Po dramatycznym meczu Real pokonał 3:2 na wyjeździe Valencię i utrzymał się na pozycji lidera. Od początku spotkania można było odnieść wrażenie, że podopieczni Mourinho mają za zadanie wyczekiwać na błąd rywala, nie zaś atakować za wszelką cenę. A ten w 20. minucie wykorzystał Benzema, który w najlepszy z możliwych sposobów wykończył długie podanie od Xabiego. Kilkanaście minut później Francuz dobrym prostopadłym podaniem obsłużył Cristiano, którego strzał zatrzymał jednak Alves. Do przerwy nic więcej się nie wydarzyło, a gospodarze nie potrafili przebić się przez dobrze zorganizowaną defensywę Realu.
Druga połowa wyglądała jednak zupełnie inaczej. Valencia postawiła wszystko na jedną kartę i szturm rozpoczęła już od 46. minuty, w pewnych momentach spychając Real do pierwszej linii. I gdy wydawało się, że bliżej strzelenia bramki są gospodarze, dośrodkowanie z rzutu rożnego Özila na gola celną główką zamienił Ramos. Cieszynka jak na zdjęciu, a wszystko z powodu bardzo ostrej gry podopiecznych Emery'ego i żenującej postawy kibiców w drugiej odsłonie meczu. Spotkanie jednak dopiero się rozkręcało. Sygnał do odrabiania strat, skutecznie, dał w 75. minucie Soldado, który skorzystał z bezpańskiej piłki w polu karnym i ładnym strzałem umieścił piłkę w rogu bramki.
Chwilę później znowu to samo. Gdy to Valencia wydawała się zespołem lepszym, ponownie gola zdobył Real. Tor lotu zagrywanej przez Pepego piłki źle obliczył Alves, a z prezentu skorzystał Cristiano, który najpierw dopadł do futbolówki, a następnie, mimo dość ostrego kąta, nie miał problemów z umieszczeniem jej w siatce. Koniec? Nigdy. Spokój madryckiego zespołu w 83. minucie zaburzył fatalną interwencją Marcelo. Brazylijczyk, myśląc, że piłka opuści boisko, pozwolił rywalowi na sprint, a ten jeszcze przed linią końcową zagrał do ustawionego w szesnastce Soldado. 2:3. Miejscowi wierzą. Taki wynik pozostał jednak do końca meczu, chociaż w ostatnich sekundach Ikerowi pomogła jeszcze poprzeczka. Dramaturgia, horror, ale wszystko ze szczęśliwym zakończeniem. Real zdobył bardzo ciężki teren i doskonale rozpoczął ciężki maraton.
Valencia CF: Diego Alves; Miguel, Rami,Ruiz, Jordi Alba (Aduriz, 84’); Tino Costa, Albelda, Parejo (Jonas, 62’); Feghouli (Pablo Hernández, 73’), Mathieu; Soldado.
Real Madryt: Casillas; Arbeloa (Raúl Albiol, 50’), Pepe, Sergio Ramos, Marcelo; Lass (Granero, 86’), Khedira, Alonso; Özil, Cristiano, Benzema (Higuaín, 73’).
Bramki:
0:1, min. 20.: Benzema
0:2, min. 72.: Ramos
1:2, min. 75.: Soldado
1:3, min. 79.: Cristiano
2:3, min. 83.: Soldado
Żółte kartki: Tino Costa, Albeda - Arbeloa, Cristiano, Marcelo, Özil, Sergio Ramos, Alonso, Granero.
Trzy złote punkty wyrwane Valencii
3:2 po horrorze
REKLAMA
Komentarze (693)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się