiącym punkty i przez to niespokojnym, okładanym ostrą medialną krytyką; wykreować atmosferę wyjątkowego wydarzenia, by maksymalnie się zmobilizować. Słowem, możesz przystąpić do prestiżowego pojedynku w okolicznościach ze wszech miar sprzyjających, a potem i tak wyjdziesz na murawę jak skazaniec, zatruty przeświadczeniem, że normalnie, znaczy, grając w piłkę, pokonać rywala się nie da.." - napisał na blogu redaktor Rafał Stec.
O dwóch takich, co chcą ukraść wszystko
Felieton redaktora Rafała Steca
REKLAMA
Komentarze (34)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się