REKLAMA
REKLAMA

Jak ich pokonać?

Zmiana taktyki sposobem na Barcelonę?
REKLAMA
REKLAMA

W przerwie świąteczno-noworocznej Madryt jest więcej niż zadowolony z pierwszego miejsca w ligowej tabeli i bardzo pewnego awansu do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Cierniem w koronie tkwi jednak kolejna porażka w el Clásico. W końcu to miał być TEN mecz. Mecz, który przeniesie piłkarską stolicę do Madrytu. Mecz, który według wielu trenerów miał należeć do Realu. Mecz, w którym Guardiola miał być ograny, a z nim cała Barcelona.

Tymczasem wszystko potoczyło się dokładnie odwrotnie do oczekiwań i dokładnie według znanego z wcześniejszych spotkań obu drużyn scenariusza. Guardiola i jego niezwyciężony zespół triumfował po raz kolejny. Znów zdecydowało zagranie taktyczne - przejście na grę trójką obrońców i przesunięcie do pomocy Alvesa - na które Mourinho nie znalazł odpowiedzi. Nie pomógł Ronaldo, a Messi ugruntował pozycję najlepszego piłkarza na świecie. Wraz upływającym czasem Real popadał w coraz większe zmęczenie, coraz trudniej było jego zawodnikom utrzymać się przy piłce, skoro spieszyli się do przodu przy każdej okazji, co często kończyło się utratą futbolówki.

Manita w ubiegłym sezonie nadwyrężyła wizerunek Mourinho. Finał Pucharu Króla sytuację nieco polepszył. Imponująca postawa w dwóch meczach Superpucharu Hiszpanii, zapowiedzi lepszej gry w drugim sezonie pracy i sławna zdolność Portugalczyka do uczenia się na błędach wskazywały drogę w dobrym kierunku. A jednak znów nie udało się pokonać Barcelony. I chociaż Real jest na szczycie tabeli, to najlepszym hiszpańskim klubem nadal pozostaje Barcelona.

Co więc może zrobić Mourinho?

Zakupić nowych piłkarzy?

W Madrycie grają jedni z najlepszych na świecie i nie ma potrzeby dokoptowania kogoś nowego. Na każdej pozycji jest zawodnik mogący grać w różnych formacjach taktycznych. Kto może pochwalić się lepszym składem? Nowi piłkarze nie sprawią tu cudów.

A może więc grać inną taktyką?

Zazwyczaj Real stosuje ustawienie 4-2-3-1. Taka formacja pozwala Mourinho na atak i pressing na rywalu przez pierwszą część spotkania. W meczu z Barceloną atakująca czwórka Realu nie była jednak wystarczająco efektywna. Po pierwszym uderzeniu Barcelona otrząsnęła się w końcu z szoku i z czasem złapała swój rytm, co dało jej zasłużone zwycięstwo.

Mourinho zaczął stosować 4-2-3-1 w mediolańskim Interze, gdzie mógł ustawiać drużynę głębiej i czekać na kontrataki. Gdy zaistniała taka potrzeba, potrafił nawet ze swojego jedynego napastnika zrobić bocznego obrońcę. Lecz w Madrycie ta taktyka nie przejdzie. Kibice, prezes i sami zawodnicy chcą cieszyć się z płynniejszej gry ofensywnej, co oznacza, że Mourinho nie może wrócić do modelu mediolańskiego. Ulepszył więc swą formację taktyczną, pozwolił atakować większej liczbie zawodników, zachęcił ich do gry wysokim pressingiem i wysoko ustawioną linią obrony.

Ta zmiana taktyki czyni cuda przeciwko wszystkim drużynom za wyjątkiem Barcelony. Z dwóch powodów. Po pierwsze w starciu z Katalończykami piłkarze Realu Madryt zbyt rzadko posiadają piłkę. Po drugie, by dopełnić obrazu bezradności, Barcelona również dysponuje jednym z najlepszych pressingów na świecie. Dlatego Real staje się zbyt uzależniony od kontrataków i stosowania pressingu, aby wymusić na rywalu błędy. Ostatnio udało się z Victorem Valdésem. Gdy Los Blancos dostaną piłkę, przekazują ją sobie w ataku zbyt pospiesznie, co często kończy się kolejną stratą.

Najrozsądniejszy dla zespołu Mourinho w przypadku starć z Barceloną byłby powrót do formacji 4-3-3. Dałoby to więcej kontroli w środkowej strefie boiska. Mając na ławce piłkarza o nazwisku Nuri Şahin, portugalski trener dysponuje opcją połączenia go z sercem tego zespołu, Xabim Alonso. Oni obaj są znani z umiejętności utrzymania się przy piłce i zagrywania jej w trudny do kontrolowania sposób. Dodajmy do tego Lassa lub Khedirę i otrzymamy silny środek pomocy, zdolny do walki o piłkę i organizowania gry ofensywnej w konsekwentny sposób.

Taka zmiana taktyczna oznacza rezygnację z preferowanego przez Mourinho ustawienia z klasycznym rozgrywającym. Lecz formacja z lekko wysuniętym przed Xabiego Şahinem oraz możliwość skorzystania z Benzemy cofającego się głębiej po piłkę daje nam luksus gry bez konieczności korzystania z typowego playmakera. Dodajmy do tego atakującego ze skrzydeł Ángela Di Maríę i wbiegającego w wolne przestrzenie Ronaldo, przebijającego się w stronę pola karnego rywala, a Real nie będzie miał kłopotów z grą w ofensywie.

Taki pomysł na grę rodzi jedno niewygodne pytanie - co z Özilem i Kaką? Gra którymś z nich na pozycji rozgrywającego w ustawieniu 4-2-3-1 przeciwko Barcelonie nie przynosi pożądanych efektów. Lecz przecież Niemiec lub Brazylijczyk może zagrać na skrzydle w zależności od rozwoju wydarzeń na boisku lub wejść z ławki w celu wykonania założonego zadania taktycznego.

Kolejnym problemem Realu w ostatnim meczu z Barceloną była niemożność utrzymania narzuconego przez siebie tempa gry i pressingu na rywalu. Grać tak przez 90 minut jest praktycznie niemożliwe. Mourinho musi sprawić, aby jego podopieczni byli w stanie naciskać na rywala przez większość meczu, a co więcej, aby robili to z większą dla drużyny korzyścią.

Inny zarzut, jaki możemy postawić Portugalczykowi, to brak ochoty jego zawodników do dłuższego utrzymywania się przy piłce. A przecież Real ma piłkarzy zdolnych do takiej gry, do cierpliwej wymiany piłki podaniami. Tam jest grupa ludzi zdolnych kontrolować w ten sposób mecz, dlaczego więc z tego nie skorzystać?

I cóż, pomimo wszystkich przygotowań i wielkiego halo ze słynnymi kontratakami Realu, Barcelona ostatni mecz wygrała pewnie dzięki pomysłowej innowacji taktycznej. Nie ma wątpliwości, że następne mecze Realu z Barceloną znów zostaną rozstrzygnięte przez tego typu strategiczne zagrania. Pytanie, kogo taktyka będzie górą.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (159)

REKLAMA