Menu
Rauer / RealMadryt.pl

RealMadryt.pl w Madrycie: Znów cisza przed burzą?

Przedmeczowa "atmosfera" w Madrycie

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Z racji tego, że już za kilka dni rozpocznie się wyjątkowy i dotąd w historii niespotykany maraton Gran Derbi, wybrałem się wraz z dziewczyną do stolicy Hiszpanii, aby osobiście doświadczyć przedmeczowej atmosfery. Oczywiście pierwszym celem jest sobotnie ligowe starcie pomiędzy Realem Madryt a FC Barcelona na Santiago Bernabéu. Jak wiadomo, oficjalnie biletów na to spotkanie nie ma już od kilku tygodni, ale wiele wskazuje na to, że wejściówkę uda się otrzymać w dniu meczu, gdyż kibice wychodzą z założenia, że La Liga jest już rozstrzygnięta, a ponadto przed nami dużo bardziej emocjonujące starcia, na które trzeba będzie przeznaczyć niemałe pieniądze. Ze smutkiem muszę jednak stwierdzić, że na dzień dzisiejszy w Madrycie nie da się odczuć żadnej podniosłej atmosfery związanej z tym zbliżającym się maratonem. Mogę powiedzieć więcej - wczoraj wieczorem podczas wyjazdowego spotkania Realu Madryt z Tottenhamem z naprawdę wielkim trudem dało się znaleźć bar, w którym można było obejrzeć ten pojedynek.

Wracając do samego pobytu w stolicy Hiszpanii, na lotnisku Barajas stawiłem się wczoraj po godzinie 14:00. Z miejsca dało się odczuć całkowicie inny klimat i pogodę - do samolotu wchodziłem w deszczowym Krakowie, a opuszczałem go w upalnym Madrycie, w którym temperatura dochodzi popołudniami do ponad 30 stopni Celsjusza. Oczywiście pierwszym przystankiem po opuszczeniu terminala był mały, aczkolwiek znajdujący się w centrum miasta hostel, w którym zostawiłem bagaże i od razu wyruszyłem w podróż po stolicy. Tuż obok hostelu, który swoją drogą umiejscowiony jest na jednej z typowych małych i wąskich uliczek stolicy Hiszpanii, znajduje się jeden z ważniejszych placów Madrytu - Puerta del Sol, z której można się dostać metrem w praktycznie każdy zakątek miasta.

Na początku postanowiłem wybrać się na Plaza de Cibeles, która oprócz Santiago Bernabéu jest najważniejszym miejscem dla każdego kibica Realu Madryt. Największe wrażenie na samym placu robi monumentalny Palacio de Comunicaciones, który jest obecnie siedzibą władz miejskich i burmistrza Madrytu. Z Placa de Cibeles dosyć łatwo można się dostać prosto na Santiago Bernabeu - wystarczy się kierować cały czas na północ wzdłuż Paseo de la Castellana. Pod stadionem Królewskich stawiłem się po około godzinnym marszu, ale na samo Bernabéu nie zamierzam poświęcać tutaj więcej miejsca, gdyż po pierwsze już nieraz było opisywane, a po drugie związanych z nim będzie jeszcze wiele moich chwil w Madrycie. Zwłaszcza podczas meczu.

Oprócz Cibeles innym ciekawym miejscem jest Plaza de Colón, czyli Plac Kolumba. Wyróżnia się on wielką flagą Hiszpanii, która powiewając na wietrze, robi naprawdę duże wrażenie. Swoją drogą Plaza de Colón znajduje się właśnie na drodze pomiędzy Cibeles a Santiago Bernabéu. Około godziny 19:00 zacząłem się rozglądać za jakimś barem, w którym mógłbym obejrzeć wczorajszy mecz Realu Madryt z Tottenhamem. O dziwo sztuka ta była bardzo trudna do zrealizowania, gdyż mieszkańcy stolicy Hiszpanii nie przywiązywali do tego starcia większej wagi. Moje zdziwienie było jeszcze większe, gdy zauważyłem, że w niektórych barach był transmitowany mecz Schalke z Interem. Na pytanie, dlaczego akurat to spotkanie, kelner odpowiedział mi jedynie, że nie mają kanału, na którym puszczają Real Madryt. To też było dosyć zaskakujące, gdyż stację Telemadrid mam dostępną chociażby w moim hotelowym pokoju.

I gdy wydawało się, że po przejściu całej Paseo de la Castellana i głównej ulicy Gran Vía moje starania spełzną na niczym, dosłownie tuż obok mojego hostelu znalazłem bar, w którym mogłem w końcu obejrzeć starcie Królewskich. Co prawda załapałem się tylko na drugą połowę, ale mogłem być świadkiem tego, jak po raz pierwszy od ośmiu lat awansujemy do półfinału Ligi Mistrzów. W samym barze jednak spotkanie również nie cieszyło się większym zainteresowaniem – Hiszpanie skupiali się na wspólnych rozmowach, piciu piwa i spożywaniu krewetek, orzeszków i oliwek. Jedynym momentem, w którym osoby przebywające w barze od niechcenia spojrzały na telewizor, była bramka Cristiano Ronaldo.

Podsumowując, obecnie w Madrycie nie da się jeszcze odczuć jakiejkolwiek atmosfery nadchodzącego piłkarskiego święta. Pod Bernabéu pustki, na Cibeles leniwie przetaczają się kolejne autobusy i samochody, a na ulicach spotkać można więcej osób w koszulkach Barcelony niż Realu Madryt. Można tylko mieć nadzieję, że to cisza przed burzą.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!