Menu
Qras / elpais.com

Triumf dobrego człowieka - część 5

Prosta droga Vicente del Bosque

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Część 1. Część 2. Część 3. Część 4.

Toni Grande, wieloletni współpracownik i drugi trener Vicente del Bosque, opisuje go jako człowieka "obdarzonego sarkazmem, inteligencją i geniuszem, zarazem skromnego i czułego. Mało kto by się spodziewał, ale on czasami naprawdę potrafi złośliwie człowiekowi dogryźć, ma wtedy w sobie sporo mala leche (zły charakter, zły nastrój - przyp. red)". Grande, również bardzo szczery człowiek, jest prawą ręką Del Bosque w reprezentacji, wcześniej także przez wiele lat w Realu Madryt. Mało kto, może oprócz żony Trini, zna Vicente tak dobrze, jak Toni właśnie. Przyjaźnią się od lat, wiele wody upłynęło w madryckiej Manzanares, odkąd spotkali się pierwszy raz.

Del Bosque ma opinię szczęśliwego człowieka i nie sposób temu zaprzeczyć, gdy spojrzymy na listę jego sukcesów i wspaniałą rodzinę, która jest dla niego oczkiem w głowie. W dziecięcych lata Vicente nie było jednak tak przyjemnie. "Nie miałem nawet butów do gry w piłkę, grałem we wszystkim, w czym się dało", wspominał kiedyś.

Za Del Bosque od zawsze niosła się fama szarmanckiego kawalera, nie dziwne więc, że ożenił się późno, sporo po trzydziestce. Jak tłumaczy, musiał tyle poczekać na Trini, z którą ma trójkę dzieci. Vicente to pierwszy 23-letni syn, Álvaro ma lat 21, najmłodszy jest siedemnastoletni Gem. Sam Del Bosque urodził się w 1950 roku w Salamance. Jego rodzina pochodzi z Carpio del Campo, serca Kastylii. Tato, jak już pisaliśmy, był kolejarzem. Jego karierę przerwała wojna domowa, po oskarżeniach ze strony Republikanów spędził trzy lata w więzieniu w Álava. "Nigdy nic złego nie zrobił, ale wiadomo, jakie wtedy były czasy. Był w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze, oskarżono go o współpracę z "czerwonymi" i trafił do więzienia", mówi z rezygnacją Vicente. W domu trzyma akta z procesu ojca. "Ja nie jestem taki radykalny", przyznaje trener, znany z otwartej głowy i poglądów. Żona Trini również pochodzi z kolejarskiego domu. Del Bosque miał jeszcze brata o imieniu Fermín, który zmarł na raka w wieku 43 lat. Jemu zadedykował półfinałowe zwycięstwo nad Niemcami, odniesione 7 lipca, właśnie w dzień świętego Fermína. Jemu i tacie, również Fermínowi.

Z trzech synów Del Bosque, jeden odmienił jego życie. Ten średni, Álvaro, który urodził się 6 sierpnia 1989 roku. Vicente był wtedy trenerem Castilli. Kilka dni po urodzeniu testy medyczne potwierdziły, że dziecko ma zespół Downa. "Najpierw bardzo płakaliśmy", wyznał w rozmowie z dziennikarką Gemmą Herrero na potrzeby książki "39 opowieści o solidarności w sporcie". "Teraz, gdy sobie to przypominam, dochodzę do wniosku, że zachowywaliśmy się wtedy jak żałosne głupki".

Dla Del Bosque, jego rodziny i przyjaciół, Álvaro stał się prawdziwym darem od życia. W poniedziałek po finale chłopak biegał po La Moncloa, siedzibie hiszpańskiego rządu, z niebieską koszulką reprezentacji z numerem 6 i nazwiskiem Del Bosque na plecach. Wkrótce potem zamienił ją na koszulkę w kolorze czerwieni z numerem 12. Z tatą przywitał się tuż przy autokarze, w niezwykle emocjonalnym uścisku (na zdjęciu, w tle Toni Grande). Chwilę później żartował sobie z Xavim, pakując się do mistrzowskiego autokaru. "Mój syn jest szczęśliwy i to szczęście rozdaje innym. Niezły z niego łobuz, ale on nie wie, co to zło", podkreśla z dumą tato. Vicente nie wierzy w przypadek w życiu. Przypomina sobie, jak za czasów gry w Realu Madryt spotykał w starym miasteczku sportowym klubu dzieciaka z ta samą, co jego syn, chorobą. "Każdego ranka odwiedzał nas w szatni. Nie pamiętam już jego imienia, ale zawsze było dużo zdrowego śmiechu i ogrom uczucia. Uwielbiał bawić się moimi wąsami."

Álvaro jest uroczym chłopakiem, ale potrafi być również ostrym krytykiem poczynań taty. Gdy Del Bosque pracował z Realem Madryt, Álvaro nie mógł pogodzić się z tym, że czasami zostawiał Ikera Casillasa na ławce i ostro krytykował ojca za takie decyzje. Gdy Vicente ustalał listę zawodników jadących na Mundial, słychać było, jak powtarzał do siebie: "Cholera, przydałbyś mi się tutaj Álvaro" - tak przynajmniej opowiadają współpracownicy. Syn z kolei długo nie mógł odżałować, że do RPA nie jedzie Dani Güiza, którego bardzo polubił i długo na jego wyjazd naciskał. W Afryce natomiast Álvaro stał się wielkim obrońcą i orędownikiem dwóch Basków, Fernando Llorente i Javiego Martíneza. Nie tylko z powodów sportowych - w RPA Álvarito spędził z rodziną 10 dni, oglądał trzy mecze, w tym finał, a z rodzinami obydwu piłkarzy wybrał się na safari, gdzie Fernado i Javi zaopiekowali się nim. I stąd sympatia chłopaka.

Del Bosque uważany jest za trenera, który swe wybory kadrowe przeżywa bardzo emocjonalnie. Dlatego mówi, że ten Mundial miał dla niego również gorzki posmak - wolałby dać zawodnikom rezerwowym więcej minut, niestety nie zawsze było to możliwe. Piłkarze podkreślają, że "to człowiek dialogu. I lubi żartować. Wprawdzie to nie Luis (Aragonés), ale również rozbawia nas żartami. Zarazem wielki fan futbolu, przygotowany i merytoryczny". Współpracownicy dodają: "Lubi mieć jak najwięcej informacji, jest jak gąbka chłonąca różne opinie. Jego decyzje są jednak pewne i wiążące, z reguły podjęte po długim i głębokim namyśle". Za to na ławce, podczas meczów, Del Bosque podejmuje decyzje szybko. "To, co dzieje się podczas meczów jest dla niego bardzo przejrzyste, podejmuje decyzje i rozwiązania szybko i z determinacją."

Z pewnością presja związana z Mundialem mocno doskwierała trenerowi z Salamanki. "Demon selekcjonera", del mal del seleccionador, jak mówią w Hiszpanii, poturbował już wielu trenerów reprezentacji narodowej. Ów demon napełniał umysły i dusze nieszczęśników irytacją i paranoją w konfrontacji z krytykami ich pracy. A jednak z mediami Del Bosque zawsze ma bardzo dobre relacje, znany jest z prezentowania postawy koncyliacyjnej, grzecznościowej, od pierwszego do ostatniego dnia pracy. Gorliwy czytelnik prasy, którą często wspomaga Internetem, każdy dzień zaczyna od porannej kawy i gazety. "Del Bosque rozumie pracę dziennikarzy, jest gorącym orędownikiem rozmowy rozwiązującej wątpliwości, co uważa za bardzo dobrą metodę współpracy' - to oficjalne stanowisko Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej.

Piłkarze go wielbią. "To nie jest Guardiola, reprezentuje sobą coś więcej", mówi jeden z zawodników Barcelony, przyznając, że wieczór po porażce ze Szwajcarią był bardzo wyczerpujący. "Obawiałem się, że wszyscy się na nas rzucą, poddadzą ostrej krytyce", przyznaje inny. "Jestem profesjonalistą, zawsze pracuję do końca i jestem wierny swoim wyborom", stanowczo twierdzi Del Bosque. Niełatwo wyprowadzić go z równowagi, bardzo rzadko protestuje przeciwko decyzjom sędziów. Każdy mecz przeżywa jednak ogromnie, tego samego wieczora lub rankiem następnego dnia ogląda go raz jeszcze. "Żyje spotkaniami, podczas zawodów jest bardzo napięty". Nie wytrzymał jedynie podczas finału z Holandią, gdy doświadczał recitalu fauli rywali na jego zawodnikach, chciał wtargnąć na boisko i wygarnąć arbitrowi spotkania.

W tamtą niedzielę, ze złotym medalem Mistrzostw Świata na szyi, po oficjalnej konferencji prasowej Del Bosque zatrzymał się w strefie mieszanej dla dziennikarzy, chociaż nie miał takiego obowiązku. "Wizerunek trenera jest wizerunkiem kraju", stwierdził. To jego pierwszy Mundial, nigdy nie zagrał na nim jako piłkarz. W 1978 roku, gdy trenerem był Kubala, bramkarz Zamora złamał Del Bosque nogę i ten nie otrzymał ostatecznie powołania. Nigdy na tamtą decyzję nie narzekał. Jego tato, kolejarz, nauczył go wstawać i walczyć, bez potykania się po drodze. I krok po kroku, Vicente del Bosque dał Hiszpanii i kibicom na całym świecie największą piłkarską radość w dziejach. Bez konieczności podnoszenia głosu czy strojenia groźnych min. Nigdy.

Część 6, ostatnia, wkrótce.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!